Facebook Google+ Twitter

Ofiarować Bogu co najlepsze. Niedziela w Malawi

Chlubimy się polską religijnością. Mówimy o naszym tradycyjnym katolicyzmie z dumą. Kiedy jednak przyjdzie nam uczestniczyć w niedzielnej mszy w Malawi, małym afrykańskim kraju, z zażenowaniem stwierdzimy, że daleko nam do ideału.

 / Fot. L. MayorgaNiedziela w Blantyre, przemysłowej stolicy Malawi, jest dniem niezwykle uroczystym. Od wczesnych godzin porannych prawie wszyscy mieszkańcy przygotowują się do nabożeństw. Spieszą do swoich kościołów bardzo wystrojeni, z odświętnym wyrazem twarzy i nieodłączną Biblią w ręku.

Malawi jest krajem wielowyznaniowym, z przewagą religii chrześcijańskich. Prawie 40 procent stanowią katolicy. Za liczbami nie idą tylko puste deklaracje; one odzwierciedlają prawdziwy stosunek do wyznawanej religii. Dlatego w dni świąteczne miejsca spotkań i nabożeństw są wypełnione wiernymi po brzegi.
Kościół pod wezwaniem Papieża Piusa X to jeden z kilku kościołów katolickich w Blantyre. Może pomieścić kilka setek wiernych. A pomimo to wiele osób, z braku miejsc, musi wysłuchać niedzielnej mszy na zewnątrz budynku.

Już od samego rozpoczęcia mszy dostrzec można jej wyjątkową podniosłość. Chociaż poszczególne elementy są tradycyjne, jednak w wydaniu afrykańskim przybierają niezwykle żywą formę. Odnosi się wrażenie, jakby to była tylko jedna taka uroczystość w roku. Każdy obcokrajowiec od razu poczuje się wciągnięty w ten niezwykły klimat modlitewny, chociaż msza odbywa się w lokalnym języku.
Większość wiernych angażuje się w różnorodny sposób w przygotowania do mszy w ciągu całego poprzedzającego tygodnia. Grupy dzieci, kobiet, służba ołtarza i chór chcą zaprezentować swoje najlepsze wykonanie. Dopracowane w najdrobniejszych szczegółach kolejne elementy mszy, bywają bardzo urozmaicone. Sprawia to, że trwa ona zazwyczaj kilka godzin. Nikt jednak nie narzeka. Cała niedziela przeznaczona jest przecież dla Boga.

Oddają, co mają

 / Fot. L. MayorgaParafia obejmuje znaczny obszar miasta. Dlatego wierni z kolejnych dzielnic przygotowują nabożeństwa po kolei, każda grupa w innym tygodniu. I często prześcigają się wręcz w pomysłowości, niejako rywalizując miedzy sobą. Tańce, śpiewy, czasem niemal przybierające formę przedstawień teatralnych, towarzyszą głównie składaniu obfitych darów, które później trafiają na parafialny stół.
Nie brakuje tutaj niczego, co potrzebne do zapewnienia tygodniowej egzystencji pracownikom parafii, księdzu i kilku zakonnicom. Długa kolejka pięknie ubranych dzieci wnosi wielkie tace z jajkami, warzywami, owocami i wieloma innymi produktami spożywczymi. Na końcu, przy uśmiechu wiernych, wprowadzana jest nawet utuczona koza.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Ba mnie zrobiła wrażenie ta obserwacja:
"Spieszą do swoich kościołów bardzo wystrojeni, z odświętnym wyrazem twarzy i nieodłączną Biblią w ręku."

U nas, gdyby ktoś poszedł z Biblią do kościoła, zostałby raczej potraktowany jako zwolennik jakiejś sekty.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ciekawe

Komentarz został ukrytyrozwiń

Afrykanie są niesamowici w czasie liturgii.
Plus za ciekawie poprowadzony temat i trafne spostrzeżnia)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Luizo, oni potrafią, bo udało im się pogodzić odwieczne wierzenia z nową religią.
Celebrując obrządek katolicki, zachowują tradycje przodków.
Plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z kontekstu wynika że chodzi o ideał "tradycyjnego katolicyzmu" Tomku.

Wierzący, niepraktykujący = ateista. Kropka.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 07.03.2009 09:11

Ideałem jest uczestnictwo w niedzielnych uroczystościach?
hm nie wiedziałem

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.