Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

169531 miejsce

Ofiary Fritzla w niewoli paparazzich

Ofiary Josefa Fritzla z jednej niewoli trafiły do kolejnej - niewoli paparazzi. Całymi nocami fotoreporterzy z całego świata koczują pod kliniką w Amstetten i pod samym apartamentem kliniki, gdzie przebywa Elisabeth i jej pięcioro dzieci.

Mieszkańcy Amstetten demonstrują solidarność z ofiarami bestialskiego Fritzla. / Fot. HELMUT FOHRINGER /PAP/EPAWścibscy dziennikarze zrobią wszystko, by mieć zdjęcie którejś z ofiar. "Wymyślają różne tricki. Przebierają się za policjantów, wręcz wkradają się do szpitala." - wylicza Klaus Schwertner, odpowiedzialny za logistykę szpitala. Budują też coś na kształt "miasteczka", gdzie rozstawiają namioty i mieszkają. Jeden z  / Fot. www.krone.atangielskich fotoreporterów zamaskował się w specjalnym szałasie, by móc przez 24 godziny na dobę czuwać i nie przegapić najmniejszej szansy na zdjęcie.

Elisabeth i jej dzieci z dnia na dzień czują się lepiej, ale wielu ludzi, w tym paparazzi, utrudnia im odzyskanie prawdziwej wolności i uniemożliwia powrót do rzeczywistego świata. Dzień i noc teren na którym mieszkają jest zewsząd obserwowany przez kamery i aparaty fotograficzne. Fotoreporterzy czają się nawet na fasadach domów i dachach. Córka Fritzla i jej dzieci nie mogą wychodzić na światło dzienne, nie mówiąc już o spacerach po pobliskim parku.

Materiał opracowany na podstawie austriackiej gazety Krone

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Jarosław Jakubczak:

Temat może i wygasa, ale powraca. Historia lubi się powtarzać, zwłaszcza w Austrii (dwa lata temu była podobna sprawa porwanej Nataschy Kampusch). Chciałoby się smutnie zapytać "Kto po Fritzlu?".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Też mam nieraz takie dylematy. Myślę, że każdy fotograf sam powinien wyznaczyć sobie tą granicę, ale i tak nie będzie miało to większego znaczenia, bo: Ja np. nie fotografuję z zasady ciał ofiar wypadków śmiertelnych. Musiałem jednak złamać tę zasadę, bo po prostu redakcja, na której zlecenie fotografowałem wymagała tego. Problem jest tu bardziej złożony, bo od dobrego fotoreportera wymaga się, aby pracował jak niezawodny robot, relacjonował to, co się dzieje, za wszelka cenę zrobił tę jedyną fotkę, której nie będą mieli inni i nie mieszał w to własnych przekonań i uczuć. Jeśli ktoś się wyłamie zrobi to dziesięciu innych, którzy już stoją za jego plecami a on po prostu zostanie bez pracy. Chcąc być zawsze w zgodzie ze swoim sumieniem trzeba po prostu zrezygnować z tego zajęcia. Druga kwestia jest taka, że sytuacja opisana w artykule Piotrka, nazwijmy to medialna, działa jak efekt domino. Im więcej fotoreporterów na miejscu tym więcej kolejnych chce tam być i błędne koło się zamyka. Po jakimś czasie na szczęście temat wygasa i umiera śmiercią naturalną.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Są tacy, co pstrykają nie tylko po to by zarobić. Dla nich chęć opisywania wydarzeń ilustracją fotograficzną jest silniejsza od względów ekonomicznych. Najlepszym przykładem są autorzy publikujący na W 24. (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Paparazzo tam czekają żebyście póżniej mieli co oglądać. Proste!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.