Ofiary Josefa Fritzla z jednej niewoli trafiły do kolejnej - niewoli paparazzi. Całymi nocami fotoreporterzy z całego świata koczują pod kliniką w Amstetten i pod samym apartamentem kliniki, gdzie przebywa Elisabeth i jej pięcioro dzieci.
Wścibscy dziennikarze zrobią wszystko, by mieć zdjęcie którejś z ofiar. "Wymyślają różne tricki. Przebierają się za policjantów, wręcz wkradają się do szpitala." - wylicza Klaus Schwertner, odpowiedzialny za logistykę szpitala. Budują też coś na kształt "miasteczka", gdzie rozstawiają namioty i mieszkają. Jeden z
angielskich fotoreporterów zamaskował się w specjalnym szałasie, by móc przez 24 godziny na dobę czuwać i nie przegapić najmniejszej szansy na zdjęcie.Zobacz także:
Artykuły
(246)
Galerie
(26)
Średnia ocen
(3.91)
Wiek: 28 | Miejscowość: Zagranica | Kraj: UK
O mnie: Mieszkam w Anglii. Interesuję się muzyką i wszystkim innym.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Piotr Balkus 12.05.2008 12:49
Jarosław Jakubczak:
Temat może i wygasa, ale powraca. Historia lubi się powtarzać, zwłaszcza w Austrii (dwa lata temu była podobna sprawa porwanej Nataschy Kampusch). Chciałoby się smutnie zapytać "Kto po Fritzlu?".
Jarosław Jakubczak 11.05.2008 19:11
Też mam nieraz takie dylematy. Myślę, że każdy fotograf sam powinien wyznaczyć sobie tą granicę, ale i tak nie będzie miało to większego znaczenia, bo: Ja np. nie fotografuję z zasady ciał ofiar wypadków śmiertelnych. Musiałem jednak złamać tę zasadę, bo po prostu redakcja, na której zlecenie fotografowałem wymagała tego. Problem jest tu bardziej złożony, bo od dobrego fotoreportera wymaga się, aby pracował jak niezawodny robot, relacjonował to, co się dzieje, za wszelka cenę zrobił tę jedyną fotkę, której nie będą mieli inni i nie mieszał w to własnych przekonań i uczuć. Jeśli ktoś się wyłamie zrobi to dziesięciu innych, którzy już stoją za jego plecami a on po prostu zostanie bez pracy. Chcąc być zawsze w zgodzie ze swoim sumieniem trzeba po prostu zrezygnować z tego zajęcia. Druga kwestia jest taka, że sytuacja opisana w artykule Piotrka, nazwijmy to medialna, działa jak efekt domino. Im więcej fotoreporterów na miejscu tym więcej kolejnych chce tam być i błędne koło się zamyka. Po jakimś czasie na szczęście temat wygasa i umiera śmiercią naturalną.
Jarosław Jakubczak 10.05.2008 23:50
Są tacy, co pstrykają nie tylko po to by zarobić. Dla nich chęć opisywania wydarzeń ilustracją fotograficzną jest silniejsza od względów ekonomicznych. Najlepszym przykładem są autorzy publikujący na W 24. (+)
Łukasz Zawadzki 10.05.2008 14:50
Paparazzo tam czekają żebyście póżniej mieli co oglądać. Proste!
Tomaszewski zawieszony ! Teraz:"Hulaj dusza piekła nie ma"!
(odsłon: +2202)