Facebook Google+ Twitter

Ofiary wojny w Afganistanie

Prokuratura wojskowa w oparciu o przepisy prawa chroniące ludność cywilną, zdecydowała o postawieniu zarzutów wobec żołnierzy biorących udział w tragicznie zakończonej akcji w wiosce Nanghar Khal, oskarżając ich o celowe działanie.

Dramat zaczął rozgrywać się niecałe dwa dni wcześniej. To wtedy w zasadzce zginął pierwszy polski żołnierz stacjonujący w Afganistanie, podporucznik Łukasz Kurowski, a napięcie wśród i tak mocno znerwicowanych żołnierzy, urosło do granic wytrzymałości.

Nie oszukujmy się. Misja w Afganistanie, wbrew usilnym twierdzeniom polityków i mediów, nie ma charakteru pokojowego. Koalicyjne wojska stacjonujące na nieprzychylnym na pół górskim na pół pustynnym terenie są zmuszone do prowadzenia regularnych działań wojennych z armią partyzancką. Jak trudna i właściwie syzyfowa to praca, pokazują nie tylko dawne doświadczenia armii sowieckiej, ale także wszelkie historie, w których jednak ze stron konfliktu unika bezpośrednich starć prowadząc wojnę podjazdową.

16 sierpnia oddział wyjeżdżający z bazy Wazi-Kwa na patrol miał pomóc kolegom, którzy wjechali na minę. Na miejscu zostali ostrzelani przez oddział Talibów. Odpowiedzieli ogniem.

Zgodnie z danymi Ministerstwa Obrony Narodowej, stan etatowy żołnierzy w Siłach Zbrojnych RP wynosi około stu pięćdziesięciu tysięcy osób, z czego prawie połowa to żołnierze niezawodowi. Trzeba mieć na uwadze, iż większość szeregowych postaci, decydujących się na udział w zagranicznych misjach, stawia na pierwszym miejscu dodatkowy zarobek. Nie myśli o wyznaczonych strategicznych celach militarnych ani przede wszystkim politycznych.

Dotychczas żołnierze utrzymywali, iż jedynie bronili się. Pociski kierowane w stronę wioski miały na celu przełamanie ataku partyzantów. Według prokuratorów prawda jest zupełnie inna. Żołnierze świadomi obecności cywilów, a braku jakiegokolwiek realnego zagrożenia, otworzyli ogień.

Człowiek w sytuacjach stresowych zachowuje się absurdalnie. Większość osób powinna mieć w pamięci zaskakujące wyniki eksperymentu Stanleya Milgrama – pod presją autorytarnej władzy każdy może zostać nawet bezdusznym mordercą. Żołnierz jadący na wojnę jest w jakimś stopniu świadomy czekających go niebezpieczeństw. Kiedy wybierasz się na misję pokojową, kiedy wcześniejsze zmiany nie miały szczególnych problemów, zdecydowanie nie wyobrażasz sobie, że każdy jeden patrol może być twoim ostatnim. Co gorsze, nie musisz zginąć od wrogiej kuli. Po prostu spłoniesz w źle opancerzonym pojeździe, który wjechał na minę.

Niezależnie od wersji wydarzeń pewne jest, iż w wyniku ostrzału zginęło sześcioro cywilów – kobiety i dzieci, a kilkoro innych zostało na zawsze poważnie okaleczonych. W kulturze wschodu zemsta za śmierć bliskich często nie jest kwestią emocji, ale honoru.

Dla zbrodni wojennych nie ma usprawiedliwienia. Od żołnierzy wymaga się, by pozostawali świadomi swoich czynów niezależnie od okoliczności, by broni etosu bohaterskiego wyzwoliciela, niosącego braterską pomoc. Na ile jednak cywil oddalony setki kilometrów od ciągłego napięcia i niebezpieczeństwa ma prawo do oceniania zachowań ludzi wysłanych często wbrew sobie na front. W ferworze walki błędy się zdarzają; również bardzo tragiczne. Doskonale pokazują to niekończące się pomyłki Amerykanów. W całym szaleństwie współczesnego świata trudno wyobrazić sobie by siedmiu doświadczonych żołnierzy podjechało pod pierwszą lepszą wioskę i bez przyczyny zaczęło strzelać do kobiet oraz dzieci.

Polakom udało się załagodzić sprawę z pokrzywdzonym klanem i niejako odkupić popełnione krzywdy. Pierwszymi osobami udzielającymi pomocy rannym Afgańczykom byli ci sami żołnierze, którzy kilka chwil wcześniej ostrzelali wioskę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Masz rację Maćku, większość jedzie tam dla pieniędzy, jednak nie możemy jednocześnie wszystkich wsadzać do jednego worka. Wkońcu amerykańscy żołnierze to też dla pieniędzy wyjeżdzają. Chyba się nie mylę ale nasi "ochotnicy" to żołnierze zawodowi, więc mają świadomość co ich czeka, a dla wielu to już nie pierwsza misja. Jakby takich ludzi nie było to wszelkie misje wojskowe byłyby pozbawione sensu. Zgodze się że naciski pewnie były na wielu żołnierzy ale w ramach sojuszniczego zobowiązania kogoś musieliśmy wysłać do Iraku czy Afganistanu. Jak sobie jeszcze przypomnę, że mówiono, iż do Iraku żołnierze pojadą na wakacje to się przykro robi. Wiadomo-amerykańska propaganda.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aż tak źle to chyba nie było. Natomiast, wbrew publicznym deklaracjom o swobodnej decyzji żołnierzy, słyszałem o przypadku, gdzie w momencie podjęcia się służby zawodowej, niezależnie do wyrażanych chęci(i co istotniejsze-kompetencji), automatycznie osoba miała być skierowana do Iraku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oj, nie do końca się z Tobą zgodzę, Maćku. Na początku do Iraku jechali ochotnicy (taka była oficjalna wersja),a potem już był rozkaz wyjazdu i tyle mieli żołnierze do powiedzenia; wiem, bo w mojej rodzinie był taki przypadek.
Moim zdaniem w całej sprawie jest jakieś "drugi dno"; a to niejasna sprawa rozkazów strzelania, a to kwestia dawnego buntu w bazie Wazi-Kwa, a to taka wyjątkowa otwartość wojska (zwykle takie sprawy nie mają szans wyjścia na zewnątrz i są pilnie strzeżoną tajemnicą).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak żal mi ich. Zal mi jednych i drugich. Bez nerwów maciek bo widzę, że nie za dokładnie czytałeś to co napisałem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To przykre, że zrobiono z naszych żołnierzy zbrodnirzy wojennych. Ale jak zwykle Polacy robią się" bardziej papiescy niż papież" bo chcą pokazać, że my to potrafimy sądzić i karać naszych żołnierzy. A to przecież nie o to chodzi. Prokuratorom to dobrze oskarżać, a jakby tam pojechali to by tak trzepali portkami, że szok. Dobrze jest opowiadać, co oni tam nie wyrabiali, a nikt nie pomyśli jak sam by się zachował w takiej sytuacji. Jest wojna i coś takiego może się zdarzyć. Amerykanie jakoś takie błędy mają na porządku dziennym i nikt nie robi takich cyrków a właśnie oni powinni się najwięcej zastanowić. U nas jak się zdarzył pierwszy tak poważny incydent to odrazu trąbimy o tym jakbyśmy postawili przed sądem samego śp. Slobodana Milosevica. To źle, że zginęli ludzie, ale nie musimy z naszych żołnierzy robić ludobójców i opowiadać, że mogą dostać po kilkanaście lat więzienia.Sprawę trzeba zbadać, ale na spokojnie a nie w takiej atmosferze...w końcu to również i oni mogli zginąć podziurawieni przez kule karabinu albo rozszarpani przez pociski.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.