Facebook Google+ Twitter

Ogórkowy sezon Leszka Millera

O Millerze - woźnicy i jego ogórkach w kampanii prezydenckiej

Słynny i znany powszechnie "bon mot men" stwierdził kiedyś, że prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna ale jak kończy. O Boże ! – wymknęło mi się niedawno nieopatrznie. – Prorok jakiś, bo skąd mógł wtedy wiedzieć, że go niechybnie uwiąd dopadnie. Biedaczek jeden - pomyślałem. To zatroskanie moje pojawiło się w momencie, kiedy powziąłem wiadomość, że Leszek Miller przywódca SLD postanowił wycofać się z walki politycznej o Najwyższy Urząd i zasłonić swoją niemoc twarzą młodą , inteligentną i na dodatek ładną.
Nie będę dzisiaj pisał o sympatycznej Pani Magdalenie Ogórek bo nic o niej nie wiem, nie znam jej poglądów na wiele spraw publicznych, nie znam jej programu a jedynie wiem, że „na siłę” chce zmienić prawo w Polsce a także kogo będzie zasłaniać i właśnie o nim słów kilka.
Wszyscy pewnie się zgodzą, że Leszek Miller jest politykiem nietuzinkowym, większość swoich politycznych decyzji podejmował z rozmysłem i ta ostatnia decyzja, żeby dorobić sobie twarz miłej Pani Ogórek też jest tego wynikiem. Można się zastanawiać nad sensem tej decyzji ale odpowiedź jest banalnie prosta. Włodzimierz Cimoszewicz stwierdził kiedyś, że „Leszek to partyjny wyga. Wie, jak to rozgrywać. Nie przypominam sobie przypadku, by kandydował, nie znając z góry wyniku”. I tym razem diagnoza ta wydaje się wyjątkowo trafna. Bojąc się kompromitacji i porażki w wyborach – postanowił sobie zażartować, zasłonić swoją twarz maską ładnej kobiety i usiąść na tylnym siedzeniu.
Zmiany twarzy Millera w różnych sytuacjach nie są przecież czymś wyjątkowym. Przepoczwarzał się już z komunistycznego ideologa w demokratę z socjalisty w liberała z męża stanu w populistę a teraz z przewodniczącego w woźnicę. Nikt tak dobrze nie zna człowieka jak jego koledzy czy koleżanki z własnej partii. Joanna Senyszyn oceniła go tak – „Leszkowi Millerowi dobrze wychodzą tylko bon moty i pouczanie innych. Oczywiście najlepsze jest powiedzonko, że prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy. Do tej pory Miller kończył już kilka razy. Za każdym – marnie.”. Smutna to konstatacja ale wydaje się być prawdziwą.
Myślę, że każdego mężczyznę dopadnie kiedyś ten podły los, kiedy dotrze do jego świadomości, że na ładną a do tego młodą kobietę może już tylko popatrzeć a do pełni spełnienia będzie mu musiała wystarczyć jedynie jej bliskość… wzrokowa. Że uwiąd starczy czy polityczny obejmie kiedyś swoja władzę. Wszystko wskazuje na to, że Leszka Millera ten los właśnie dopadł i „wypełniły się na ten czas słowa proroka” kiedy mówił był o prawdziwym mężczyźnie. Tak właśnie kończy. Na tylnym siedzeniu…. Pochylmy się w zadumie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Nietuzinkowa analiza:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.