Facebook Google+ Twitter

Ogrzaliśmy domy Indian w Andach. Udało nam się!

Pokonaliśmy tysiące kilometrów, by trafić do nieznanych ludzi. A oni jakby na nas czekali. Nie przywieźliśmy im nadziei, bo to zdarza się raczej na filmach z Hollywood, a nie w życiu. Tylko coś bardziej konkretnego. Ogrzewanie słoneczne. Zimowy prezent od Polaków.

Mała mieszkanka Andów / Fot. Piotr Maciej MałachowskiPlan był taki, żeby ogrzać dom jednego człowieka w Andach. Każdej zimy, czyli wtedy, kiedy w Europie panuje lato, w peruwiańskich górach z zimna umiera kilkaset ludzi. Setek tysięcy cierpi na odmrożenia. To nie alpiniści, tylko zwykli mieszkańcy gór. Cierpią nie dlatego, że ryzykują, lecz z samego faktu, że tam mieszkają. Nie mają innego wyjścia. To ogromny obszar. Większy od Polski.

W zeszłym roku z zimna i w wyniku powikłań wywołanych zapaleniem płuc, w peruwiańskich Andach zmarło prawie trzysta dzieci poniżej piątego roku życia. Pojechaliśmy w miejsce, gdzie są dwa takie groby. Ale nie pochylić się nad nimi, tylko wziąć się do roboty.

Plan nam jednak nie wyszedł, bo nie ogrzaliśmy domu jednego człowieka. Wyszło dużo więcej. Dokładnie pięćdziesięciu czterech Indian Keczua, tworzących społeczność gminy Mañazo. To półtorej godziny jazdy szutrową drogą od brzegu Jeziora Titicaca, ponad cztery tysiące metrów nad poziomem morza.

Czytaj także: Autokar z Polakami runął w 300-metrową przepaść. Oto ich relacja

Ten nieudany plan nie zostałby zrealizowany, gdyby nie wielka grupa ludzi. Pierwszą z nich jestW tym domu w nocy jest już ciepło / Fot. Piotr Maciej Małachowski Arkadiusz Supieta. Mieszka w Warszawie i wie tyle o Peru, ile ja - mieszkał w kraju Inków, na Przylądku Dobrej Nadziei. W sprawie ogrzewania w Andach Arek miał jednak to, czego nie miałem ja. Pewność. Od samego początku wierzył, że ogrzać domy w Andach da się. Ja od samego początku mówiłem, że to niemożliwe.

To była największa sprawa, która nas różniła. Ale były też podobieństwa. Jedno z nich to upór. Arek uparł się jak osioł, że projekt uda się. Ja, niczym osioł numer dwa, uparłem się, że mu pomogę. I tak się zaczęło.

Dostaliśmy ogromne wsparcie. Także finansowe. Wpłaty wpływały od bliskich i obcych osób. Poza tym wsparła nas firma Hay Group Polska, Fundacja Idealna Gmina oraz wydawnictwo Indigena. W ten sposób uzbierało się - w przeliczeniu na peruwiańską walutę - 9852 sole.

Czytaj też: W Peru Dziadek Mróz zabija małe dzieci

Miejscowi nie wiedzą gdzie jest Polska, ale wiedzą co to wdzięczność / Fot. Piotr Maciej MałachowskiZa tę kwotę kupiliśmy materiały potrzebne do zainstalowania tak zwanej Ściany Trombe’a w ośmiu chatach gminie Mañazo. To w nich mieszka te ponad pół setki Indian, których nie przewidywał nasz plan.

Na miejscu dołączyli do nas kolejni Polacy: mieszkający w Peru Leszek Pawelec oraz podróżujący dookoła świata Małgorzata Nowosad i Michał Skup wraz ze swoją trzyipółletnią córką Tosią.

Czytaj więcej -->

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (25):

Sortuj komentarze:

Oświecony
  • Oświecony
  • 06.08.2011 09:46

No i nie pierwszy raz P. Orłowski jak zwykle niczego nie rozumie co to humanitaryzm i myli pojęcia. Do tego dobrał sobie adekwatnego partnera. W jego rozumieniu problemu, my byśmy do dziś budowali zamki warowne i gnili w średniowiecznym maraźmie. Ewentualnie zakończyli byśmy egzystencję. Artykuł 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Jadwiga Kowalczyk

Tak, mity o dzikich i prymitywnych Indianach, ciągle żywe. Sam byłem ich ofiarą, zanim osiadłem w Peru. Oczywiście i tacy istnieją, ale nie w Andach.

Czy ci ludzie podejmą próbę wykonania kolejnych ociepleń we własnym zakresie? Nie. Nie mają na to wystarczających środków i szans ich zarobienia. Oczywiście niektórzy mają komórki, ale już dawno minęły czasy, gdy telefon komórkowy był wskaźnikiem statusu społecznego. W Peru również. Używane telefony są tu bardzo tanie. Ludzie w Andach posługują się nimi nie dlatego, że mają taki kaprys, tylko z powodu wielkich odległości i stanu dróg. Proszę sobie wyobrazić drogę o długości 40 km, którą jedzie się dwie godziny. Prościej zadzwonić. Dawniej przekazywaniem informacji zajmowali się inkascy biegacze, teraz ludzie dzwonią na komórki. Świat idzie po prostu do przodu.

Na marginesie tych komórek - śmieszna historia. Nasze w tych rejonie nie działały, a pewnego dnia zabłądziliśmy. Rozpaliliśmy małe ognisko i wysłaliśmy znaki dymne. Dzięki temu dotarli do nas miejscowi :)

Traktory są wyjątkiem. Posiadają je gminy i bogatsza część społeczeństwa. Wynajem odbywa się często na zasadzie barterowej. Ty mi zaorasz kawałek pola, ja ci dam dwa worki ziemniaków.

Ale oczywiście zgadzam się z sugestią. Nie znaczy to wszystko mianowicie, żeby tym ludziom coś ciągle dawać za darmo. Nawet nam to do głowy nie przyszło. To był pierwszy krok. Żeby pokazać, że się da. Była to także nauka. Również dla nas. I to jeszcze jaka – wiemy jak zrobić ogrzewanie, które później nie wymaga żadnych dodatkowych nakładów. W szkole nie nauczyłem się tego, dopiero w życiu :)

Wracając do wątku - następne kroki odbędą się równolegle z projektami społecznymi, które - chcę to podkreślić wyraźnie - zamierzamy przeprowadzić przy akceptacji i pomocy miejscowych. Projekty te nie tylko dadzą tym ludziom ciepło, ale także pieniądze. Napiszę o tym, gdy będzie to działać, żeby nie gadać po próżnicy.

Gdyby ktoś chciał się do nas przyłączyć, proszę o kontakt i śledzenie mojego bloga.

@ Mariusz Orłowski

Nie jestem filozofem ani antropologiem. Nikt z nas nie jest. Zareagowaliśmy jedynie na apel o pomoc. Nic więcej. Taki apel kierowany jest z Andów każdej zimy. Reaguje na niego wielu ludzi, nie tylko w taki jak my sposób.

@ levy

Jestem w równym stopni odporny na krytykę, jak i na pochwały. Proszę się więc nie obawiać o kolor mojej skóry.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zdaje się że tylko levy (jak zwykle) zrozumiał o czym piałem. Bowiem nie chodzi mi o to że nie należy pomagać ludziom, nie chodzi o to żeby być nieczułym na ludzkie cierpienie, chodzi o rzecz całkiem odmienną, o zrozumienie związków przyczynowo-skutkowych, o pewną skromność w myśleniu, polegającą na braku mitomaństwa i przekonaniu o wszechwiedzy wynikającej z nieprzemyślanych impulsów. Swoje stanowisko wyraziłem w konkretnych puntach i na ich treść mi w ogóle nie odpowiedziano, skrytykowano mnie abstrahując od tych moich konkretnych ścisłych argumentów (np. że akcja zwiększy przyrost naturalny przez co WIĘCEJ ludzi będzie w przyszłości cierpiało czy biernie oczekiwało pomocy z zewnątrz). Nie wiem już jak mam tłumaczyć implikacje zjawiska "pomocy" przy takim oporze psychicznym komentatorów, i nie ma to nic wspólnego z moim egoizmem, psychopatią czy socjopatią lub z tym że nie lubię Piotra Małachowskiego (bo go lubię i zazwyczaj się z nim zgadzam, nawet razem współpracowaliśmy przy Jego projekcie). Chodzi o to że nie rozwiązuje się problemu bezdomnych kotów za pomocą starych panien, które je dokarmiają z neurotycznej indywidualnej potrzeby, przez co ich populacja wzrasta i potem więcej kociąt cierpi głód czy jest ściganych przez dresy; nie rozwiązuje się problemu głodujących ptaków przez dokarmianie ich zimą przez co bierne i oczekujące pomocy nie odlatują do ciepłych krajów i giną zimą z głodu i mrozu; nie rozwiązuje się problemu niewolnictwa wykupując niewolników bo relacja podaż-popyt spowoduje że łowcy niewolników przez to będą łapać i zniewalać coraz więcej niewolników gdyż uznają że są na nich klienci. Że przedmiotowi Indianie niby sami tego chcieli, ja tego nie kwestionuję, tylko czy dzieciom się zezwala na wszystko czego chcą czy też z większą wiedzą o technologii i nauce ogranicza się ich pragnienia (bo ludzie Zachodu powinni znać lepiej konsekwencje takich czynów), wystarczy spojrzeć na kulty cargo - niższe kultury nie rozumieją implikacji wynikających z technologii, nie znają dyscypliny zwanej ekologią, nie są w stanie przewidzieć konsekwencji, zaś ludzie Zachodu potencjalnie są. Cała powyższa akcja to coś na zasadzie dawania ryb zamiast wędek - doprowadza się do wzrostu populacji nieszczęśników i do ich bezradności życiowej, bierności i oczekiwaniu dalszej większej pomocy z zewnątrz (to coś na zasadzie aby podwyższyć zasiłki dla bezrobotnych aby się rozmnażali i nie mieli motywu pójść do pracy). Co zaś do mnie samego - współczuję wielu istotom, ale to dla mnie nie powód aby je zadowalać bez refleksji intelektualnej nad tego konsekwencjami; odnosząc się do wrednego komentarza Cecylii Markiewicz - pomagam każdemu kto mnie o to prosi, jeśli uznaję że to o co mnie prosi jest dla niego i społeczeństwa korzystne w dłuższej perspektywie, np. nie daję pieniędzy żebrakom a zanoszę rzeczy do Czerwonego Krzyża (nie zanoszę zaś do Caritasu), gdy prosi się mnie o jedzenie lub ubrania - daję, gdy o pieniądze - odmawiam. Co do sąsiadów - tym z którymi mieszkam w jednym budynku, Alicji i Tomaszowi Staniuk (dziennikarce "Gazety Wyborczej" podpisującej się kłamliwie "Katarzyńska" i lekarzowi) - nie dałbym nic, bo to podli ludzie, i celowym dla dobra społecznego by było aby zdechli, co do innych sąsiadów - pomagam jak mogę, bo to, o ile wiem, cenne społecznie jednostki, po za tym publikuję liczne teksty czy artykuły mające uwiadamiać ludziom prawdę i niesprawiedliwość przez co wielu ludziom powinno być lepiej (gdyż popularne media zakłamują świat i tworzą nieuzasadnioną wrogość względem sprawiedliwych i pokrzywdzonych, np. Arabów). W tym wszystkim bowiem chodzi o to aby nie myśleć stale o sobie, jak państwo, ale o dobru ogólnemu, społecznemu, bez względu na to czy się będzie za to potępianym czy wychwalanym.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Mariusz Orlowski, wydaje mi się, że myli Pan inicjatywę prywatnych i niezależnych osób od rzeczywiście nagannej pomocy państwowej które sieje w rzeczywistości więcej zniszczenia niż pożytku w długim okresie. Jak zostanie wykorzystana pomoc - to sprawa zupełnie inna i niezależna w tym momencie od darczyńców, mających przecież szlachetne intencje. Miejmy nadzieję, że zostanie ona właściwie zrozumiana i właściwie przyjęta.
Z pewnością już pomogła pół setce Indian.
Pomogła ofiarodawcom. Czy nie wpłynęła na czytelników? Na levego i Pana Mariusza również?

Komentarz został ukrytyrozwiń
levy
  • levy
  • 04.08.2011 16:29

Jeszcze jedno, panie Małachowski proszę ich zapytać, czy nie woleliby maszynki do produkcji pieniędzy. Zobaczy pan jaki będzie aplauz

Komentarz został ukrytyrozwiń
levy
  • levy
  • 04.08.2011 16:27

Jak zwykle wielu utulonych w bólu z ''ofiarami'' chłodów. :D
hehe, gdzie zdjęcia tych wiekopomnych urządzeń? chyba, że to baterie typu słoneczna ładowarka do laptopa
Panie Orłowski nic nie pojęli, bo nie potrafią ....pomysleć.
Autor natomiast siedzi dumny i blady, z wypiekami na twarzy czytając jaki to on jest bohater czuły na krzywdę.
Powtórzę : teraz ze styropianem do Eskimosów!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Proponuje Mariuszowi Orlowskiemu aby wypowiedz z godz.12.41 uzupelnil opisem swojego sposobu pomocy potrzebujacym ( konkretne przyklady !). Interesujace bedzie porownanie z autorem artykulu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Miałam sceptyczne podejscie do samej idei, co wyraziłam przy pierwszym tekście Autora, zapowioadajacym tę akcję.
Teraz - jestem pełna uznania dla uporu ludzi, którzy to zrealizowali. Ale - zahaczajac z lekka o komentarz pana Mariusza O. - zastanawiam się, czy ludzie ci - bynajmniej nie "dzicy" i prymitywni (traktory, komórki) - podejma próbę wykonania dalszych ociepleń we własnym zakresie? Czy będa czekać na kolejna wizytę "obcych"?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piotrze - mnie po prostu mowę odjęło. Przekuć gadanie o pomocy na czyn konkretny. z rezultatem widocznym. Po za tym świetnie napisany artykuł. Masz nie tylko głowę na karku, dwie ręce do roboty ale i doskonałe pióro.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piękny gest ludzki POMOC ... Piotrze gratuluję idei i jej realizacji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.