Facebook Google+ Twitter

Oj, boli mnie brzuch, panie kierowniku, boli i tak ciśnie

W schronisku praca jest ciężka."Józia chyba umiera. Jęczy i stęka tak ją brzuch boli". W głowie jeszcze szampan, a oni usiłowali jakoś zbadać leżącą w boleściach na piętrowym łóżku dziewczynę. Schronisko górskie, miejsce przyjazne...

To było dawno temu, w czasach studenckich, dlatego poza Józią, nie zmieniłam imion Śnieżyca nie odstraszyła nas by towarzyszyć Józi do karetki. Ta dziewczyna z prawej w kurtce na piżamie, to ja. / Fot. Fot. Ktoś z nasbohaterom tego zdarzenia.

Na polanie przed skrzyczańskim schroniskiem. / Fot. z albumu rodzinnegoJeździliśmy na narty do Szczyrku na Skrzyczne. Mieliśmy spanie w drewnianym schronisku. Skromny personel, od lat ten sam, zajmował dwa niewielkie pokoje z piętrowymi łóżkami. My nieco większe, z ciasno ustawionymi obok siebie piętrusami. Przez wiele zim pokojami zajmowała się pani Janina, paliła w piecach, sprzątała i zmieniała pościel. W kuchni rządziła ciągle ta sama szefowa pani Hela, na zmywaku pani Antosia, a wszystkim do pomocy była Józia, najmłodsza pracownica w schronisku. Józia nosiła gary bigosu z sionki, schodziła po drabinie do piwnicznej spiżarni po różne prowianty, często przynosiła kawał pnia do pieca i szufle węgla, smażyła kotlety i obierała kocioł ziemniaków. W schronisku praca była ciężka i właściwie bez określonych godzin. Na okrągło coś jest do roboty od 6 rano do 20.

Józia lgnęła do rówieśników. Znała nas, bo zawsze przyjeżdżała ta sama grupa narciarzy. Przychodziła do nas za piec posłuchać studenckiego humoru, pokibicować karciarzom, posłuchać z nami jazzu i Beatlesów. W ostatni dzień starego roku schronisko zostało starannie wypucowane i odświeżone, wraz z Antosią wyszorowały drewniane stoły i podłogę w sali jadalnej. Józia była zawsze w swoim "służbowym" fartuchu. To była jej trzecia pracowita zima w schronisku. Teraz nie miała już dziecinnej buzi, szczuplutkiej jak poprzednio. Było widać, że to dorosła kobieta, ba! Wyładniała, wydoroślała, tylko ciągle bardzo była cicha i małomówna, ale jak zawsze chętna do pracy i pomocy.

My "katowaliśmy" się przy 20 stopniowym mrozie zjeżdżając na nartach, gdy Józia dźwigała węgiel, drzewo, kartofle, patelnie, zbierała stosy talerzy ze stołów, uwijała się przez 12 godzin dziennie cicho i bez słowa, nigdy na nic nie narzekając.

Po południu przygotowywaliśmy się do sylwestra, w zbiorowej umywalni bez ciepłej wody. Józia zrobiła sobie fryzurę już w południe i teraz kroiła sałatkę na sylwestrową kolację.

Nie będę opisywała zabawy sylwestrowej, powiem tylko, że Józia była jakoś markotna i nie chciała ani tańczyć ani wypić szampana i nie zdjęła fartucha. Gdy już ucichła muzyka z płyt i wszyscy wgramolili się do łóżek, jak zawsze, ostatni położył się spać kierownik schroniska. Nie zdążył zasnąć, gdy Antosia zapukała do drzwi jego pokoju.

- Panie kierowniku, Józia chyba umiera. Jęczy i jęczy, tak ją brzuch boli.
Kierownik schroniska, ojciec czworga chłopców i mąż pielęgniarki, z powagą sytuacji zajrzał do Józi. W pokoju dziewczyna zajmowała górne łóżko, a dolne dość korpulentna czterdziestoletnia Antosia.

- Oj boli, panie kierowniku, boli mnie brzuch, bardzo - jęcząc wydusiła z siebie - Przedtem co chwilę, a teraz cały czas. Chyba nie wytrzymam. I tak ciśnie... panie kierowniku, ciśnie strasznie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (31):

Sortuj komentarze:

Przepraszam za pomyłkę i dziękuję za usunięcie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję i również gratuluję. I ciekawa jestem co to za pomysł :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dziękuję za komentarze. Dziekuję za nagrodę.
Mam w związku z nią pewien szaleńczy pomysł, o którym napiszę wkrótce.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ma być : Gratuluję autorce, bo prawdziwe i czyta się z przyjemnością. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Każde miejsce w naszym kraju, jak "czytać", jest przyjazne kobiecie w ciąży, potem już jakby mniej, bo matka Polka nie kojarzy się z radością bytowania.
Artykuł wspaniały, pozwala "ocalić od zapomnienia" i tyle emocji wyzwala.
Józka, przy takiej umiejętności bezstresowego bytowania, dożyje 100 lat, to pewne.
Gratuluję autorce, bo prawdzie i czyta się z przyjemnością.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witaj Basiu! Jesteś Wielka. Przypomniałaś mi tym wspaniale napisanym artykułem moje pbyty na Skrzycznem i tę noc z narodzinami. Prowadziłem wtedy obóz narciarski AKN-u Lódż. Rzeczywiście
nerwy były duże ale serwis medyczny naszego AKN-u sprawdził się doskonale. Jeszcze dwa dni póżniej przyjechał dziennikarz i przeprowadził wywiad z Dzidką i Andrzejem na temat tego porodu. Z obsługi schroniska należy wspomnieć jeszcze o Januszku - wspaniałym kucharzu, który
gotował bardzo dobrze ale barszczyk wigilijny zawsze był za kwaśny. Na zdjęciu w piżamach
jestem pierwszy z lewej. Gratuluję artykułu - piątka.
Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niesamowita historia :) Przeczytałam na jednym wdechu, chłonąc każde zdanie. To dopiero Sylwester!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marto, to trzymam Cię za słowo, bo to będzie płodzenie na hamaku.. ;))) hihi

Komentarz został ukrytyrozwiń

A my przyjmiemy poród;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

- > @ Ewa, oj . mam, kilka, chyba nawet łatwo zgadniesz, bo z Twojego podwórka, tylko mnie tej pewności siebie bardzo brak..
-> @ Macieju, tak myślisz na prawdę? dodajesz mi odwagi i otuchy. W takim razie może znów coś "spłodzę".;)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.