Facebook Google+ Twitter

Ojcostwo w wersji country – z pamiętnika położnej

W latach siedemdziesiątych działały jeszcze tworzone po wojnie w małych miasteczkach i wsiach dość gęstą siecią izby porodowe. Pracowały w nich położne i pielęgniarki, wypierając działalność wiejskich babek i porody w domu.

O takich warunkach jeszcze kilkanaście lat temu noworodki mogły pomarzyć. / Fot. Mikołaj Suchan Dziennik ZachodniLekarz położnik wizytował izbę możliwie często i dyspozycyjny o każdej porze, osobiście prowadził trudniejsze porody. W razie komplikacji wymagających poważniejszej interwencji wzywana była karetka, która wiozła rodzącą do najbliższego szpitala.

W ten sposób kobiety zamiast w domu, rodziły pod fachowa opieką, a przede wszystkim w przyzwoitych warunkach sanitarnych. Pobyt na porodówce trwał około tygodnia, aby matka miała czas odpocząć. Dla pierworódek był to czas nauki karmienia piersią i pielęgnacji.

Pewnego razu pojawił się dość rzadki problem. Kobieta z nieodległej wsi urodziła ósme dziecko. Była chudziną wyniszczoną ciężka pracą, lichym wyżywieniem i porodami „co rok prorok”. Jak na ironię natura wyposażyła ją w dwie widoczne gołym okiem brodawki, ale na pewno nie były to piersi i na pewno nie było w nich pokarmu. Ani kropli. W czystej pościeli, jedząc lepiej niż w domu, kobieta wylegiwała się i wysypiała za wszystkie czasy, przytulając do wyschłej piersi swoje kolejne maleństwo. Od czasu do czasu popłakiwała jednak w przewidywaniu jakichś bliżej nieokreślonych kłopotów. Nie o dziecko wszakże, bo mała karmiona była solidnie przez inną, mającą pokarmu w nadmiarze, matkę.

Był marzec, zima ostatnim zrywem pokazała mroźne pazury, śnieg sięgał powyżej metra, ale punktualnie po tygodniu, zajechał pod porodówkę mąż. Saniami wymoszczonymi sianem i pierzyną. Wkroczył do dyżurki w kożuchu, słomiakach*, z batem w garści i po wytupaniu śniegu na linoleum oraz zwyczajowym „pochwalony” zapytał:
- No i co się tera urodziło?
Na takie pytanie padała stereotypowa odpowiedź:
- To, coś babie zrobił.
Po takiej wymianie grzeczności najgorszy jełop zaczynał z innej beczki.
- Pani, mojo kobite przywiezłem tu do porodu. Jakże tam una? Zdrowo?
- A, żona miewa się dobrze tylko z pokarmem kłopot i będzie musiała karmić córeczkę sztucznym mlekiem.
Chłop zbladł, złapał oddech i ryknął:
- A mioł być tera chłopok! Jak tak, to nie biere tego do domu! Za jasno cholere! Nie biere i tyla! Łosiem dziewuch w chałupie? Nie biere!
Złapany za kołnierz na schodach, przetrzymany przez małą godzinkę i przegadany – upchnął ze złością tobołek z dzieckiem do sań i nie bacząc zbytnio czy ta byle jaka żona, nie umiejąca urodzić syna wsiadła, zaciął konie batem.

Stałyśmy na schodach patrząc za saniami i przy akompaniamencie oddalającego się, nieporównywalnego z niczym dźwięku janczarów na końskiej uprzęży, kiwały głowami nad babskim losem. A szczególnie nad losem tych, które rodząc rokrocznie „nie potrafią” wyprodukować w umęczonym brzuchu oczekiwanego syna. Nie jakiegoś tam dziecka. Syna!

* słomiaki – duże buty wyplatane ze słomy, wkładane na normalne obuwie. Znakomite i powszechnie używane przez chłopów ocieplacze.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

bjkusge
  • bjkusge
  • 14.07.2011 19:22

80Xonn <a href="http://ahblvicpiumb.com/">ahblvicpiumb</a>, [url=http://jmgbdykjozji.com/]jmgbdykjozji[/url], [link=http://nruexqxbzdqx.com/]nruexqxbzdqx[/link], http://sjjqvmwwioto.com/

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobrze, ze moj maz jest normalny :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+! Życie kobiet nigdy nie było usłane różami. O ojacach, którzy pragną mieć syna za wszelką cenę krąży wiele dowcipów, ale życie z takim osobnikiem do łatwych nie może należeć. ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 22.07.2007 08:53

(+) czy nie mielismy juz tutaj tematu o sterylizacji? Dla niektorych tzw. ojcow - prosze z urzedu... tym bardziej, ze to 10 minut roboty...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.