Facebook Google+ Twitter

Ojcowie do pieluch?

Czego boją się współcześni ojcowie? - pyta dziennikarka Gazety Wyborczej. Może nie dziecka – jak sugeruje artykuł, ale ideologii feministycznej, która dyktuje "tacierzyństwo".

Feminizm podszyty naukową psychologią - taka jest ukryta motoryka zmian społecznych za którymi lobbuje Agnieszka Wirtwein-Przerwa*. Łatwo tu dostrzec pewną ideologię... Po pierwsze autorka sugeruje, że nie ma dobrego ojcostwa poza tym, które od kilkunastu lat promują feministki, po drugie wszechobecna presja, która nawet wypowiadającym się komentatorom nie pozwala na ujawnienie swojego stanowiska i postawy. A jeśli towarzyski i semantyczny dyktat nie wystarczy (mężowie koleżanek przewijają dziecko; "tacierzyństwo" itp.) to ekonomiczny i ustawodawczy powinien docisnąć opornych.

Czy faktycznie ojciec, który wycofuje się, by zrobić więcej miejsca przy dziecku dla matki i skupić się na zapewnieniu złożonego zaplecza rodzinnego jest złym ojcem?

Trudno w to uwierzyć - choćby porównując statystyki - że pokolenie naszych ojców przejmujących bezpośredni kontakt z dziećmi, gdy te przestały być oseskami funkcjonowało w ogromnym rozwojowym błędzie i dopiero feminizm wniósł do zachodniej cywilizacji brakującą prawidłowość.

Stawiam wręcz odwrotną tezę: kryzys się zaczął, gdy mobilizowani przez ideologię feministyczną ojcowie rozrzedzili swoje męskie role i stali się przez to niewydolni. Uczuciowa komplementarność, zapewnienie kobiecie poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji a dzieciom odpowiedniej energii i zaangażowania wymagają od mężczyzny takiego ustawienia się wobec rodziny, które wyzwoli cały męski potencjał bez zastępowania go czymś innym.

Macierzyństwo i ojcostwo są wysoce wyspecjalizowane. Nie da się podążać jednocześnie po torach wyznaczonych przez obie specjalizacje. Płcie są wyposażone różnie pod kątem zadań, które je czekają w konfrontacji z potomstwem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

> Czego boją się współcześni ojcowie? - pyta dziennikarka Gazety Wyborczej. Może nie dziecka – jak sugeruje artykuł, ale ideologii feministycznej, która dyktuje "tacierzyństwo".

Gadanie... p. tutaj: link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Chyba chodzi o rozłożenie akcentów, bo sam piszesz, że

"(...) przebieram go (mleczko przygotowuję tylko ja) okazjonalnie, bo Mały jest jednak silnie związany z matką. To natura, nie kultura. Nie będę przeciwstawiał się siłą natury. Wiem, że przyjdzie taki czas, gdzie mój syn będzie chętniej pójdzie ze mną pograć w piłkę niż iść na zakupy z mamą. Mimo to, nie patrzyłem nigdy na przewijanie jako sprzeciw wobec męskiej natury. Od przewijania czy prania żaden facet kobietą jeszcze się nie stał..."

"Zdaniem psychologa i socjologa Ericha Fromma ojciec i matka to dla dziecka dwa zupełnie inne światy. Ojciec to prawo, dyscyplina, obowiązki, ale i przygody, podróże, zabawa.Tymczasem matka to dom, który jest dla nas bazą, ale z którego prędzej czy później wychodzimy..."

Więc w owym podporządkowaniu się akcentom tkwi mądrość - odpowiadamy tak naprawdę na potrzeby dziecka.

Jakim niebezpieczeństwem jest więc polityka społeczna, która kobiety wypycha do "roboty" a facetów zmienia w mamy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

http://facet.interia.pl/seks/zwiazki/news/tata-przy-porodzie--rozwod,1074755

Jak to w statystyce - jest główny nurt i pobocza.

W swoim felietoniku nie neguję sensu doświadczeń po linii wsparcia kobiet, ale dorównywania im i ich zastępowania oraz vice versa. Jeśli wsparcie płynie z pozycji identyfikacji z własną płcią to ok, gorzej gdy tę identyfikację osłabia. A wielu panów po prostu się nie przyznaje w klimacie presji, że ich te doświadczenia nie bawią i woleliby dać z siebie więcej na innych polach rodzicielstwa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja też nie znam tych badań.Ale jak tylko okazało się,że będziemy mieć dziecko,podjęliśmy decyzję o wspólnym porodzie. I nie było,to podyktowane modą,czy moją fanaberią,po prostu chcieliśmy.
Nie uważam,że obecność Mojego Męża zmieniła coś w naszych relacjach na gorsze, a wydaje mi się,że na lepsze. Od tamtej pory wiem,że w najtrudniejszym momencie mogę na niego liczyć, na jego silną dłoń i opanowanie.
A poza tym wiem z obserwacji,że jak facet nie daje rady przy porodzie lub wręcz w nim przeszkadza,to go wypraszają!
A wracając do tych badań,to moim zdaniem mocno naciągane,bo sprawa relacji po urodzeniu dziecka nie zależy od tego,czy facet był,czy nie był przy porodzie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Uczestniczyłem w porodzie. Była to nasza wspólna decyzja, nie podyktowana wcale modą czy presją otoczenia (a ta na porody rodzinne jest naprawdę wielka). Nie uważam, aby przez to nasz związek stał się słabszy czy też moja żona straciła w moich oczach na atrakcyjności czy ja na męskości. Nie znam tych badań dotyczących rozpadu par po wspólnych poradach. Jak masz gdzieś link do tych badań, to bardzo proszę, podeślij mi go.
Przewijam synka, przygotowuję mleczko. Fakt, przebieram go (mleczko przygotowuję tylko ja) okazjonalnie, bo Mały jest jednak silnie związany z matką. To natura, nie kultura. Nie będę przeciwstawiał się siłą natury. Wiem, że przyjdzie taki czas, gdzie mój syn będzie chętniej pójdzie ze mną pograć w piłkę niż iść na zakupy z mamą. Mimo to, nie patrzyłem nigdy na przewijanie jako sprzeciw wobec męskiej natury. Od przewijania czy prania żaden facet kobietą jeszcze się nie stał...

Komentarz został ukrytyrozwiń

We wszystkim powinien być umiar i rozwaga. Kąpiący czy przewijający swoje dziecko ojciec nie musi być od razu niewolnikiem feminizmu. Jeżeli chce pomóc, albo jest taka potrzeba to sprawa nie podlega dyskusji. Najlepiej zostawić te relacje konkretnym osobom z danego związku.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 03.08.2009 10:53

Jaki dzielny, nasz kolega!
Bardzo dobry tekst.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 03.08.2009 10:43

5+. Hmm. Czemu nie. Łatwiej jest mi o tym mówić, bo nie jestem ojcem (po prostu zapomniałem o tym w życiu, ono stało sie zbyt szybkie), ale dzieci mnie bardzo lubią (są też takie, które mnie nie znoszą-Ich jest mniej). Zdarzyło mi się, że kiedyś przewijałem dziewczynke i chłopca (rodzice Ich zaufali mi,i bardzo chciałem to zrobić), a także trzymałem na rękach Kamilka, który miał wtedy 14 dni. W obu przypadkach to doświadczenie dla mnie było kapitalne (nie myślałrm o niczym innym, jak tylko, żeby te dzuieciaki dobrze przewinać i niczego nie pomylić i żeby Kamilka trzymać tak pewnie (trochę się bałem). No to jak będzie - ojcowie do pieluch a gorliwe feministki za sterami pulpitów sterowniczych i do sektora wynalazków, hmmm...
Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.