Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9066 miejsce

Ojczyzna papieża Franciszka oczyma Gombrowicza

Argentyna to kraj prosty i naturalny. Podobnie jak Polska, stara się dogonić Europę, nieco zatracając przy tym samą siebie. W samych Argentyńczykach siedzi głęboko zakorzenione przekonanie o tym, że są prowincją Europy.

 / Fot. Giorgio BaroniA niesłusznie. Argentyna to bowiem budowlano-rolniczy kraj bogaty w surowce, o dyskretnym i spowitym w uśmiech czarze i uroku. Mieszanina ras i dziedzictw, o historii krótkiej, niewyrobionym charakterze, nieustalonych instytucjach, ideałach, zasadach, odruchach. Kraj wspaniały, zasobny w przyszłość, ale jeszcze nie zrobiony. Kraj, który uwodzi. Albowiem z tej, wydawałoby się, jałowej ziemi, bije nieopisana młodość i niższość. Choć to jedynie nudna pampa z mieszczańskimi miastami, kraina ta jest lekką, rozwichrzoną igraszką, zabawą, która wprowadzająca w ekstazę gromadkę dzieci.

Sami Argentyńczycy są na co dzień uprzejmi, bardzo rzadko zdarza się im być niegrzecznymi. Ich żarty są na ogół poczciwe i w samej tonacji języka wyczuwa się dobroć pozbawioną pośmiewiska, kpiny, złośliwości czy ironii. Może dlatego, że mniej są obciążeni dziedzicznie i nafaszerowani kompleksami, niż Polacy. Mają mniejszy balast historii, tradycji, obyczaju, co daje im większą swobodę intelektualnych ruchów i większe możliwości wyboru.

Zwykli Argentyńczycy, ci przy samej ziemi, najczęściej wypowiadają się w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Zachowują wówczas trzeźwość umysłu i otwartość na świat. Gdy zaczynają mówić jako "my, naród", stają się sztywni i nieludzcy. "My" w Argentynie jest bowiem szczególnie mgliste, abstrakcyjne i arbitralne. Odziera ludzi z konkretności i ich krwistości, rujnuje bezpośredniość, nieomal ścina z nóg. Zbyt wielu tu intelektualnych imigrantów z całego świata, by mogli oni wspólnie mówić w pierwszej osobie liczby mnogiej. Rozwiązaniem dla Argentyny jest zatem przeniesienie tego "ja" na wyższe piętro – w kulturę, sztukę, religię, moralność, filozofię.

Choć argentyńskie salony są nijakie, rozmyte w tym abstrakcyjnym "my", ulice nasycone są duchem młodości i świeżości. Cechą tego kraju jest bowiem uroda nie tylko młoda, ale i niska, ta przy samej ziemi. Piękność ta, nie tylko nie jest niczym anormalnym, ale wręcz stanowi ucieleśnienie zwykłego, przeciętnego rozwoju. Z tej prostoty i naturalności wynika piękno Argentyny przyziemnej, ludowej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Dzięki za ciekawy tekst! Czytałam kiedyś interesujący artykuł o życiu w Buenos. Autorka stwierdziła, że najbardziej rozczarowała ją... kawa ;-) W większości kawiarni serwowana jest w wersji torrado, czyli z cukrem. Łeh ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.