Niemiecka gazeta napisała, że korespondenci niemieccy są w Polsce szykanowani. Gdy pozuje się na ofiarę, zawsze można coś ugrać. Ale nie jest to chyba właściwa droga na przyszłość.
O tym, że niemieccy dziennikarze akredytowani w Polsce są szykanowani napisała “Rzeczpospolita”. Powołała się na artykuł zatytułowany "Kozioł ofiarny", opublikowany kilka dni temu w "Frankfurter Allgemaine Zeitung". Andreas Mix i Olaf Sundermeyer poinformowali o prawdziwym horrorze, jaki przeżywają w Polsce korespondenci niemieckiej prasy. Nie szczędzili swoim czytelnikom szczegółów...
Szczegóły szykanowania...
Jak doniósł "FAZ", niemieckich dziennikarzy nękają przez telefon anonimowi rozmówcy. W samochodzie, najbardziej - zdaniem autorów - prześladowanego Thomasa Urbana ktoś w odwecie za publikacje przebił opony. Jego żona jest zaczepiana na ulicy. Do tego "Nasz Dziennik" opublikował listę korespondentów prasy niemieckiej w Polsce. Dopisał do niej komentarz o nierzetelności ich doniesień z Polski. Wydaje się, że jeszcze moment a dojdzie do fizycznego ataku. Dlatego zdaniem autorów wstrząsającego artykułu, opisywani dziennikarze i ich rodziny czują się u nas zagrożeni! I nie ma znaczenia, że o swoich przygodach oraz lęku z oburzeniem dowiedzą się dopiero po przeczytaniu doniesień "FAZ".
Temat wykreowany przez dziennikarzy?
Wypisywania takich rzeczy na temat naszego stosunku do zachodnich sąsiadów można się było spodziewać. Po polityczno-medialnych potyczkach Polaków z Niemcami o "kartofla", o Centrum Przeciwko Wypędzeniom czy „gazrurę” na dnie Bałtyku można było spodziewać się opowieści o prześladowaniach naszych adwersarzy. Artykuł w "FAZ" pokazał, że np. stawka mierzona ciężarem odszkodowań, których żądają niemieccy przesiedleńcy jest warta wykreowania tematu i paru nieścisłości.
Berlińskim korespondentom „Rzeczpospolitej”: Piotrowi Zychowiczowi i Piotrowi Jędroszczykowi, nie udało się skontaktować z osobami, które zadecydowały o opublikowaniu "Kozła ofiarnego" w „FAZ”. Tak zapewne miało być. Ewentualne sprostowanie zamieści się później, kiedy o sprawie wszyscy już zapomną. No chyba, że artykuł w „FAZ” ma oznaczać, że teraz w relacjach polsko-niemieckich powinna obowiązywać zasada równowagi ze wzajemnością. Co oznacza krótko: oko za oko, ząb za ząb.
Gdy pozuje się na ofiarę, zawsze można coś ugrać. Na przykład zrównoważyć agresywne tezy wypowiadane przez Udo Voigta, szefa NPD. Akurat tydzień temu powiedział korespondentowi "Rzeczypospolitej"', że dla niego Rzesza niemiecka jest wiecznie żywa, a sprawa jej granic m.in. z Polską to temat przyszłych negocjacji.