Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

184230 miejsce

Okradzione z życia

Życie rodzinne często przypomina "Krzyk" Edwarda Müncha. W ilu tysiącach, dziesiątkach tysięcy, a może setkach tysięcy domów ów „krzyk” się rozlega.

Kiedy mówimy o polityce prorodzinnej myślimy o dzieciach, o trwałości małżeństwa. Za prowadzeniem polityki prorodzinnej opowiadają się wszystkie bez wyjątku (myślę oczywiście o ugrupowaniach reprezentowanych w Sejmie i samorządzie) ugrupowania polityczne w Polsce. Opowiadają się, deklarują dobre chęci do momentu kiedy z wyboru elektoratu (czytaj: przypadkiem) nie zdobędą władzy. Deklaracje kończą się wraz z koniecznością uchwalenia budżetu. Dzieci, rodzina, szczęśliwi małżonkowie. Obrazek jak z książek kochanego Kornela Makuszyńskiego lub filmów Walta Disney’a. Czasami ten słodziutki obrazek przypomina jednak obraz Edwarda Müncha „Krzyk”. Niech każdy, a może każda z Czytelniczek poniższej spowiedzi odpowie sama sobie: w ilu tysiącach, dziesiątkach tysięcy, a może setkach tysięcy domów ów „krzyk” się rozlega.

Na zdjęciu: Agnieszka Wielgosz fot. AKPASpowiedź przyjaciółki z lat dziecięcych

„Wylegiwałam się dziś do piątej rano...” obwieściła dwadzieścia lat temu Krystyna Sienkiewicz. Kto pamięta skecz, z którego pochodzi cytat – ten się uśmiechnie. Ja wyleguję się ostatnio o kilka godzin dłużej. Tak mi dobrze, że dobrze mi tak! 25 lat temu poświęciłam swoje życie dzieciom (czwórce), mężowi i dziś... mogę się wylegiwać. Jestem starzejącą się kobietą – mam 50 lat. Dzieci odeszły „w świat”. Niektóre o tysiące kilometrów. Moja pomoc, opieka przestały być im potrzebne. Mężowi przestałam być potrzebna jeszcze wcześniej (odległość jaka nas dzieli liczyć można w parsekach). Zostałam sama, choć „przy mężu”. Skazana na lepszy (bo nigdy nie dobry) humor męża. Nie mam emerytury, nie mam własnego majątku. Mam siebie i dzieci (jakże odległe przestrzennie!). Dnie mijają beznamiętnie („siedzę w oknie z gazetą z ubiegłego tygodnia...”). Życie upływa bezsensownie i bezproduktywnie. Na nic mój intelekt (jeżeli jest?). Na nic zdolności (jeżeli są?). Na nic uroda (jeżeli jeszcze jest?). Po co opowiadam tak smutną historię? Po to, żeby wykrzyczeć okrutną prawdę. Takich jak są tysiące, setki tysięcy. Skazanych na beznadzieję, na wegetację. Nie mamy żadnego wyboru, nie mamy możliwości usamodzielnienia, żadnych możliwości znalezienia pracy. Jaka mnie czeka przyszłość? Mnie i tysiące podobnych mi kobiet.

Samodzielność – pusty śmiech

Uznanie społeczne – jeszcze śmieszniejsze. GUS wyliczył niedawno, że kobieta wychowująca dzieci i prowadząca dom zarabiać powinna miesięcznie ok. 1200 zł. Rozmarzyłam się. I... szybko wróciłam do rzeczywistości. Nie wierzę, że wypłata pieniędzy z ZUS, ministerstwa spraw nijakich, samopomocy, funduszy partyjnych takim ja „paniom domu” kiedykolwiek nastąpi. Możliwe byłoby to tylko wówczas gdyby kilkanaście tysięcy osób w państwie (polityków) zechciało zrezygnować z limuzyn, nagród, nieadekwatnych wynagrodzeń, tworzenia funduszy partyjnych, łapówek, kampanii reklamowych. Nie liczę na to. Nie liczcie i wy młode matki i „panie domu”. Okradane jesteście w młodości, tak jak ja zostałam okradziona (może przez samą siebie).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

do sfrustrowanej -> nie rób z własnego faceta kaleki :) nie umie właczyć pralki? niech pierze spodnie ręcznie. I tak dalej. Praca w domu to nie jest, jak to określasz, _pomoc_ - to jest obowiązek, tak samo Twój jak i faceta.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ostatni akapit baaardzo populistyczny, ale za to z jego pointą całkowicie się zgadzam :).

Komentarz został ukrytyrozwiń
zsfrustrowana
  • zsfrustrowana
  • 19.08.2006 12:54

Na razie jestem dość młodą (chyba, bo według co po niektórych kategorii załapuję się w staropanieństwo i to zaawansowane) panią mojego, naszego wspólnego domu. Ale już od kilku lat mam dwie prace i dwa etaty. Pierwszy zaczyna (a może nigdy się nie kończy?) zaraz po obudzeniu jak musze sprzątnąć kuwetę po kotach i wydać im jedzenie. Drugi oficjalnie trwa od 8 do 16, chyba ze jest to akurat poniedziałek wtedy od 10 do 18. A po powrocie do domu zaczynam prace na tym pierwszym etacie. Nie, nie mówię, pomoc ze strony mojego towarzysza życia, a za niebawem męża mam. Pomaga , stara się… Ale pewnych czynności nie wykonuje bo nie i już. Wiec prasowanie (bo nie umiem), gotowanie (bo tobie to lepiej wychodzi), pranie (bo ja nie umiem pralki programować bo tam tylko są dwa guziki i pokrętło i jak to zaprogramować /informatyk/), itd. są tylko na moje głowie. I mam świadomość że tak już będzie do końca, I jak bohaterka felietonu, stanę kiedyś w oknie z wczorajsza gazetą. Czasem chciałabym móc powylegiwać się i robić nic. Ale wiem, że jak ja tego nie zrobie, to nikt tego za mnie nie zrobi… A na sprzątaczkę i pomoc domową mnie nie stać…

Krzyczę…

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.