Facebook Google+ Twitter

Okrojona prawda, czyli kwit na samego siebie

Ktokolwiek nosił i nosi służbowo biały kitelek, wszystko to służba. Powołanie i misja. Służba raczej nie podskakiwała, bo to "się nie godziło" i byłoby niehumanitarne.

Kolejne rządy dokonywały reform w systemie opieki zdrowotnej, zbudowały na jej użytek monstrualny system urzędniczy aż wreszcie służba doszła do wniosku, że nie tylko służy, ale przede wszystkim ciężko pracuje. Pracuje na rzecz chorych: chorych z urojenia, ale i takich, których trzeba pokroić, coś wyciąć, coś wstawić i na koniec zaszyć. Którym trzeba podać chemię, przepchać aorty, wstawić endoprotezy i rozruszniki.

O dziwo, wielu tak podle potraktowanych wraca do życia, chociaż (jaki ten świat dziwny) bez tych wszystkich zabiegów mieli zagwarantowane tylko jedno: okadzanie i pokropek. Potrafią też lekarze utrzymać przy życiu obiekty największej troski naszego rządu, czyli poczęte, ale jeszcze nie gotowe, pchające się nie wiadomo, po co na świat.

Pracuje więc ta służba coraz nowocześniej, wchodzi w procedury o światowych standardach, otrzymując za to płacę tak zwaną zasadniczą w wysokości wieczornych napiwków kelnera w dobrym lokalu. Zaczęła się służba buntować, strajkować i żądać zapłaty na miarę pracy i umiejętności. W związku z czym panujący "odkryli", że służba jest skorumpowana. A niby jaka ma być? Wolontariat? Judymy? Armia Zbawienia? Zaczęły się prowokacje, aresztowania i procesy. A przecież korupcja została w zawodzie lekarskim zaprogramowana. Przez premiera Cyrankiewicza: fakt niskiego zaszeregowania płacowego lekarzy skwitował powiedzeniem: „ci sobie zawsze dadzą radę.”

No to sobie dawali. Lekarze radę, pacjenci dowody wdzięczności. Ponieważ jednak minister sprawiedliwości wypowiedział przy pomocy ludzi w maskach walkę lekarzom "biorącym", a minister zdrowia odkrył, że jest bagno (hehe) - lekarze słusznie doszli do wniosku, że muszą wreszcie zapewnić swój poziom życiowy dzięki zarobkom oficjalnym. Żądając podwyżek.

W tym momencie do dyskusji włączył się sam premier. Ponieważ, jak publicznie oświadczył, on również zarabia kiepsko. Mniej niż premierzy w innych krajach. Stało się więc jasne, dlaczego prowadzi wspólne gospodarstwo z mamą; jak się do marnej pensji dołoży emeryturę mamusi, to już jakoś koniec z końcem związać można. Ale objawieniem wszem i wobec tej bolesnej prawdy znalazł pan premier sam na siebie haka.

Bo całkiem jak posłuszny kauzyperda sejmowy powiedział prawdę, ale nie całą. Zapomniał dodać mianowicie, jakie to wydatki pokrywa z tej skromnej pensji. Raty za samochód? Benzynę? Wypoczynek w pałacykach rządowych, wyżywienie, kształcenie dzieci, pastę do butów? Naukowe czasopisma, specjalistyczne szkolenia? W przeciwieństwie do wymiernych, w swej jakości, usług medycznych poziom premierowania jest niemierzalny i jak dotąd zachwyca głównie samego premiera.
Należy jeszcze dodać, że o wysokości płacy lekarzy decydują dodatkowe czynniki – specjalizacja i staż w zawodzie. Tu już pan premier żadnych pretensji mieć nie powinien, bo prawdę mówiąc jako premier ciągle jeszcze jest stażystą a specjalizacji drugiego ani pierwszego stopnia zdawać nie będzie. Mam nadzieję.

Zniesienie cyrankiewiczowskiej zasady "oni sobie dadzą radę" byłoby namacalnym odkomuszaniem kraju. Bardziej przydatnym niż wyciąganie kwitów na żywych i martwych.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Jak zwykle znakomity tekst. (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.