Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

39013 miejsce

Olga Borys: "Programy rozrywkowe zazdrosne są o czas"

Przed spektaklem „Żona do Adopcji w Jastrzębiu – Zdroju spotkałam się z aktorką Olgą Borys. Nie rozmawiałyśmy tylko o sztuce, ale również o programie „Twoja Twarz Brzmi Znajomo“ i o frajdzie z metamorfoz.

To dobry czas w Pani życiu zawodowym. Kilka tygodni temu zakończyła się edycja programu „Twoja Twarz Brzmi Znajomo“, w której brała Pani udział. Kto Panią namówił? Czy do wzięcia udziału w programie była Pani przekonana i zdecydowała się szybko, czy jednak ktoś dopingował Panią szczególnie w tej decyzji?

-Choć zdarzało mi się oglądać program, nie przypuszczałam nigdy, że wezmę w nim udział. Wydawało mi się, że to trudne i stresujące wyzwanie. Mi samej nigdy nie wpadło to do głowy, ale Małgosia Socha na jednej z imprez, powiedziała, że to idealny program dla mnie. Muszę przyznać, że na początku byłam sceptycznie nastawiona do jej pomysłu, ale dużo o tym myślałam, więc kiedy mnie zaprosili na casting, poszłam i…wygrałam. Wtedy nie było odwrotu.
Olga Borys o swoim podejściu do pracy: -Różnie podchodzę do mojej pracy. Raz, jak do jeża, innym razem, jak do kieratu. Tak serio, z radochą podchodzę do pracy. Zawód, który wybrałam uważam za właściwy. / Fot. Fot. Zdjęcie nadesłane przez Olgę Borys
Co najbardziej podobało się Pani w formule programu?

-Prawdopodobnie nigdy w życiu nie zagrałabym faceta, gdyby nie…ten program. Tu wcieliłam się aż w sześciu.

Która z programowych metamorfoz była najtrudniejszą, najbardziej wymagająca?

-Według mnie najbardziej wymagającą metamorfozą był Robert Gawliński. Bardzo dużo nad nim pracowałam. Chciałam bardzo wiernie oddać jego głos, manierę, szukałam odpowiedniej barwy. Rzeźbiłam każde słowo i bałam się, że nie będę w stanie tego spamiętać.

Gdyby miała Pani ze wszystkich wskazać swoją najważniejszą z metamorfoz, na którą mogłoby paść? Czy na Stanisławę Celińską?

-Tak, mogłoby paść na Stanisławę Celińską. Jej utwór na castingach zaśpiewałam jako żart, po czym stwierdzono, że to piosenka idealna na pierwszy odcinek dla mnie.

Jak ocenia Pani tę przygodę? Czy już zatęskniła Pani za programem?

-Nie zdążyłam jeszcze pomyśleć o tym, że program się skończył. (Śmiech.) Wpadłam w wir pracy i nie miałam okazji jeszcze odpocząć.

Czy w czasie trwania programu nie miała Pani problemu z pogodzeniem reszty obowiązków zawodowych?

-Na szczęście równolegle z programem miałam tylko jedno inne zobowiązanie zawodowe. Jednak prawdą jest, że ten program jest zazdrosny o czas i chce być sam, jedyny. (Śmiech.)

Przejdźmy do powodu Pani dzisiejszego pobytu w Jastrzębiu Zdroju. Wystąpi Pani w spektaklu „Żona do adopcji“. Spektakl pokazuje stabilizację życiową, która nagle staje na głowie. Co może Pani opowiedzieć o swojej postaci?

-Tak naprawdę w sztuce gram cztery postaci. Skupmy się jednak na początek na tytułowej bohaterce, czyli żonie. To typowa, roztrzepana blondynka. Pojawia się w tzw. „przelocie“, ponieważ odlatuje na ślub koleżanki. Oprócz żony, pojawiającej się na początku i na końcu. Występuję również jako harcerka, fanka aerobiku oraz „hetera“ z ośrodka adopcyjnego.

Czy wykreowanie czterech postaci w jednym spektaklu jest bardzo wymagające?

-Dwie role są malutkie, ale z pozostałymi dwoma muszę uważać, ponieważ jest tam dużo do mówienia, a nie mogę sobie pozwolić, żeby dwie postaci przedstawiać tą samą manierą. Fajne zadanie. Cieszę się, że chłopaki zaprosili mnie do współpracy. Z nimi nie można się nudzić!

Jakie cechy charakteryzują Pani bohaterkę? Czy są takie, które Was łączą?

-Kiedy budujemy rolę zawsze pozostaje w niej jakiś wycinek z nas.

Do jakich widzów skierowany jest spektakl?

-Do wszystkich od 16tego roku życia do końca (Śmiech.)

Najbardziej lubi Pani takie role komediowe, czy jednak również dramatyczne?

-Już dawno dramatycznej roli nie grałam, (może i dobrze), bo rola komediowa nie jest łatwa, a daje bardzo dużo satysfakcji.

Gdzie czuje się Pani pewniej, w Teatrze, czy przed kamerą? Które z tych środowisk pracy lubi Pani bardziej?

-Wszystkie, choć to zupełnie inna specyfika. Telewizja wymaga mniejszej koncentracji, a na scenę musisz wyjść i skoncentrować się na cały czas trwania spektaklu. Film rządzi się krótszą chwilą koncentracji.

Mam wrażenie, że równie świetnie jak na scenie, czy przed kamerą, czuje się Pani również podczas pisania bloga na BlogStar. Co jest Pani inspiracją do pisania? Rozpiętość tematów ma Pani ogromną.

-Chciałam napisać post o jesieni, a tu już zimę prawie mamy. (Śmiech.) Jesień jeszcze po głowie mi się buja. Lubię pisać, ale to chwilę trzeba pomyśleć, a ja ciągle nie mam czasu… Marzy mi się, by sobie poleniuchować.

Zaciekawił mnie szczególnie jeden z tematów, który Pani poruszała. Mianowicie – „sposoby podejścia do pracy“. A w jaki sposób Pani podchodzi do swojego zawodu? Takie pytanie na koniec.

-Różnie. Raz, jak do jeża, innym razem, jak do kieratu. Tak serio, z radochą podchodzę do pracy. Zawód, który wybrałam uważam za właściwy.

(Rozmawiała Mariola Morcinková)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.