Facebook Google+ Twitter

Olsztyn – wolne miasto dla ludzi. Przykład do naśladowania?

Olsztyn – miasto po którym nie oczekiwałem wiele przed wczorajszą wizytą, po raz pierwszy w życiu. A tu proszę, wróciłem do domu z masą zdjęć i głową pełną refleksji na temat tego, w jakim kierunku powinny zmierzać współczesne miasta.

 / Fot. JCPrzepiękne, urzekające są w Olsztynie przede wszystkim kamienice, które przetrwały wojnę. To oczywiście relikt pruski, co nie ma znaczenia wobec faktu, że trzeba kilka z nich koniecznie zobaczyć. Wygląd wielu z nich zdradza, że zostały odnowione. Generalnie zwraca uwagę odmienność architektury. Nie mam wykształcenia architektonicznego, ale ponoć wiele przypadków tej inności zalicza się do nurtu zwanego neorenesansem holenderskim. Dla niewytrawnego oglądacza jest ona przyjemna po prostu dla oka. A do tego sporo czerwonej cegły i gotyku. Przy czym widać dbałość w mieście o odnowę warstwy historycznej. Ładnie wygląda starówka, na której odbywał się właśnie jakiś bluesowy festiwal. A więc kultura też tutaj żyje. Ciekawy szczegół stanowią malowidła na ścianach. Warto zadrzeć głowę, by je dostrzec.

Trochę o początkach. Kopernik - nie tylko Toruń
Punktami charakterystycznymi są oczywiście Wysoka Brama, ostatnia pozostałość po murach obronnych miasta. Budynek ratusza, zwłaszcza starego, bo są dwa. Bazylika konkatedralna św. Jakuba Starszego, bardzo przestronna, z dość niskim sklepieniem – sieciowym i kryształowym, po raz pierwszy miałem okazję takie oglądać. I oczywiście Zamek Kanoników. Dwa ostatnie obiekty są szczególnie istotne, bo przenoszą w czasy dzisiejsze charakter początków miasta. Wiąże się on bowiem z kościołem katolickim w sensie instytucjonalnym. Tutaj postanowiono w XIII-XIV w. założyć kanonię. Tutaj czyli nad rzeką Łyną, która przepływa przez miasto, nadając mu jeszcze większego uroku. Na Zamku, co ciekawe w XVI wieku przez pewien czas przebywał Mikołaj Kopernik, pełniąc urzędniczą funkcję, a w międzyczasie spisując pierwszą księgę swojego dzieła (De revolutionibus orbium coelestium), którym poruszył Ziemię, a wstrzymał Słońce. Na jednej ze ścian znajdują się ponadto pozostałości stworzonego przez słynnego astronoma prototypowego przyrządu, który miał służyć do określania pór roku. Poza tym nic wielce ciekawego nie znalazłem w Muzeum, licząc gdzieś w głębi duszy, że dowiem się czegoś więcej o mieście i regionie. Trochę obrazów – w tym słynny toruński wizerunek Kopernika, który nieco starsi kojarzą raczej z używanych niegdyś banknotów – rekonstrukcja wyposażenia chaty chłopskiej i tyle.

 / Fot. JCW mieście jezior
Pognałem więc, mając jeszcze trochę czasu, nad „olsztyńskie jeziora”, które znajdują się w odległości pozwalającej dotrzeć piechotą. Jako niepoprawny mieszczuch liczyłem, że skoro znajdują się one praktycznie w mieście, to pewnie znajdę nad brzegami mnóstwo kawiarenek i restauracji. Nic bardziej mylnego. Nad Jeziorem Długim, chyba najmniejsze ze wszystkich, zupełnie zero tego typu obiektów. Zarośla, chodniczki dla pieszych, ławki, by przysiąść i oczywiście ścieżki rowerowe, których w Olsztynie jest mnóstwo. Ruszyłem więc nad największe - Ukiel - nadal z nadzieją na kawiarniane bulwary. I znów zaskoczenie. Prawie dzikość, dopiero cywilizujący się brzeg, obecnie trwa budowa drogi. Jedna duża restauracja, chyba z hotelem. I tylko dwa nowo powstające obiekty. Pomimo trudności ze znalezieniem kawy, ucieszyłem się, że nad „olsztyńskimi jeziorami” jest wciąż tak dziko, to znamionuje dbałość Olsztynian o to, co naturalne.

 / Fot. JCLudzie na plus
Mało tego, w mieście znajduje się kilka bardzo przyjaznych zielonych przestrzeni, w których można przysiąść i odpocząć. Ruch samochodów nie wydawał się też jakoś przesadny, mimo że mieszka tutaj ok. 200 tys. ludzi, choć pewnie idealnie nie jest. Te wszystkie znamiona sprawiają, że przestaje dziwić mnie fakt, iż z miasta nie następuje odpływ ludzi, tak jak to często dzisiaj bywa (wyjątkiem jest stolica, w której następuje nieustanny i szalony przyrost), ale jest jednym z niewielu ośrodków miejskich o dodatnim wskaźniku demograficznym.

 / Fot. JCOlsztyn - citta slow
Olszyn wydał mi się miastem naprawdę przyjaznym, choć miałem okazję obejrzeć jedynie jego fragment, więc ostateczne wyciąganie wniosków nie jest uprawnione. Trzeba było by podejrzeć je pewnie od kuchni, wgryźć się w machinę organizacyjną, może trochę pomieszkać. Nie zmienia to faktu, ze przez cały czas miałem wrażenie, że życie tutaj toczy się wolniej. Intuicja mnie nie omyliła, bo dzisiaj, szperając na miejskich portalach, dotarłem do informacji, że Olsztyn należy do Citta Slow, czyli Międzynarodowej Sieci Miast Dobrego Życia. Obok niego do ruchu dołączyło kilkanaście innych miast w regionie, ale i z innych części Polski. Najkrócej rzecz ujmując Citta Slow – wpisujący się w cały szereg zyskujących dzisiaj dużą popularność ruchów typu slow – jest alternatywnym sposobem organizacji miast, które zamiast dyktatu wzrostu, czy rozrostu za wszelką cenę, preferują tworzenie ludziom jak najlepszych warunków do życia. To wymaga bardzo złożonej polityki, obejmującej wszystkie dziedziny życia (kulturę, ekologię, infrastrukturę, żywienie, edukację i wiele innych). Ale jak widać na przykładzie Olsztyna, jest do zrealizowania i przynosi pozytywne efekty.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Bardzo zachęcający materiał. Zawsze tylko przejeżdżałem przez to miasto. Teraz muszę przemyśleć zatrzymanie w nim, chociaż na kilka chwil.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.