Facebook Google+ Twitter

Online "Happy Social Network", realnie "Social Failure"

Widziałem wczoraj "film roku". Przynajmniej tak go określają przeróżne gazety, portale internetowe oraz telewizje Tyle tylko, że nie mogę z czystym sumieniem nazwać "The Social Network" najlepszą produkcją mijających 365 dni.

 / Fot. plakat filmuNiewątpliwie jest to jednak obraz, którego nie można nie docenić. Reżyser David Fincher miał do dyspozycji bardzo aktualny temat – Facebook i działalność jego kontrowersyjnego twórcy Marka Zuckerberga. Filmy bazujące na autentycznych historiach, zawsze zawierają ryzyko popadnięcia ekipy realizatorskiej w banał i strywializowanie opowieści. Osławiony twórca Siedem jest jednak reżyserem nieszablonowym, dzięki czemu ustrzegł się stworzenia biograficznej, ugrzecznionej ramotki.

Film ogląda się bardzo przyjemnie. Jest świetnie rozpisany. Ma umiejętnie rozłożone akcenty zarówno dramatyczne, jak i humorystyczne. Perfekcyjnie przechodzi z jednego do drugiego punktu kulminacyjnego. Wszystko, jak to u Finchera jest też perfekcyjne technicznie. Duże wrażenie robi agresywny, niemal post-matrixowski montaż. Natomiast muzyka, którą skomponowali Trent Reznor i Atticus Ross znakomicie podkręca dynamikę obrazu.

Aktorzy spisali się więcej niż poprawnie. Dzięki temu, że mieliśmy do czynienia z młodymi odtwórcami, bez przypisanych aktorskich emploi, postacie zyskały na wiarygodności. Znakomicie wypadają przede wszystkim Jesse Eisenberg jako Mark Zuckerberg oraz Andrew Garfield w roli rozczarowanego i opuszczonego Eduardo Saverina.

Fincher portretuje współczesnego, młodego wizjonera i jego świtę. Bynajmniej, nie jest to pean ani apologia. Nie pokazuje bohaterów w blasku niewątpliwego osiągnięcia jakim jest Facebook. Film bardziej skupia się na emocjonalnej infantylności młodych milionerów i meandrach moralności. Wydaje się, że tym co napędza głównego bohatera do działania jest głęboka potrzeba zadziwiania, a także udowodnieniu światu i sobie jak wiele jest wart. Niby motywacja pozytywna, ale w swoich próbach Mark pozostaje egoistą z cechami rozkapryszonego, zawistnego, narcystycznego dzieciaka. Generalnie wszystkie postacie w filmie są ukazane za pomocą takiego klucza – klucza szarości. Są perfekcyjnie rozmyte, zagubione, niejednoznaczne, ani dobre ani złe.

Twórcy w pewien sposób sugerują również, że jednym ze źródeł działań głównego bohatera, była nie umiejętność stworzenia prawdziwych, solidnych więzi i pozytywnych relacji interpersonalnych. Są zbyt trudne dla Marka. Upraszcza więc wszystko do statusu – offline, online, w związku, nie w związku, zdjęć i opisów. Z drugiej jednak strony można spojrzeć na głównego bohatera jak na „proroka” nowych czasów. Być może współczesny, trochę nihilistyczny, skomplikowany świat, postępująca społeczna introwersja i atomizacja sprawią, że życie online stanie się prawdziwsze od realnego? Mniej bolesne i prostsze. Internet jako wspaniały środek znieczulający. Jednym zdaniem, statusem kwitujący obecny stan posiadacza profilu. Bez krępującej, trudnej rozmowy, tłumaczenia, uczuciowego coming out. Łatwiejsze…

Równoległą do personalno-emocjonalnego wątku osią wydarzeń, jest domniemana kradzież pomysłu na najsłynniejszy portal społeczny świata. Na szczęście twórcy nie popadają w zbędne moralizatorstwo. To my z perspektywy kinowego fotela oceniamy, czy główny bohater jest ofiarą znanego przysłowia o rodowodzie sukcesu? Czy jest tylko blagierem, uzurpatorem zwykłym oszustem?

Warto zaznaczyć, że niemal mimochodem i w sposób szalenie niebanalny, przez negację Fincher, do spółki z autorem scenariusza Aronem Sorkinem dowartościowują przyjaźń, lojalność czy pozytywne relacje międzyludzkie. Tak przynajmniej odebrałem całość jako kpinę i swoisty pamflet na większość cech i wartości prezentowanych przez bohaterów. Cech charakterystycznych współczesnego biznesu.

Pozostaje mi odpowiedzieć jeszcze dlaczego film nie spełnia standardów szuflady pereł? W przeciwieństwie do wcześniejszych dzieł Finchera nie ma w sobie tej drapieżności i emocjonalnej petardy. Nie zostawia w takim moralnym zawieszeniu i egzystencjalnej próżni jak Siedem. Nie zaskakuje jak Gra. Nie daje potężnego zastrzyku anarchistycznej adrenaliny jak Podziemny krąg. Nie mniej jednak, oddając realizatorom należne uznanie wypada zakończyć „facebookowym” – Lubię to!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Torunianin
  • Torunianin
  • 26.10.2010 17:09

No no, zgadzam się z przedmówcami, recenzja świetna. Już wiem na jaki film pójdę w najbliższym czasie.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Tadziu Macijczak
  • Tadziu Macijczak
  • 26.10.2010 14:53

jestem pod ogromnym wrażeniem tej recenzji!!!Zachęciła mnie do pójścia do kina!

Komentarz został ukrytyrozwiń
Bobek Wielicki
  • Bobek Wielicki
  • 26.10.2010 14:52

No Michale widać że masz talent do pisania -pracuj jeszcze więcej nad tym a bedzie doskonale.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Luna mordka
  • Luna mordka
  • 26.10.2010 14:51

no świetna recenzja ale na film i tak nie pójdę:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

a ja dodam, że recenzję czyta się doskonale - dziękuję Michale :) Pójdę zobaczyć w kinie ten film.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Tomasz Abramczyk
  • Tomasz Abramczyk
  • 24.10.2010 23:21

Fincher znów ukazał swój kunszt reżyserski. A Pan to bardzo dobrze wydobył oceniając każdy element jego pracy przy kręceniu kolejnego po "Ciekawym przypadku..."dzieła. Tak a propo jestem ciekaw Pana opinii na temat tego drugiego filmu. Czyż nie zasłużył on na Oscara...?Czyż reżyseria nie była znakomita?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.