Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Moje Trzy Grosze > Opinie > Open’er Festival od kulis, czyli o tym, co dzieje się za miedzą

Pozycja materiału w rankingach:

45525 miejsce

Dział: Opinie

Ocena: 0pkt

Oceń:

Open’er Festival od kulis, czyli o tym, co dzieje się za miedzą


2 - 5 lipca – święto muzyki w Polsce, jeden z najważniejszych festiwali muzycznych w Europie. Relacja okiem mieszkańca okolic, w których przez 4 dni nie zazna się spokoju.

2. lipca 2009 r. – z Dworca Głównego w Gdyni wysypują się pierwsze tłumy ludzi zarówno z Polski, jak i Europy. Wsiadają do podstawionych autobusów, które w miejscu numeru linii mają napisane tylko jedno: Open’er Festival. W tym momencie w głowach „Open'erowiczów” świta jedna myśl: jesteśmy na miejscu. Co prawda nie do końca, bo do mety zostało im jeszcze 15 kilometrów, jednak i tak już czują klimat imprezy. W uciążliwym korku za autobusami jadą we własnych samochodach inni uczestnicy festiwalu, czekający co prawda dość długo na wjazd na parking, jednak są tak podekscytowani, że pół godziny nie robi na nich żadnego wrażenia. Za nimi powolnie, w klimatyzowanych bądź też (o zgrozo!) nie autach mieszkańcy gminy Kosakowo, których pragnieniem jest jedno – dotrzeć do domu i zaszyć się w nim jak najprędzej.

Łatwe do spełnienia pragnienie? Dla Kosakowian na początku lipca – niekoniecznie. Na końcu sznura mobilów powoli suną autobusy komunikacji miejskiej, w których znajdują się zmęczeni mieszkańcy, równie szarzy jak koniec, na którym się znajdują. Kiedy "Open'erowicze" wreszcie docierają do bramy głównej wymieniają bilety na bransoletki festiwalu, które większość z nich będzie nosić na swoich przegubach jeszcze długo po zakończeniu festiwalu. Dlaczego? Odpowiem jednym słowem, wyjętym ze słownika slangu młodzieżowego – lans. Wśród bransoletek dominuje kolor zielony, bowiem odpowiada on 4 dniom festiwalowym (ilość dni spędzanych na Open’erze odpowiada innemu kolorowi opaski). Od tego miejsca uczestników festiwalu nazywać będę też „zielonymi”.

Kiedy mieszkańcy wreszcie znajdują się w domach (chociaż moment, kiedy nikt nie stoi w korku następuje naprawdę późno) „Open'erowicze” rozbijają namioty, słuchają pierwszych artystów, a utrudzeni mieszkańcy gminy Kosakowo wychodzą na swoje balkony/tarasy/podwórka z zamiarem wsłuchania się w ciszę. Cisza w tym miejscu o tej porze, niestety poza zasięgiem. W tle orkiestry pasikoników słychać „bum,bum,bum”. „Oho,Open’er” – taka myśl przebiega przez głowę człowieka. I to by było na tyle z wieczornego seansu odprężającego. Zmęczony mieszkaniec kładzie się więc do łóżka, mając nadzieję, że sen przyniesie mu ukojenie, jednak „bum” jest silniejsze i złośliwie przeciska się przez szpary i szczeliny domu, drażniąc uszy zmożonego człowieka, który w akcie desperacji zakłada poduszkę na głowę i… zasypia.

Zobacz także:

Joanna Cichosz OFFline profil autora

Autor: Joanna Cichosz

Napisz do autora

Artykuły (1) Galerie (0) Średnia ocen (0.00)

Wiek: 20 | Miejscowość: Gdynia | Kraj: Polska

Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 1

Sortuj komentarze:

Grzegorz Korzeniowski 06.07.2009 22:16

Ocena: Ocena pozytywna 56 Ocena negatywna 59

Koncerty i festiwale należy zdelegalizować.

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.