Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3855 miejsce

Open'er 2014 - szybki przegląd zagranicznych artystów

Z roku na rok mam wrażenie, że piszę tak właściwie o rytuale, bo Opener jest wydarzeniem oczywistym. Wakacje bez czterech dni poniewierki na Babich Dołach z koncertami, teatrem, galeriami i cienkim piwem trudno sobie wyobrazić.

 / Fot. foster the peoplePierwsza fala ogłoszeń za nami - Opener przyzwyczaja nas do specyficznej mieszanki, która składa się na festiwalowy lineup. Wiadomym jest, że będzie przynajmniej jeden pewniak, którego każdy zna, wielu chce zobaczyć, na żywo niezawodny. Zespół sprzedający bilety za każdą cenę. I w tej kategorii mamy już jedną nazwę - Pearl Jam.

Drugą kategorią jest gitarowe indie, które wciąż nie umarło, choć wydawałoby się, że dekada w zupełności wystarczy. A jednak. Wygląda na to, że nastolatki chyba wciąż dorastają na tych brzmieniach. W tej kategorii dostaliśmy w tym roku Interpol, zespół niegdyś zasłużenie kultowy. Nagadaliśmy się już dość i o "Turn on The Bright Lights", które było czymś w rodzaju pokoleniowego przeżycia slash głosem pokolenia, idealną artykulacją weltschmerzu dorastania i ścierania się z twardą rzeczywistością, złamanym sercem i innymi uniwersalnymi sytuacjami. "Antics" to wciąż była płyta godna uwagi, warto też dodać, że w tym roku minie dekada od jej wydania. A później działo się niewiele i coraz gorzej, nie mówiąc już o tym, że Paul Banks zabrał się za rapowanie i efekty tego były co najmniej słabe. Ponieważ szykuje się wydanie piątej płyty w ich karierze w tym roku, można wciąż odgrzać wspomnienia i nadzieję i nastawić się na cud. Trzymam kciuki, bo czemu by nie?



Kolejnym zespołem w tej kategorii będzie rzecz jasna MGMT - Ben Goldwasser i Andrew VanWyngarden, dwuosobowy żart, który przerodził się w niemały komercyjny i estetyczny sukces. "Oracular Spectacular" słuchało się świetnie, każdy utwór był dopracowaną, ciekawą, przyjemną kompozycją - gorzej, że koncertowo chłopaki zostali zdemaskowani jako słabi artyści. MGMT są w pewnym sensie produktem skrojonym na nasze czasy, odpowiednio eitisowi, odpowiednio glitterowi, odpowiednio ironiczni i baśniowi. I nawet jestem ciekawa, co mają nam do powiedzenia w tym roku.

Foals, którzy poruszyli mnie dwa lata temu koncertem zagranym deszczu po północy na tym samym Openerze. Było cholernie zimno i późno, ale było też niesamowicie pięknie. Wokal Yannisa Phillippakisa jest niepozornym acz potężnym narzędziem, który w zestawieniu z charakterystycznym stylem grania daje prawdziwie estetyczne doznanie. Mam słabość do Foalsów od tamtej pory jeszcze bardziej i zdecydowanie wszystkim polecam. Miejmy nadzieję, że znów będzie ciemno, późno i kameralnie. I że nawet deszcz nikogo nie przestraszy.

Foster the People nie mają co prawda większego znaczenia i są raczej skazani na krótkotrwałą glorię w magicznym świecie indie, ale wyobrażam sobie, że ich koncert ma szansę być niezłą imprezą. Taneczne, skoczne, łatwe w odbiorze - to słowa klucze w przypadku Kalifornijczyków. Choć trzeba przyznać, że ich najnowszy singiel, zapowiadający drugą w karierze płytę (Columbia Records wyda ją już za niecały miesiąc) może świadczyć o delikatnej zmianie: rozwiązania z sentymentalnego gitarowego popu lat 80-tych przeważają nad syntezatorową dyskoteką. Tak czy inaczej, idziemy tańczyć na Fosterach.

Konieczna jest wreszcie elektronika - i w tej materii zapowiedzi wydają się póki co najbardziej ekscytujące, bo w Gdyni zagra boski duet Darkside. Uwielbiam Nicolasa Jaara w każdej postaci, a jeśli towarzyszy mu utalentowany nowojorski muzyk-Dave'a Harrington, eksperymentator pomagający w zbudowaniu mrocznych ambientowych pejzaży dźwiękowych, to ten zachwyt się dodatkowo wzmaga. Darkside proponują dziwne, niekonwencjonalne, mroczne kompozycje, wijące się przez kilkanaście minut i przechodzące od czasu do czasu w znajomo brzmiący taneczny bit. Efekt, podobnie jak w solowych dokonaniach Jaara, wymyka się jednak kategoriom muzyki do tańca. Taka drażniąca sugestia. Urocza. Darkside grywają z tym dziwnym repertuarem na największych, najbardziej bananowych festiwalach w Europie - fajnie, że zaproszono ich i do nas.

Wreszcie o dyskotekowy blichtr zadbają jeszcze Haim - atrakcyjne, trzyosobowe trio siostrzane, które wychowało się w rodzinie tworzącej muzykę. Wyraźnie słychać tutaj nieodżałowane Tigercity - co prawda brakuje czegoś w rodzaju subtelnej ironii, którą Nowojorczycy tak świetnie się posługiwali, w sumie jest to jednak przyjemne granie. Totalny brak odkrywczości trzeba im jednak wybaczyć na samym początku. Za to naprawdę ładnie wyglądają.


O Polakach porozmawiamy innym razem - polecam zdecydowanie wędrowanie po małych scenach i namiotach, z autopsji wiem bowiem, że dzieje się w nich sporo dobrego w najmniej oczekiwanych momentach. Widzimy się na Babich Dołach między 2-5 lipca. I czekamy na dalsze informacje.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Zobacz także:

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.