Facebook Google+ Twitter

Open’er Festival od kulis, czyli o tym, co dzieje się za miedzą

2 - 5 lipca – święto muzyki w Polsce, jeden z najważniejszych festiwali muzycznych w Europie. Relacja okiem mieszkańca okolic, w których przez 4 dni nie zazna się spokoju.

2. lipca 2009 r. – z Dworca Głównego w Gdyni wysypują się pierwsze tłumy ludzi zarówno z Polski, jak i Europy. Wsiadają do podstawionych autobusów, które w miejscu numeru linii mają napisane tylko jedno: Open’er Festival. W tym momencie w głowach „Open'erowiczów” świta jedna myśl: jesteśmy na miejscu. Co prawda nie do końca, bo do mety zostało im jeszcze 15 kilometrów, jednak i tak już czują klimat imprezy. W uciążliwym korku za autobusami jadą we własnych samochodach inni uczestnicy festiwalu, czekający co prawda dość długo na wjazd na parking, jednak są tak podekscytowani, że pół godziny nie robi na nich żadnego wrażenia. Za nimi powolnie, w klimatyzowanych bądź też (o zgrozo!) nie autach mieszkańcy gminy Kosakowo, których pragnieniem jest jedno – dotrzeć do domu i zaszyć się w nim jak najprędzej.

Łatwe do spełnienia pragnienie? Dla Kosakowian na początku lipca – niekoniecznie. Na końcu sznura mobilów powoli suną autobusy komunikacji miejskiej, w których znajdują się zmęczeni mieszkańcy, równie szarzy jak koniec, na którym się znajdują. Kiedy "Open'erowicze" wreszcie docierają do bramy głównej wymieniają bilety na bransoletki festiwalu, które większość z nich będzie nosić na swoich przegubach jeszcze długo po zakończeniu festiwalu. Dlaczego? Odpowiem jednym słowem, wyjętym ze słownika slangu młodzieżowego – lans. Wśród bransoletek dominuje kolor zielony, bowiem odpowiada on 4 dniom festiwalowym (ilość dni spędzanych na Open’erze odpowiada innemu kolorowi opaski). Od tego miejsca uczestników festiwalu nazywać będę też „zielonymi”.

Kiedy mieszkańcy wreszcie znajdują się w domach (chociaż moment, kiedy nikt nie stoi w korku następuje naprawdę późno) „Open'erowicze” rozbijają namioty, słuchają pierwszych artystów, a utrudzeni mieszkańcy gminy Kosakowo wychodzą na swoje balkony/tarasy/podwórka z zamiarem wsłuchania się w ciszę. Cisza w tym miejscu o tej porze, niestety poza zasięgiem. W tle orkiestry pasikoników słychać „bum,bum,bum”. „Oho,Open’er” – taka myśl przebiega przez głowę człowieka. I to by było na tyle z wieczornego seansu odprężającego. Zmęczony mieszkaniec kładzie się więc do łóżka, mając nadzieję, że sen przyniesie mu ukojenie, jednak „bum” jest silniejsze i złośliwie przeciska się przez szpary i szczeliny domu, drażniąc uszy zmożonego człowieka, który w akcie desperacji zakłada poduszkę na głowę i… zasypia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Koncerty i festiwale należy zdelegalizować.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.