Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10017 miejsce

Opera na stadiony!

Gdzie bezlitosna Turandot skazywała na śmierć zalotników? Na wrocławskim Stadionie Olimpijskim, gdzie wystawiono kolejną superprodukcję Opery Wrocławskiej. Mistrz Puccini i geniusz Znaniecki przyciągnęli tłumy melomanów z całej Europy.

Michał Znaniecki - reżyser / Fot. Sebastian OttenbreitZbliża się rok 2012, zakończą się budowy i otwarte zostaną nowe stadiony, które nie muszą służyć tylko sportowcom. Wielkie operowe inscenizacje goszczą na zielonej murawie nie od dziś, jednak w Polsce dopiero 18 czerwca 2010 roku dokonano tego po raz pierwszy. Wystawiono dzieło Pucciniego Turandot przygotowane przez Operę Wrocławską we współpracy z Teatrem Wielkim im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu i Kieleckim Teatrem Tańca, co w naszym kraju również budzi podziw. Naturalna przeszkodą w doprowadzaniu do skutku wielkich planów repertuarowych Opery Wrocławskiej jest brak funduszy. Kultura nie jest tak poważnym priorytetem dla władz, jakby każdy meloman by sobie życzył. Lecz udało się stworzyć platformę kooperacji między trzema teatrami, samorządowcami, sponsorami i stworzyć superprodukcję.

Galeria zdjęć spektaklu Turandot Giacomo Pucciniego

Reżyserię powierzono Michałowi Znanieckiemu, którego w całej Europie i na świecie nie trzeba przedstawiać. Wystarczy wspomnieć, że już w wieku 24 lat zadebiutował w mediolańskiej La Scali. Puccini w swojej pracy starał się zadbać o każdy element spektaklu, dlatego też, jak mówi sam Znaniecki, reżyser czuje się niepotrzebny. Turandot jest jednak nieco inna od pozostałych utworów, pozwala realizatorom dołożyć cząstkę swojej wizji. Koncepcja reżyserii, scenografii i kostiumów Michała Znanieckiego spotkała się z pełną akceptacją i aprobatą publiczności. – Zobaczymy na stadionie skamieniałe miasto, gdyż jest to świat bez uczuć, dyktatury, Pekinu, abstrakcji, bo taki świat chciał stworzyć Puccini.

Opera zaczyna się od słów "życie jest gdzie indziej", czyli poza Chinami i to był klucz do tego, by powstała armia terakotowa wychodząca z ziemi. Wojownicy ożyją, jeśli obudzą się uczucia wTerakotowa armia / Fot. Janina Bieleńko sercach publiczności i bohaterów - mówił Znaniecki przed spektaklem. Transformacja Turandot dopiero następuję na minutę przed końcem spektaklu, takie zaplanowanie dramaturgii trzyma w napięciu widzów do ostatnich chwil. Uzyskano oczekiwany efekt, wszyscy byli zachwyceni symboliczną scenografią. Mur Chiński i wszelkie elementy wybudowane na stadionie biorą swoje źródło z Turandot, w mitologii chińskiej to właśnie ta okrutna księżniczka jest matką muru, mając to na uwadze, reżyser nie wybudował normalnej sceny, tak jak robi się to przy podobnych widowiskach na świeżym powietrzu w innych krajach, lecz wpisał całość dekoracji w architekturę stadionu.

W centrum umieszczono tron Turandot i właśnie od tego tronu spiralne mury wiły się, by na tyłach stadionu przerodzić się w 7-metrowy mur chiński w tle. Wielkie liczby to kolejny wyróżnik wrocławskich produkcji operowych. W spektaklu wzięło udział 600 statystów, stuosobowa orkiestra, a scena miała powierzchnię 5 tys. m kw.

Bezbłędna scenografia, reżyseria i kostiumy spotkały się z nienajlepszym występem węgierskiej śpiewaczki Georginy Lukacs - niestety wypadła blado. Odnosiłem się wrażenie, że próbuje raczej wykrzyczeć swoje partie niż je wyśpiewać, jak przystało na piękną i stanowczą Turandot. Kolejnym występ, w którym główną rolę odegrała dama wrocławskiej sceny operowej - Jolanta Żmurko, zdecydowanie był najlepszy ze wszystkich trzech. To wielka szkoda, że nie zaśpiewała podczas pierwszego premierowego spektaklu.

Jolanta Żmurko jako Turandot / Fot. Janina BieleńkoW zamyśle Opery Wrocławskiej superprodukcja miała zachwycać wielkimi nazwiskami, dlatego też do współpracy zaproszono nawet meksykańskiego tenora Luisa Chapa. Lecz po raz kolejny rodzimy zespół Opery Wrocławskiej pokazał, że znajduję się na europejskim poziomie. Kielecki Teatr Tańca w osobach Elżbiety i Grzegorza Pańtaków poradzili sobie z opracowaniem choreografii i zapanowaniem nad setkami osób. Wszystkim realizatorom wypada jedynie pogratulować kolejnego sukcesu. Trudno doszukać się wad, podobnego zdania była publika, która nie zważając na "operową etykietę" oklaskiwała zarówno pojedyncze partie śpiewaków jak i zabiegi inscenizacyjne.

Nie trzeba być melomanem, by zachwycić się Turandot Opery Wrocławskiej, forma przekazu została dostosowana do masowości, mnogość symboli przekazywała pełnię informacji dotyczącą fabuły dzieła. To właśnie z tej opery pochodzi przebój "Nessum Dorma", finał doskonale zwieńczył widowisko – scenografia, śpiewacy z pełni blasku kolorowych świateł, monumentalna muzyka z tradycyjnym chińskimi elementami i pokaz sztucznych ogni. Trudno wyobrazić sobie lepsze zainscenizowanie zakończenia tworu Pucciniego. Miejmy nadzieję, ze w przyszłych latach nie zabraknie funduszy na kolejne wielkie produkcje, bez wsparcia Tauronu nie byłoby możliwe wystawienie tegorocznego spektaklu.

Janusz Słoniowski- zastępca dyrektora Opery Wrocławskiej, prof. Ewa Michnik - dyrektor Opery Wrocławskiej / Fot. Sebastian OttenbreitProf. Ewa Michnik, dyrektor Opery Wrocławskiej daje przykład polskim teatrom operowym. Nie wystarczy jedynie czekać na pomoc finansową, trzeba działać i samemu szukać rozwiązań. We Wrocławiu udaje się to z dużym powodzeniem. Kooperacja teatrów, wsparcie władz samorządowych i prywatnych sponsorów tworzy nową jakość sceny operowej - każdy z nich dokłada do kultury to, co może. Wszystko to, pieniądze, talent czy umiejętności wspomagają dynamiczny rozwój opery. Z niecierpliwości oczekuję kolejnej superprodukcji w następnym roku i myślę, że po 2012 roku uda się zrealizować inne spektakle na stadionach. To okazja do promocji Polski i regionu, ponieważ do Wrocławia w ostatni weekend zjechali się tylko widzowie z całej Europy. Ceny na Zachodzie za podobne widowiska sięgają kilkuset euro, u nas to jedynie kilka lub kilkadziesiąt euro.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Chyba nie zrozumiałeś komentarza Sebastianie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

to było na stadionie czy na zielonej trawce po prostu? ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ciekawy materiał i z pewnością nie mniej interesujący, widowiskowy spektakl w plenerze Sebastianie. Gwiazdki. Jednak nieskromnie muszę obalić Twoją tezę o pierwszym takim spektaklu na zielonej murawie, gdyż w Bytomiu w ubiegłą sobotę przedstawienie tego typu odbyło się po raz czwarty na zielonym stoku Dolomitów Sportowej Doliny - linklink . Lecz najistotniejszą rzeczą jest chęć uczestnictwa w tego rodzaju przedsięwzięciach. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wielkie gratulacje dla realizatorów, zwłaszcza za ich konsekwencję w przybliżaniu Polakom wielkich dzieł operowych w niekonwencjonalnej scenerii. A Sebastiana, oczywiście, 5* za materiał.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zawsze uważałam, że Wrocław to miasto gdzie kultura jest priorytetem i to widowisko to potwierdza.

Komentarz został ukrytyrozwiń

na szczęscie przez cały piątkowy wieczór zanosiło się na deszcz i komary nie latały :P zaczeło lać zaraz po spektaklu! Zatem pogoda operze również sprzyjała ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 21.06.2010 14:19

Cieszę się że potwierdziłeś słowa moich przyjaciół będących na premierze....udane, wspaniałe przedstawienie! Ja byłam jak koleżanka wyżej na próbie, my jeszcze walczyliśmy z komarami a słyszałam że w piątek już i z nimi sobie poradzono:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dużo pracy włożyłeś w opracowanie artykułu. Cieszy mnie, że dowiedziałam się jak publiczność przyjęła przedstawienie. Próba, nawet nie generalna, w której uczestniczyłam w charakterze "foto-widza", była daleka od efektów, o których piszesz. Pozdrawiam, Janina

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.