Facebook Google+ Twitter

Operacja "Wybory"

- Wybory będą, albo nie. - tak obecną sytuację na polskiej scenie politycznej komentują posłowie. Niektórzy z ciężkim sercem zagłosują za rozwiązaniem Sejmu. Do diety szybko można się przyzwyczaić. Jednak partyjni liderzy są nieugięci.

Od dwóch lat średnio co pół roku słyszymy, że przedterminowe wybory do parlamentu są nieuniknione, a ich czas właśnie nadchodzi. Tak było m.in. przed podpisaniem tzw. paktu stabilizacyjnego, a także w lutym 2006 roku, gdy prezydent straszył LPR i Samoobronę pójściem do urn oraz wtedy, gdy Andrzej Lepper po raz pierwszy opuszczał szeregi rządowe. Tak dzieje się i teraz, gdy po akcji CBA w ministerstwie rolnictwa oraz tragicznie zakończonym przeszukaniu domu Barbary Blidy, polska scena polityczna znajduje się w głębokim kryzysie. Wybory wiszą w powietrzu. Ale czy nowe rozdanie wyborcze jest rozwiązaniem, które coś faktycznie zmieni?

Wydarzenia, które obserwujemy od blisko dwóch miesięcy, mogą być momentem przełomowym i prawdopodobnie doprowadzą w końcu do wcześniejszych wyborów, regularnie zapowiadanych przez premiera Jarosława Kaczyńskiego. Data głosowania nad samorozwiązaniem Sejmu jest już od jakiegoś czasu znana - 7 września. Gwarantem tego jest marszałek Ludwik Dorn, który zapowiada, że zrobi wszystko, co w jego mocy, aby tego dnia odbyło się głosowanie nad skróceniem kadencji parlamentu. Wniosek w tej sprawie jeszcze przed wakacyjną przerwą złożyły kluby SLD i PO, a ostatnio także PiS. Wydaje się, że przegłosowanie któregoś z owych trzech wniosków jest już przesądzone. Co jednak będzie, gdy do samorozwiązania Sejmu nie dojdzie?

Krok po kroczku


W głowach polityków powstają najróżniejsze scenariusze. Premier wspomina o podaniu swojego gabinetu do dymisji. Tym samym otworzy drogę do skrócenia kadencji w tzw. trzech konstytucyjnych krokach. Jeśli do tego dojdzie, będzie to czas politycznych strategów, a kreślone przez nich scenariusze mogą być bardzo różne. Po dymisji rządu prezydent ponownie powierza misję swojemu bratu. Gdy w ciągu dwóch tygodni nie uda się powołać nowego gabinetu (a takie jest przecież założenie, by doprowadzić do wyborów), pałeczkę przejmuje parlament. Wystarczy, że dwie partie razem dysponujące większością w Sejmie (np. PiS i PO) porozumieją się w tej sprawie, to skutecznie zablokują realizację drugiego już kroku konstytucyjnego. Trzeci krok to ponowna próba skonstruowania rządu przez Kaczyńskiego, również z założenia nieudana. Wtedy dopiero prezydent rozwiązuje parlament.

Co by było gdyby...


Wszystko dobrze, ale co, gdy Platforma dogada się z pozostałymi partiami opozycyjnymi? PO wcale nie musi razem z PiSem blokować powołania nowego gabinetu przez parlament. Może za to, a jest to na rękę wszystkim partiom opozycyjnym, by osłabić pozycję Prawa i Sprawiedliwości przez wyborami, razem z pozostałymi klubami dążyć do powołania rządu. Roman Giertych już kreśli taki scenariusz. Aby to się powiodło, na sali plenarnej podczas głosowania zastają kluby PO i PSL, co wystarczy, by przegłosować PiS. Posłowie pozostałych partii opuszczają zaś salę, by w ten sposób obniżyć próg wymagany do powołania nowego rządu. Lider LPR rozważa też możliwość odejścia części posłów PiS do Prawicy RP Marka Jurka. W ten sposób powołany rząd powołuje komisje śledcze ds. zbadania akcji CBA w ministerstwie rolnictwa oraz tragicznej śmierci Barbary Blidy, których PiS boi sie przed wyborami jak diabeł święconej wody. Poza tym pozbawia Kaczyńskich wpływu na służby specjalne, którymi bracia tak bardzo lubią się posługiwać oraz wpływu na media publiczne. Można się spodziewać, że wtedy Prawo i Sprawiedliwość odnotuje głęboki spadek poparcia. Choć liderzy PO cały czas zaprzeczają, że nie są zainteresowani takim rozwojem wydarzeń, to jednak pokusa może okazać się zbyt silna. Platforma nie ukrywa, że jeśli wygra wybory, to chce rządzić samodzielnie i do wyborów idzie pod hasłem odsunięcia PiS od władzy. Tusk obawia się, że będzie zmuszony tworzyć na siłę niewygodną koalicję z krytykowanym cały czas PiSem lub SLD. Znalazłby się wtedy w sytuacji podobnej do tej, w której po wyborach w 2005 roku był Jarosław Kaczyński, a tego Tusk chce uniknąć za wszelką cenę.

Kampania: czas... start...


Jaki będzie finał tego politycznego spektaklu tysiąca scenariuszy? Tym razem bardzo prawdopodobne jest przegłosowanie wniosku o samorozwiązanie Sejmu. Zarówno Platforma jak i PiS deklarują, że nie zadrży im ręka podczas głosowania. PiS już prowadzi kampanię emitując płatne ogłoszenia telewizyjne. Poza tym Państwowa Komisja Wyborcza zgłosiła zastrzeżenia do rozliczenia finansowego PiS z kampanii w 2005 roku, co może być, z pewnością nie najważniejszym, ale dodatkowym impulsem do tego, by partia Kaczyńskich właśnie teraz zdecydowała się na nowe wybory. A inne partie? Sojusz Lewicy Demokratycznej choć ma złożony wniosek o samorozwiązanie Sejmu, to ostateczną decyzję podejmie, jak mówią posłowie tej partii, dwa dni przed głosowaniem, czyli 5 września. Liga i Samoobrona, podobnie zresztą jak SLD, chcą najpierw powołania komisji śledczych, natomiast PSL jakby stał z boku i przyglądał się temu, co dzieje sie w Sejmie. Co prawda Waldemar Pawlak popiera samorozwiązanie Sejmu, ale jego głos tonie wśród słownych przepychanek głównych rozgrywających, czyli Platformy i PiSu. Kampania wyborcza już się rozpoczęła. Na sobotnich konwencjach PiS i PO nie przebierały w słowach. Obie partie chcą sprawić, by głównym nurtem kampanii wyborczej był pojedynek między Kaczyńskim a Tuskiem. Tak jak w 2005 r. podkreślany był podział na Polskę socjalną i liberalną, teraz jest na III i IV RP. Takie nakierowanie kampanii wyborczej ma na celu zmarginalizowanie roli pozostałych partii. Jedno jest pewne. Zbliżająca się kampania będzie najbrudniejszą kampanią w historii Rzeczpospolitej. I obojętne jest to, którym numerem będzie ona oznaczona. Niestety w tym oceanie słów wypowiadanych przez polityków różnych opcji, nie słychać głosu zwykłych ludzi. Obywatele są dla nich przecież tylko wyborcami. I aż wyborcami.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Kalutor, tak naprawdę to niewielu, a może nawet żaden. Smutne, ale prawdziwe...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 30.08.2007 00:15

Oj niech się wreszcie zacznie. Może i mnie dadzą przy okazji krezusy uszczknąć nieco z funduszy przeznaczonych na kreowanie rzeczywistochy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gdyby można było w sposób kontrolowany ,obiecać obecnym parlamentarzystom ,że po rozwiązaniu sejmu utrzymają dotychczasowe przywileje ,to szybko by się okazało ilu z nich tak naprawdę przejmuję się losem kraju.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.