Facebook Google+ Twitter

OPERETKA – spektakl wymagający myślenia

Scena Teatru Dramatycznego wypełniona jest ciemnością. Rozświetla ją błysk fleszy, a oczom widzów ukazuje się bardzo skromna scenografia. Prostota ta każe nam zwrócić uwagę na to, co dzieję się na scenie. A dzieje się dużo.

Anna Gigiel / Fot. fot.: Kasia BaranSpektakl rozpoczyna się ukazaniem widzom konfliktu między hrabią Szarmem a baronem Firuletem. Mimo ciągłej rywalizacji, są oni do siebie bardzo podobni. Obaj przypominają dwóch współczesnych paparazzi, których interesują tylko kolejne modelki. To połączenie fotografii ze światem mody nie wszystkim wydaje się logiczne. Na mnie jednak sprawia wrażenie dogłębnie przemyślanego rozwiązania.

Zwłaszcza, że jednym z motywów tej sztuki jest przybycie na zamek księcia Himalaj, światowej sławy kreatora mody. Jego zadanie polega na stworzeniu mody przyszłości. Przeżywa jednak kryzys twórczy. Za namową Hufangiela ogłasza, że swoje dzieło przedstawi podczas wielkiego balu na zamku.

Myślę, że nie ma sensu streszczać Operetki jako sztuki. Skupię się więc na tym co mnie przekonuje do tego spektaklu, jak i na tym, co do mnie nie przemawia.

Na pewno wielkim plusem są kreacje aktorskie niektórych aktorów. Na szczególną uwagę zasługują tu Karolina Kazoń (Albertynka), Modest Ruciński (Hrabia Szarm), Marcin Przybylski (Baron Firulet), Paweł Tucholski (Książę Himalaj) oraz Paweł Kamiński i Piotr Kamiński (Złodziejaszki). Pozostali aktorzy, choć może i świetni, byli właściwie niesłyszalni w większości scen (i to jest ten minus). Wokalnie największe wrażenie robią Jagoda Stach (Hufnagiel) i Anna Gigiel (Markiza), której przepiękny głos sprawia, że scena w Szpitalu jest jeszcze bardziej przejmująca. Nie można także nie wspomnieć o Proboszczu, którego zagrał Jakub Lasota. Choć rola niewielka, to jednak obecność tego aktora na scenie jest bardzo miłym akcentem (zwłaszcza podczas tańca solo).

Czymże byłby jednak spektakl muzyczny bez odpowiedniej oprawy muzycznej? Tutaj jest ona idealnym uzupełnieniem przedstawienia. Słowa uznania należą się kompozytorowi Piotrowi Dziubkowi, który spisał się bardzo dobrze. Skomponowana przez niego muzyka świetnie dodaje dramaturgii całości. Dodatkowo jest najlepszym przykładem, że nie potrzeba orkiestry, aby zrobić coś bardzo dobrego.

A minusy? Jak już wspominałam słaba słyszalność aktorów spowodowana brakiem mikroportów. Większość artystów nie miała dość silnego głosu, przez co ich kreacje wypadły słabo. Takim przykładem jest właśnie Anna Czartoryska (Fior).

Nie podobała mi się również choreografia. Poza Proboszczem, pląsającym w natchnieniu, nie było nic godnego uwagi. Scena z przebranymi motocyklistami jest słaba. Podczas balu odnosiłam wrażenie, że była to improwizacja, a nie uzupełnienie tej naprawdę świetnej sztuki i muzyki.

Na szczęście jednak nie o choreografię tu chodzi i można ją „przetrawić” zwracając uwagę na to, co w spektaklu naprawdę ważne.

Twórczość Gombrowicza trudno uznać za lekką i łatwą, choć dla wielu jest ona bardzo przyjemna. Podobnie jest ze spektaklami Wojciecha Kościelniaka. Jeśli jeszcze połączymy te dwa składniki ze sobą, otrzymamy rozrywkę z najwyższej półki. Trudną w odbiorze ale, według mnie, godną polecenia. A na pewno zmuszającą do refleksji.

Operetka do debiut reżyserski pana Kościelniaka na warszawskiej scenie teatralnej, a jej premiera odbyła się 12 października 2012 roku w Teatrze Dramatycznym w Warszawie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.