Facebook Google+ Twitter

OPINIA: Przegrana to wygrana?

Od niedzielnego wyborczego wieczoru z zaskoczeniem obserwuję wielki entuzjazm partii politycznej, której szef przegrał właśnie walkę o prezydencki fotel

Działacze PiS prześcigają się w udowadnianiu wszystkim dookoła, że Jarosław Kaczyński i partia odniosły niebywały sukces w II turze wyborów prezydenckich. Zatroskana twarz posłanki Szczypińskiej, pokazana w telewizyjnej relacji z chwili ogłaszania wyników, rychło została zastąpiona przez powszechne uśmiechy, radość i skandowanie haseł na cześć prezesa. Dla kogoś kto dopiero w tym momencie włączył telewizor, oczywistym mogłoby wydawać się, że to J. Kaczyński wygrał, tak duża była skala entuzjazmu. W przemówieniu samego J. Kaczyńskiego usłyszeliśmy, że ofiara "poległych w katastrofie smoleńskiej" nie poszła na marne, doprowadzając do tak dobrego wyniku wyborczego.

W ciągu następnej doby w mediach pojawiało się wiele komentarzy działaczy i zwolenników PiS, które również zaczęły ocierać się o paranoję. Słyszeliśmy i słyszymy więc tylko "sukces, wielki sukces". Pan Macierewicz, po swojemu, dołożył jeszcze do tego "wielki sukces obozu patriotycznego". Widać dobitnie, że PiS lubi modyfikować wymowę faktów według swego uznania, pozostawiając obiektywizm daleko z boku. Wsparcie nadeszło również z Brukseli, skąd zjechały niegdysiejsze bulterierry PiS, a obecnie bardzo mierni i leniwi europosłowie, którzy w mediach próbują teraz robić ludziom wodę z mózgu.

Przypomnę więc, że prezydentem został jednak Bronisław Komorowski, uzyskując 53 proc. poparcie, wobec 47 proc. głosów oddanych na kontrkandydata. Liczby wskazują, że "sukces" przegranego kandydata może tylko polegać na tym, że zyskał większe o 1 proc. poparcie niż przegrany D.Tusk w wyborach prezydenckich 2005 (46 proc.), a różnica do wygranego wyniosła
"tylko" 7 proc. wobec "aż" 8 proc. w 2005.

Z politycznego punktu widzenia, niewątpliwym sukcesem Kaczyńskiego jest zdecydowane umocnienie pozycji w partii. Ci, którzy mieli nadzieje na reformę partii i zmiany personalne (w przypadku, gdyby prezydentem został szef partii) muszą o nich zapomnieć. Zapewne ręka prezesa będzie jeszcze bardziej twarda, równolegle ze wzrostem jego poczucia własnej wyjątkowości. Zawiedzeni działacze, wcześniej liczący na lukratywne stanowiska w otoczeniu niedoszłego prezydenta, muszą teraz zejść na ziemię.

Wiara czyni cuda, jednak w polityce potrzeba przede wszystkim realizmu. Propagandowe bębnienie o sukcesie nie zmieni faktu, że PiS jest nadal w opozycji, zdecydowanie bardziej osłabiona na scenie politycznej niż przed 10 kwietnia 2010 roku.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 01.02.2011 09:55

Przez siedem miesięcy Jarosław Kaczyński nie może otrząsnąć się po tamtym "sukcesie wyborczym".
Przechodzi sam siebie w co raz to nowszych i bardziej absurdalnych odkryciach. Tak to bywa, kiedy nie potrafi się pogodzić z porażką. Przegrać z godnością jednak nie potrafi, to zbyt trudne dla niego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Paradoksalnie sukces PiS nie jest wykluczony, może jest tylko odwleczony w czasie?
Miejmy nadzieję, że współpraca prezydenta i rządu będzie na tyle owocna, że nie zawiedzie społecznego zaufania. Zadanie mają niełatwe, bo kasa pusta i czeka ich podjęcie wielu niepopularnych decyzji. Można je wprawdzie odwlec w czasie i poczekać na kolejną ekipę rządzącą, ale wtedy będziemy mieli do czynienia z kryzysem daleko głębszym, niż grecki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Każdy maskuje się jak umie. Czy zatroskana mina Tuska to maska czy prawdziwa rozterka?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.