Facebook Google+ Twitter

OPINIE. Donald Tusk – największy przegrany kampanii prezydenckiej?

Twierdzę, że największym przegranym tej kampanii jest Donald Tusk. Gdyby wystartował, z dużą dozą prawdopodobieństwa wygrałby te wybory już w pierwszej turze – a że wygrałby je w ogóle, to wydaje się niemal pewne. Wydaje się, że zabrakło Tuskowi jednego: mimo podejmowania racjonalnych wyborów w celu utrzymania władzy zabrakło mu szczęścia, które jest niezwykle ważne w polityce.

Na początku roku Donald Tusk przygotowywał opinię publiczną na to, że nie wystartuje w wyborach prezydenckich. Nie trzeba chyba przypominać, że przez niemal cały okres od jesiennych wyborów w 2007 roku do ogłoszenia owej decyzji do opinii publicznej docierały sygnały, że przewodniczący Platformy Obywatelskiej stanie w szranki. Publicznie do niekandydowania zachęcał Donalda Tuska Janusz Palikot. Trzeba przyznać, że projekt zmian w konstytucji mający na celu ograniczenie kompetencji prezydenta był dobrym pomysłem z punktu widzenia Tuska rezygnującego z rywalizacji. To miało racjonalne podstawy: start przewodniczącego zrodziłby w partii spory o sukcesję, a poza tym Tusk miał świadomość, że w polskim systemie politycznym władza skupia się w ręku premiera.

Określenie kampanii prezydenckiej mianem walki o żyrandole znacząco obniżyło rangę urzędu Prezydenta RP. Następnie dynamiczna i medialna kampania prawyborcza Platformy Obywatelskiej zdominowała na kilka miesięcy dyskusję wokół zbliżającej się kampanii prezydenckiej. Zdecydowane postawienie na Bronisława Komorowskiego pokazało już wtedy dwie słabości tej partii. Po pierwsze, uwagę zwracała mała frekwencja w prawyborach - świadcząca o tym, że ugrupowanie po ponad dwóch latach sprawowania władzy niezbyt angażuje członków w nadchodzącą kampanię. Po drugie, młodzi członkowie PO stanęli po stronie Radosława Sikorskiego. Kierownictwo partii nie wyciągnęło z tego - jak się później okazało - żadnych wniosków. Już wtedy wielu członków i sympatyków PO opowiadało się za tzw. prezydenturą eksportową, którą zaproponował Radosław Sikorski.

Tragiczna i niespodziewana katastrofa smoleńska zmieniła w znaczący sposób polską debatę. Instytucji Prezydenta RP, uosabianej przez śp. Lecha Kaczyńskiego, powszechnie okazywano szacunek. Polacy dowiedli zachowaniami symbolicznymi, że cenią ją i uważają prezydenta za pierwszą osobę w państwie. Niezwykle trafnie postawę tej dużej części społeczeństwa, która przed katastrofą oceniała krytycznie Lecha Kaczyńskiego, opisał prof. Aleksander Smolar. Stwierdził on, że nie chodzi tutaj o spory, ale o szacunek dla Państwa (pisanego wielką literą i traktowanego wówczas z takim szacunkiem), a to Państwo uosabiał Prezydent RP.

Gruntownie zmieniło się też zachowanie mediów po katastrofie. W sposób bezprecedensowy zaczęto wprost dyskutować o usystematyzowanej stronniczości wielu dziennikarzy w pokazywaniu prezydenta i w debacie politycznej w Polsce. Polacy uświadomili sobie (a może tylko głośno wyartykułowali żywione od dawna poczucie), że w wielu wypadkach mają do czynienia z rzeczywistością medialną, kreacją, konstruktem interpretacyjnym, a nie ukazywaniem rzeczywistości społecznej. Wielu obywateli nabrało dużego dystansu do wszelkich mediów. Wydaje się, że jest to najważniejsza zmiana związana z katastrofą smoleńską - tak duży dystans do rzeczywistości medialnej polskich obywateli.

Wybrane dla Ciebie:


Tagi:

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.