Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

128223 miejsce

OPINIE: Gdzie dwóch się bije, tam ośmiu nie skorzysta

W tegorocznej kampanii - oprócz przyspieszonego terminu wyborów - praktycznie nic się nie zmieniło. Dwóch faworytów to ciąg dalszy wojny o władzę między PO i PiS.

Bez czarnego konia


W wyborach udział bierze dziesięciu kandydatów. To wielu, biorąc pod uwagę, że na zebranie stu tysięcy podpisów mieli miesiąc.I już w tym momencie zaczęła się walka: podczas gdy dla niektórych ważne było „wymagane minimum”, dwie dominujące partie zaczęły wyścig. Pierwszy wynik 1: 0 dla PiS. Niestety inni kandydaci na tej walce tracą. Mówi się o „zmarnowanych głosach” i o tym, że kandydaci –nnawet w przypadku „niemożliwej” wygranej- wejdą zapewne w koalicjię z którymś z faworytów. Brak też „czarnego konia” tych wyborów. Nie zostanie nim bowiem Grzegorz Napieralski, skoro popierający go Wojciech Jaruzelski, już zapowiedział, że w drugiej turze poprze Bronisława Komorowskiego. Nie zostanie nim również Andrzej Olechowski, którego Platforma próbuje zwerbować do siebie. Nie wiele szans ma również Janusz Korwin-Mikke, który mimo wysokich miejsc w sondach internetowych nie przekonuje ludzi - jego poglądy są bowiem zupełnie odrębne zarówno od PO jak i od PiS-u. Podobnie Marek Jurek reprezentujący skrajną prawicę nie może dotrzeć do dawnych „prawicowców” którzy dziś wyznają poglądy centrum. Na swoich dawnych wyborców nie może liczyć również Andrzej Lepper. Kandydat Samoobrony, który w wyborach w 2005 roku zajął trzecie miejsce, nie może w tym roku liczyć na podobny sukces. Jego poprzedni wyborcy dzielą dziś swe głosy między PO i PiS- z zauważalną przewagą dla PO. Popularnością nie cieszy się również Waldemar Pawlak. Mimo nienajgorszej reputacji, którą zdołał utrzymać jest on w porównaniu do swych konkurentów niezauważalny. Bogusław Ziętek (WZZ Sierpień 80 ) i Kornel Morawiecki (Solidarność Walcząca) są omijani nawet w głównych sondażach. Ich partie, opierające swe fundamenty na dawnych działaniach Solidarności są dziś dla głosujących mało interesujące, bowiem każdy – również dwójka faworytów - ma w swym życiorysie współpracę z Solidarnością.

Początek systemu dwupartyjnego?


Problemem większości wyborców jest niedostrzeganie kompromisu: przeciwnicy jednej partii głosują na jej największych przeciwników tworząc błędne koło. To właśnie sprawia ze
inni kandydaci przestają się liczyć. Utrzymywanie takiej tendencji doprowadza powoli do systemu dwupartyjnego. Odchodzi się od dzielenia poglądów na prawicowe i lewicowe, zastępując je powoli terminami „propisowski” i „propeowski”. Mimo, na pozór różniących się poglądów, obie partie reprezentują centrum. O ich powodzeniu może świadczyć fakt ,że ludzie nie potrafią dziś jasno podzielić swych poglądów na prawicowe i lewicowe, gdyż kandydaci wygłaszający je są dla wyborców zbyt radykalni. Wojna idzie jednak jeszcze dalej: zarówno w telewizji prasie jak i Internecie można rozpoznać z kim „sympatyzuje” dana instytucja. Znów mamy tu podział na „kościelny” Pis i „liberalne PO, mimo że zarówno poglądy PiS-u nie są skrajnie konserwatywne, tak samo PO daleko do partii liberalnej. Głowni prowadzący liczą również na II turę. Odpadniecie nie zagrażającym im wprawdzie kandydatom, spowoduje, że niektórzy „przekażą” swoje głosy któremuś z kandydatów, co w wypadku niewielkiej przewagi oznaczałoby dla któregoś z nich zwycięstwo.

Warto zauważyć, że ośmiu kandydatów stara się bardziej. Jeżdżą na spotkania wyborcze, podejmują kolejne kroki w swoich kampaniach. Korzysta na tym dwójka walczących- bowiem mogą „podkradać” co najlepsze pomysły i rozbudowywać je w swoich kampaniach . Przykładem tego jest chociażby Bogusław Ziętek, który pierwszy przekazał powodzianom 10 tysięcy złotych. Dwa dni później zrobił to Bronisław Komorowski przekazując 250 tys.
Pozostała ósemka może liczyć jedynie na zdobycie niewielkiego elektoratu i –jak twierdzą niektórzy z nich- zaprezentowania swoich poglądów. Na fotel prezydencki to niestety za mało.

Wybrane dla Ciebie:


Tagi: wybory 2010


Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

cieakwe... +5 za tekst.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tych ośmiu zrobi zrzutkę na jednego i też skorzysta .

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 01.06.2010 16:18

Pani Natalio, próby ukształtowania systemu dwupartyjnego przejawiają się głównie w stałych zabiegach tzw. centroprawicy o "wycięcie" tych polskich partii, które oprócz tzw. kanapy, mają jeszcze zaplecze w terenie. Pierwszym takim ugrupowaniem po roku 1989 był ROP p. Olszewskiego. Wraz z "nocną zmianą" i końcem p. Olszewskiego jako premiera, partia ta powoli odchodzić zaczęła w polityczny niebyt. Dzięki premierostwu p. Pawlaka pozbierali się (strasznie podzieleni na przełomie lat 80./90. XX w.) ludowcy. Ich PSL (jak by nie patrzeć, gros decydentów tej ekipy to dawne ZSL) stał się kolejnym zagrożeniem dla partii postsolidarnościowych, toteż z jednej strony zaprasza się PSL do koalicji rządowych, z drugiej leaderów tego ugrupowania i samą partię mocniejsi koalicjanci stale dyskredytują. Doprowadziło to do przesunięcia sympatii elektoratu wiejskiego (nie tylko - bastionem PSL jest podobno MIASTO - Lublin) w stronę populistycznej "Samoobrony RP" p. Leppera. Jak zakończyła się historia tej autentycznie masowej przez dwa lata partii - już wiadomo. Egzystuje politycznie, jak i jej prezes, ale poważnej roli nie odegra.
W Polsce, która nie umie przestać żyć historią, obowiązuje wciąż kult "wodza". Nawet na miarę panów Tuska czy Kaczyńskiego. To oni są zwornikami swoich ugrupowań, to oni, dość dyktatorsko poczynają sobie z partyjnym "zapleczem" - szeregowymi członkami i ewentualnym elektoratem. P. Korwin-Mikke, acz wybitnie wyrazisty - jest zbyt skrajny w poglądach, by zostać "wodzem". Pozostaje ww. dwójka. Gdyby popatrzeć na programy wyborcze, prezesów: Kaczyńskiego i Tuska różnią jedynie inaczej rozłożone akcenty gry politycznej. Konia z rzędem temu, kto serio czyta programy obu polityków. U nas wciąż głosuje się PRZECIW (krótkie wzloty pp. Tymińskiego i Leppera) - a nie ZA. Jednych denerwuje pan Tusk, innych pan Kaczyński. NIE TO, co mają do powiedzenia, oni sami... Tymczasem w porównaniu z p. Morawieckim czy p. Korwinem-Mikke, obaj kandydaci są (nie ubliżając im) - nijacy, grzeczni nad podziw. To swoista "demokracja upostaciowiona". Dopóki nie nauczymy się, jako obywatele, głosować ZA, póki nie będziemy oceniać programów wyborczych kandydatów, nie ich samych - trudno o dobry wybór. Ci, którzy głosować nie pójdą, również odmówią udziału w wyborach (co jest taką samą postawą obywatelską jak głosowanie, tylko z przeciwnym znakiem) raczej nie zapoznawszy się z programami. Zostaną w domu, gdyż wyraża nieufność wobec postaci samych kandydatów... Swoją drogą, po 20 latach "karuzeli", gdy wciąż oglądamy tych samych panów w ławach poselskich czy senackich, z tą różnicą, iż reprezentują inne niż wczoraj czy przedwczoraj ugrupowania - ludzi, którzy przyjmą wobec wyborów postawę na "nie" - zrozumieć mi dość łatwo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.