Facebook Google+ Twitter

OPINIE: Żenujący spór o prywatyzację szpitali

Właśnie na naszych oczach zakończyła się potyczka pod tytułem: "Czy ciemny lud to kupi". Bo przecież prywatyzacja szpitali, jak i prywatyzacja usług jest nie tylko potrzebna, ale już obecna.

http://commons.wikimedia.org/w/index.php?title=Special:Search&search=szpital / Fot. wikimedia commonsSłowa, obietnice, wiece, programy wyborcze: wszytko po to, by przekonać nas do oddania głosu na odpowiedniego kandydata. I jest to jak najbardziej oczywiste. Czasem tylko okazuje się, że można jeszcze mocniej wywrócić kota ogonem. Powód? By nie drażnić potencjalnych wyborców. Poziom tego wywracania jest ostatnio dosyć wysoki, czego najlepszym przykładem jest kwestia prywatyzacji szpitali, której konieczność widzą wszyscy, a do której nikt przyznać się nie chce. Przynajmniej przed wyborami prezydenckimi.

Sprawa w trybie wyborczym, jaka wpłynęła do sądu, ze sztabu Bronisława Komorowskiego, skupiła oczy zainteresowanych kampanią, na długi czas. Najbardziej chyba wskazanego sprawcę zamieszania, czyli Jarosława Kaczyńskiego, który nie zdążył z tego powodu na wszystkie zaplanowane spotkania. Jako wzorowy obywatel, stanął na wysokości zadania, czyli przed sądem. Sporym zaskoczeniem było to, że właśnie sąd musiał rozstrzygnąć, kto za prywatyzacją szpitali jest, a kto niekoniecznie. Zaskakujące, albo żenujące, bo trudno uwierzyć, że ci, którzy tak wiele mówią o modernizacji Polski, i o tym, że "Polska jest najważniejsza", nie widzą potrzeby właśnie - modernizacji - szpitali.

Nie sądzę, że Bronisław Komorowski, rodem z PO, a więc partii opowiadającej się za prywatyzacją w ogóle, wyobraża sobie funkcjonowanie szpitali, w takiej jak teraz formie. Jeszcze trudniej myśleć, że Jarosław Kaczyński, twarz Polski Solidarnej, chce zafundować swoim zwolennikom, służbę zdrowia w obecnym wydaniu. Nikt, kto choć raz miał do czynienia z publicznym szpitalem, nie ma wątpliwości, że pewna formuła się wyczerpała. Wszędzie, tylko, właśnie nie w szpitalach. Tam ciągle jesteśmy klientem, którym zazwyczaj mało kto się przejmuje, nawet jeśli rachunek wystawiany nam co miesiąc, w postaci składki zdrowotnej, nie jest kosztem, na który możemy machnąć ręką. Dzisiejszy szpital, to często placówka, w której należy raczej prosić, a nie wymagać. Prosić o basen, o zastrzyk, o to, by ktoś powiedział co dalej, o to by nadeszła informacja jak długo trzeba leżeć. Najlepiej w tych prośbach mieć szerokie poparcie rodziny, znajomych i przyjaciół. Proszący, który prosi sam jest z góry skazany na pożarcie tych, którzy mają większe przebicie.
Absolutnie zdaję sobie sprawę z tego, że nie można generalizować, ale niestety rzeczywistość, szczególnie z pozycji leżącego na łóżku, bardzo często wygląda właśnie tak.

Czy zatem spór o prywatyzację szpitali jest sporem wokół tego, czy zmieniać coś, czy zostawić wszystko jak jest? Pewnie nie. Bardziej chodzi o to, że zwykłym ludziom hasło prywatyzacji kojarzy się z widmem końca darmowej służby zdrowia. Darmowej, tylko ze słyszenia.
Bardziej chodzi o to, by nie wywoływać negatywnych emocji. Wreszcie bardziej chodzi Bronisławowi Komorowskiemu o to, żeby trochę odbić Kaczyńskiemu, tzw. "elektoratu wiejskiego" i zwolenników Polski Solidarnej. Jak i w przypadku prezesa PiS, by pokazać, że marszałek to kandydat dla bogatych, których na prywatne szpitale, z pełnym zakresem usług, oczywiście stać. Wreszcie o PR, który z większym lub mniejszym profesjonalizmem, rządzi tą kampanią.

Raczej bez znaczenia są rzeczywiste poglądy obydwu kandydatów. Tak samo, jak zdania, że prywatyzacja szpitali, w pewnym sensie jest już rzeczywistością. I jest to rzeczywistość raczej pozytywna, często znacznie podnosząca poziom usług i nie zawsze, albo prawie nigdy, oznaczająca zakaz wstępu dla zwykłych, opłacających zasadniczą składkę obywateli.
Szkoda, że kandydaci nie chcą tego przyznać, tylko z powodu kampanii i zbliżających się wyborów. Szkoda, że ten spór jest zupełnie bez sensu, skoro reforma służby zdrowia jest konieczna, a elementy prywatyzacji w niej niezbędne. Wreszcie szkoda, że to tylko para w gwizdek, trochę żenująca, a dla nas, poza całkowitym zapełnieniem ramówek dzienników telewizyjnych, naprawdę bez znaczenia.Bo kogo obchodzi to, czy ktoś zamiast "na pewno", powiedział "nie wykluczone", albo "być może". Czy to ważne ile razy słowa "prywatyzacja" użył Jarosław Kaczyński, a ile Bronisław Komorowski? Wreszcie jakie znaczenie mają słowa i obietnice powiedziane w czasie kampanii?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 01.02.2011 09:36

Nie wiem dlaczego ten artykuł uszedł mojej uwadze. Jak widać nie tylko mnie. Pewnie był zakopany.
Trafne spostrzeżenia i celne spojrzenie na naszą rzeczywistość w służbie zdrowia. Oczywistą oczywistością jest konieczność prywatyzacji szpitali. Prywatyzacja nie musi oznaczać i raczej nie będzie polegała li tylko na podniesieniu cen za usługi medyczne, bo za wiele już płacimy. Prywatyzacja szpitali oznacza powszechny dostęp do tych usług bez wyczekiwania w kolejkach do specjalistów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.