Facebook Google+ Twitter

Opowiadanie niestety smutne

Nowy Rok przyniósł siarczysty mróz i obfity śnieg. Stanęła przy oknie, patrząc załzawionymi oczami na iskrzącą się biel między blokami. W oknach naprzeciwko pojawiły się twarze ciekawskich.

Gwałtowny dzwonek do drzwi wyrwał Justynę z głębokiego snu, w który zapadła nad ranem po całej nocy huku petard, wizgu sztucznych ogni i radosnych wrzasków balowiczów świętujących nadejście nowego roku. Sięgała po okulary, usiłując równocześnie wypatrzyć godzinę na zegarku stojącym przy lampce nocnej, wsunąć nogi w pantofle, nie zaplątać się w poły szlafroka i opanować zawrót głowy towarzyszący zawsze gwałtownej zmianie pozycji. Wśród chaotycznych czynności kłębiło się w mózgownicy jedno:
- To chyba Ewa, coś z Hanką, akurat w Nowy Rok, chyba nie…cholera, czyżby dzisiaj?

Otwarła drzwi. Ewa, w lekkiej piżamce trzęsła się jak galareta i dukała przez łzy
- To chyba już, mama, chyba już…
Drzwi do sąsiadów stały otworem, w przedpokoju kręcił się z ogłupiałą miną pobladły i bezradny mąż Hanki, którego jakby niewidzialna ściana zatrzymywała na progu pokoju, w którym leżała jego chora żona. Coś próbował powiedzieć, ale przez gardło nie przeszło i tylko łzy ciekły po śniadej twarzy.

Przez cały czas jej choroby pomagał, jak mu jego chłopski rozum podpowiadał. Podawał herbatę, frykasy kupował, do jedzenia namawiał, a i pokrzykiwać mu się zdarzało, żeby się ta jego ślubna zgryzota jako tako pozbierała. Pieniędzy masę przecież na doktorów szło, chemią się truła, a ludzie na pogrzebie szwagra tylko na tę jej chudość się gapili. No i ten wnuk w drodze.
- Jak nie będziesz jadła, to tylko ja wnuka doczekam, dunderował, żeby bodaj ze złości w garść się wzięła.
- Nie wiadomo, kto z brzegu - odrzekła mu po wizycie u księży. Ale rozeźlona wróciła jak diabli, bo sprzedali „co łaska” zioła, ale całkiem za darmo o lekki zgon modlić się przykazali.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

Jadziu, Ty to potrafisz! - przejmujące....
5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

poruszające

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.09.2009 11:42

Śmierć to nieobecność we wszystkich miejscach naraz..... Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak sobie czytając, zamyślilam się na chwilę.
I tak w zamyśleniu, na smutno...
Przypomniały mnie się osoby, które w obecności mojej odchodziły...
Nadal są ze mną, w mojej pamięci i sercu.
Opowiadanie smutne, ale jakże prawdziwe.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Prawda. Życie to śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Myślę, że pisanie o cierpieniu, śmierci wymaga użycia jak najoszczędniejszych środków, wbrew pozorom taki sposób pisania nie jest łatwy.
Jadwigo - bardzo dobry tekst.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Jadwigo. Ten tekst jest tak bardzo prawdziwy, o śmierci czy to kogoś bliskiego czy nie trudno się pisze... A Pani tak prawdziwie i z wyczuciem to napisała...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.09.2009 09:43

Twoja dusza, Jadziu, pokazała mnogość strun, wielostronność uniwersalności. Także jesteś ciepła, wrażliwa, pełna empatii, ale w swoim założeniu - opancerzyłaś się. Odbierać Cię już będę jako "pancernego wrażliwca", NIESTETY...... :-))) Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marku - niczego nie ukrywam. Jestem, jaka jestem.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.09.2009 18:30

Pisane sercem, pisane wrażliwością, o której nigdy nie wspominasz! Piszesz "taktownie" bez przeinwestowania emocjonalnego. Teraz mam żal do Ciebie, że się ukrywasz, prawdziwa! Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.