Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

29822 miejsce

Opozycja w Gruzji żąda ustąpienia prezydenta Saakaszwilego

Micheil Saakaszwili w roli prezydenta, zdaniem opozycji, nie popisał się, bo na całej linii pierwotnego zaufania zawiódł Gruzinów. Teraz może liczyć jedynie na niewiele znaczącą mniejszość swoich zwolenników. Przeciwnicy chcą się go pozbyć.

 / Fot. European People's PartyW Gruzji wciąż nie ustaje wrzenie. Nie ustaje niemal od początku, odkąd prezydentem państwa jest Micheil Saakaszwili. Pełni tę funkcję po raz drugi, od stycznia 2004 roku. Opozycja mówi: Dość! Nie chce już dawnego uwielbianego przez naród prezydenta - człowieka, który tak bardzo zawiódł społeczne zaufanie. Wyrastają, więc protesty przeciwko prezydentowi. Organizatorzy akcji twierdzą, że mają ponad milion podpisów na listach pod społeczną petycją, która wzywa prezydenta Micheila Saakaszwilego do natychmiastowego ustąpienia z urzędu – podaje serwis polskatimes.pl.

Kiedy w listopadzie 2003 roku, 33-letni adwokat Micheil Saakaszwili przewodził w Gruzji, tzw. rewolucją róż, dzięki której doszło do bezkrwawego obalenia prezydenta państwa, Eduarda Szewardnadze, ludzie szaleli z radości. W kilka miesięcy potem, naród odwdzięczył się, dając mu w nagrodę powszechne zaufanie i w styczniu 2004 roku zostaje wybrany, przy ponad 96-procentowym poparciu, na najwyższy urząd w państwie, prezydenta Gruzji.

To zaufanie stosunkowo szybko i skutecznie stracił. Zaczęto mu zarzucać jawne dążenie do rządów autorytarnych i odpowiedzialność za wszędobylską i powszechną korupcję oraz spadek poziomu życia narodu. Przeciwnicy wytykają mu niszczącą politykę gospodarczą, która wepchnęła kraj w ogromne bezrobocie – oficjalnie ponad 16 proc. a nieoficjalnie mówi się nawet o 60 procentach. Część "oburzonych" Gruzinów wobec prezydenta nie daruje mu wojny z Rosją i straty dwóch prowincji gruzińskich. Nic dziwnego, że od lat powtarzają niezmiennie hasło: "Misza musi odejść". Na tle powstałych zarzutów, w listopadzie 2007 roku, dochodzi do organizowanych przez opozycję, masowych społecznych protestów w Tbilisi, które policja z użyciem siły tłumi.

Saakaszwili wprowadza stan wyjątkowy na terenie całej Gruzji i zgodnie z żądaniami opozycji, zapowiada przedterminowe wybory prezydenckie, na 5 stycznia 2008 r. Wkrótce też zniesiony zostaje w kraju stan wyjątkowy, a Micheil Saakaszwili 25 listopada 2007 r. ustępuje z urzędu prezydenta. Czyni to jednak jako sprytny zabieg taktyczny, aby mógł ubiegać się o reelekcję w kolejnych przedterminowych wyborach.

Micheil Saakaszwili – jak chciał – tak zrobił. Na drugą kadencję prezydencką w wyborach przedterminowych zostaje wybrany w 2008 roku. Wkrótce - 20 stycznia, jego druga kadencja upływa. Mija bowiem pięć lat po inauguracji, a konstytucja gruzińska nie pozwala ubiegać się o urząd prezydencki trzeci raz. Przepisy są jednak podobno po to, aby je omijać. Poprzedni parlament wprowadził kilka poprawek do konstytucji i kadencję wydłużono. Dzięki temu kolejne wybory prezydenckie w Gruzji odbędą się dopiero w październiku 2013 roku.

Przeciwnicy prezydenta nie dają za wygraną. Od blisko tygodnia, w kilku miastach Gruzji, m.in. w Tbilisi, Kutaisi, Batumi i Zugdidi - organizują demonstracje, w których uczestnicy domagają się ustąpienia Micheila Saakaszwilego. Według rosyjskiej agencji RIA Nowosti, demonstracje przygotował komitet mieszany, złożony z przedstawicieli zarówno organizacji politycznych, jak i społecznych. Grożą oni, że jeśli prezydent nie poda się do dymisji, wówczas zastosują bardziej radykalne środki, w tym także akcje pikietowania pałacu prezydenckiego w Tbilisi.

Sytuacja stała się trudna dla prezydenta, z chwilą, gdy przed zeszłorocznymi wyborami do parlamentu Gruzji, które wygrała opozycyjna koalicja Gruzińskie Marzenie Bidziny Iwaniszwilego, parlament zatwierdził zmiany w konstytucji, przyznające większe uprawnienia na rzecz premiera a zmniejszające uprawnienia prezydenta państwa. Choć mają one wejść w życie po wyborach prezydenckich, wiadomo o co chodzi – Saakaszwili musi odejść. Premier Bidzina Iwaniszwili chciałby tego nawet dziś lub jutro.

W praktyce, wygrana w ostatnich wyborach koalicji Bidziny Iwaniszwilego, oznacza koniec dziewięcioletniej politycznej niezbyt chlubnej dominacji Micheila Saakaszwilego, a jednocześnie początek bardzo niewygodnego współżycia i współdziałania dwóch przeciwstawnych sił polityczny – premiera i nowego rządu oraz starego prezydenta.

Premier Bidzina Iwaniszwili – miliarder, człowiek Kremla - zapowiedział w końcu zeszłego roku, że będzie chciał, jeszcze przed wyborami prezydenckimi, wprowadzić w życie takie zmiany konstytucyjne, które rozszerzą jego uprawnienia. Zapewnił, że nie ma zamiaru dążyć do impeachmentu wobec prezydenta Saakaszwilego.

Stanisław Cybruch

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

@Paweł Urbański

Moim skromnym zdaniem, to w Rosji istnieje dzisiaj tylko jedna kolumna i nazywa się ona PUTIN.
Stoi ona na dwóch nogach jednak, gdzie jedną z nich jest zliberalizowany komunizm, a drugą Rosja z imperialnymi tradycjami carskimi, bardzo mocno ferowana przez pana Dugina.
Ten swoisty konglomerat w rękach tak znakomitego gracza jakim jest Władimir Putin, to ze wszech miar olbrzymie zagrożenie dla sąsiadów.
Sytuacja z "podporządkowywaniem" - jak to Pan nazywa - sobie innych państw, podlega w zasadzie jednej idei, a mianowicie przeciwstawieniu się imperializmowi atlantyckiemu (czyt. USA). Dla Rosji nie do przyjęcia byłby fakt, żeby Gruzja została państwem pro atlantyckim, zdominowanym przez USA, stąd też poczynania Putina w związku z Gruzją i nie tylko z Gruzją zresztą.
W podobnym kontekście można się tu odnieść do Polski.
Pro polska polityka zagraniczna uprawiana przez Lecha Kaczyńskiego, zbliżyła nas dość mocno do USA, na co skutecznie zareagował rząd Tuska, rezygnując z instalacji w Polsce "Tarczy".
Jest to aż nadto wyrazisty przejaw serwilizmu wobec Moskwy ze strony obecnej ekipy, choć niezbyt lotnemu, polskiemu narodowi wydaje się, że to był raczej ukłon w stronę UE, która jak wiemy konkuruje z USA, chcąc stworzyć europejskie "superpaństwo", pod przywództwem Niemiec, jak również Rosji, choć o tym nikt nie mówi głośno.

Zacytuję Panu fragment wywiadu z Aleksandrem Duginem, który to Dugin w sposób jednoznaczny określa stosunek Rosji do Polski i Polaków:

"Rosja w swoim geopolitycznym oraz sakralno-geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana istnieniem niepodległego państwa polskiego w żadnej formie... Polska musi wybrać: albo tożsamość słowiańska, albo katolicka...”

Jest to o tyle groźne dla Polski, bowiem Dugin jest promotorem Rosji prawosławnej i to prawosławnej w wersji "hard" (ortodoksyjnej), co może dziwnie wyglądać, podczas gdy nakazuje on niejako odejście Polski od tradycji katolickiej i brzmi to mniej więcej tak-chrześcijaństwo owszem, ale prawosławne.

Reasumując, należy tylko dodać, że Polska po IIWŚ nigdy się nie wyzwoliła ze strefy wpływów Rosji i dzisiaj nie istnieje żadna szansa, ażeby ów stan rzeczy zmienić.

Pozdrawiam Pana!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ta cała sytuacja w Gruzji, to robota rosyjskiej "piątej kolumny".
Jeśli Federacja Rosyjska podporządkuje sobie Gruzję, to następna może być Polska, bo Białoruś Ukraina i Mołdawia już zostały podporządkowane interesom imperialnym Rosji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czego można było się spodziewać po serwilistycznym wobec Rosji rządzie Bidziny Iwaniszwilego, no czego?
Jedynie wspólnota suwerennych państw, do której tak usilnie dążył ś.p. Prezydent Lech Kaczyński mogła być skutecznym remedium na rosyjską hegemonię w Gruzji.
Niestety L. Kaczyński nie żyje, a w Gruzji do władzy doszła grupa pro rosyjska.
W Gruzji wytworzyła się sytuacja identyczna z tą, jaka panowała w Polsce po tym, jak odeszło od władzy w 2005 roku PiS. Analogii jest aż nadto.
Nagonka, którą się teraz uprawia w stosunku do Sakaszwilego, jest analogią tego, jak u nas traktowano prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Nie mający pojęcia o rzeczywistości mieszkaniec przywiślańskiego kraju, jedynym co może powiedzieć o sytuacji w Gruzji, jest to, że Sakaszwili to bohater rządu Kaczyńskich, nie mając, bądź nie chcąc mieć zielonego pojęcia o tym, że po ostatnich wyborach parlamentarnych w Gruzji, ten kraj zamienił się w integralną składową Federacji Rosyjskiej.
Pro amerykańska polityka Sakaszwilego skazała go na sytuację w jakiej się dzisiaj znalazł.
Patrzeć tylko jak Gruzja przyłączy się do unii Kazachstan-Białoruś-Rosja (kolejność wedle uznania).
Wraz z tym jak upadła idea L.Kaczyńskiego o stworzeniu silnej konfederacji państw Europy środkowej i północnej, w której miała się także znaleźć Gruzja, a która to konfederacja była wyliczona na osłabienie hegemonii Niemiec i Rosji w Europie, upadła także niepodległość tego skądinąd pięknego, kaukaskiego kraju.
Inną sprawą jest to, że Rosja nigdy Gruzji by nie odpuściła, co zasygnalizowała w sierpniu 2008 roku bombardowaniami Gruzji.
Sakaszwili nie wystraszył się Putina i Rosji, podejmując walkę z silniejszym przeciwnikiem. Nie wystraszył się również Lech Kaczyński biorąc udział w jednym z wieców wolnościowych narodu gruzińskiego u boku prezydentów Litwy, Estonii i Ukrainy oraz premiera Łotwy podczas wojny rosyjsko-gruzińskiej.
To wówczas podczas wystąpienia Lecha Kaczyńskiego 150 tysięcy Gruzinów skandowało Polska, Polska, Polska. Nikt wówczas jeszcze nie wiedział, co wydarzy się pod Smoleńskiem.
Z perspektywy czasu można uznać, że pod Smoleńskiem upadła również niepodległa Gruzja.
Gruzja należy do Rosji.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 13.01.2013 01:49

Bohater rządu Kaczyńskich.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.