Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

171123 miejsce

Orange Ekstraklasa: Wielki Czwartek szczęśliwy dla gości

Dzisiejszego dnia zostały rozegrane dwa spotkania Orange Ekstraklasy, w obu zwyciężyły drużyny przyjezdne, czyli Łódzki Klub Sportowy i Lech Poznań.

O 19.00 na stadionie w Sosnowcu rozpoczęło się spotkanie ostatniego w tabeli Zagłębia z wyprzedzającym je o jedną pozycję Łódzkim Klubem Sportowym. Dla obu drużyn to była ostatnia szansa na włączenie się
jeszcze do walki o utrzymanie w tym sezonie. Swoją szansę wykorzystał klub prowadzony przez Marka Chojnackiego. Na ośnieżonej murawie przez pierwsze 25 minut wiało nudą, ale wtedy piękną akcją popisał się ŁKS. Jovinio i Arifović rozegrali piłkę i strzał tego drugiego znalazł drogę do bramki strzeżonej przez Adama Bensza. W 31. minucie gospodarze mogli wyrównać, jednak dwukrotnie strzały Rafała Bałeckiego nie znalazły drogi do bramki, raz uderzył niecelnie, a w drugim przypadku dobrze spisał się Bogusław Wyparło. Gospodarze przeżyli szok tuż przed przerwą, najpierw rzut karny po faulu Hosica na Szczocie wykorzystał Łukasz Madej, a w 44. minucie na 3:0 podwyższył Ensar Arifović, strzelając swoją drugą bramkę w tym meczu. Już do przerwy było jasne, że trzy punkty pojadą do Łodzi.

W drugiej połowie ŁKS kontrolował sytuację, mógł nawet podwyższyć wynik, lecz w 60. minucie Jovinio przegrał pojedynek „jeden na jeden” z Benszem. Swoje sytuację miało także Zagłębie i jedną z nich udało im się wykorzystać. W 83. minucie honorowego gola zdobył wypożyczony z Wisły Kraków, Patryk Małecki. Ambitnie grający gospodarze nie byli w stanie zdziałać nic więcej i spadek do trzeciej ligi jest co raz bardziej realny. Za to kibice i gracze z Łodzi spędzą święta po zwycięstwie w Sosnowcu w nieco lepszym nastroju. ŁKS pokazał, że jeszcze nie zrezygnował z walki o utrzymanie.

Zagłębie Sosnowiec - Łódzki Klub Sportowy 1:3 (0:3)
0:1 Arifović 25 min.
0:2 Madej 41 min. - karny
0:3 Arifović 44 min.
1:3 Małecki 83 min.

Kadr z meczu GKS - Lech. / Fot. PAPW drugim dzisiejszym spotkaniu GKS Bełchatów został upokorzony na własnym stadionie przez Lech Poznań. „Kolejorz” oddał w tym meczu trzy celne strzały i wszystkie znalazły drogę do bramki Łukasza Sapeli. Od początku inicjatywę starali się przejąć gospodarze, lecz w 8. minucie Bartosz Bosacki wyprowadził na prowadzenie gości. Dośrodkowanie z rożnego przedłużył Marcin Kikut i strzał byłego reprezentanta Polski był na tyle skuteczny, że Lech objął prowadzenie. Źle w tej sytuacji zachował się Sapela, którego nieumiejętne wyjście doprowadziło do takiej sytuacji, jeszcze strzał obrońcy Lecha próbował wybić z lini bramkowej Mariusz Ujek, lecz ta sztuka mu się nie udała. Bardzo dobrze grała środkowa linia zespołu prowadzonego przez Franciszka Smudę, ataki Bełchatowian były rozbijane i byli oni zmuszeni grać długą piłką na Ujka. Po jednej z takich akcji w świetnej sytuacji znalazł się Janusz Dziedzic, który oddał jednak koszmarny strzał z 13 metrów. W 37. minucie wyrównać mógł debiutant, Maciej Dąbrowski, lecz nie wykorzystał błędu Kotorowskiego i jego strzał do pustej bramki był minimalnie niecelny.

2 minuty później to się zemściło, świetne prostopadłe zagranie Marcina Zająca wykorzystał Hernan Rengifo, który minął Sapelę i w trudnej sytuacji oddał celny strzał. Pierwsza połowa zakończyła się fantastycznym wślizgiem Bosackiego, który powstrzymał bezradnego Dziedzica. Od początku drugiej połowy na placu gry pojawili się Carlo Costly i Jacek Popek, którzy mieli zmienić obraz gry, jednak im się nie udało. GKS miał nadal przewagę, grał piłką i wszystko było dobrze … do 30. metra przed bramką Kotorowskiego. Gdy kibice w Bełchatowie oczekiwali bramki kontaktowej, to fantastycznym strzałem popisał się Dimitrij Injac. Piłkę ze swojego pola karnego wybijał głową Pietrasiak i spadła ona tuż pod nogi Injaca, który jeszcze przyjął piłkę i uderzył ją z woleja z 25 metrów, a ona wpadła w samo okienko bramki, Sapela był bezradny. Do końca spotkania niewiele się zmieniło, Lech grał uważnie w obronie, którą świetnie kierował Bosacki, a z przodu szaleli Zając i Rengifo. Szczególnie dobrze zagrał Zając, który ostatnio nie był w najlepszej formie. Wynik 3:0 utrzymał się już do końca. Ciekawostką jest, że cały mecz na ławce rezerwowych przesiedział Piotr Reiss, mimo iż nie ma żadnego urazu. Lech pokazał pazur i to, że jest co raz groźniejszy na wyjazdach, a Bełchatów przegrał piąte spotkanie z rzędu i po raz kolejny nie zdobył bramki.

GKS Bełchatów - Lech Poznań 0:3 (0:2)
0:1 Bosacki 8 min.
0:2 Rengifo 39 min.
0:3 Injac 59 min.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

''Ambitnie grający gospodarze...'' fragment z pierwszej relacji, takie coś wczoraj w ogóle nie miało miejsca. Widziałem tylko raz gorzej grające Zagłębie w tym sezonie, to było w meczu u siebie z Odrą. Wczoraj grał tylko Małecki, reszta to na ten moment to banda amatorów nie nadających się nawet na 3 ligę. Przepraszam, że się unoszę ale każda cierpliwość ma jakieś ludzkie granice.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.