Facebook Google+ Twitter

Orange Warsaw Open: Półfinał bez Canasa!

Do półfinału turnieju awansowali trzej najwyżej rozstawieni tenisiści: Dawidienko, Robredo i Monaco. Oprócz nich w sobotę na stołecznych kortach niespodziewanie zagra... Fabio Fognini, który pokonał w dwóch setach Giullermo Canasa!

Wczoraj odbyły się ćwierćfinały singlowe oraz półfinały debla turnieju Orange Warsaw Open. Na trybunach, ku uciesze organizatorów, w końcu zasiadło kilkuset kibiców (pierwszego dnia turnieju było ich zaledwie 87). Dzień zapowiadał się emocjonująco. Czołówka światowego tenisa nie zawiodła, z mniejszymi lub większymi problemami przebrnęła przez pierwszą i drugą rundę. Walka o półfinał zapowiadała się interesująco.

Guillermo Canas / Fot. Piotr DrozdowiczJako pierwsi na kort centralny "Warszawianki" weszli Argentyńczyk Guillermo Canas (nr 5 w turnieju) i Fabio Fognini, 21-latek z Włoch, obecnie zajmujący 89. miejsce w rankingu ATP. Spotkanie rozpoczęło się zgodnie z przewidywaniami. Canas osiągnął przewagę 2:0. We wcześniejszych dwóch rundach spędził na korcie ponad cztery godziny, więc zapewne chciał szybko rozprawić się z Włochem. Fabio doprowadził jednak do wyrównania, po którym... przegrał trzy kolejne gemy. I kiedy przy stanie 5:3 dla Canasa wydawało się, że za chwilę wygra pierwszego seta, Fognini podniósł poziom swojej gry, by po chwili na tablicy widniał wynik 5:5. Odrobienie strat przez rywala zirytowało Argentyńczyka. Wdawał się w dyskusje z sędzią, co z pewnością wpłynęło na zmniejszenie koncentracji i w konsekwencji zwiększenie liczby popełnianych błędów. Fognini energicznie odbijał piłki, częściej dochodził do siatki i atakował. Pierwszy set padł jego łupem, a nie utytułowanego Canasa.

Drugi set to niemal kopia pierwszego. Argentyńczyk ponownie doszedł do stanu 5:3. Seryjnie tracone przez Włocha punkty wprawiały go we wściekłość. Z niezrozumiałych powodów krzyczał m.in. na małego chłopca, który podawał piłki. Zazwyczaj złość pogarsza jakość gry, tymczasem w tym meczu okazało się inaczej. Fognini, identycznie jak w pierwszej partii, wygrał kolejne cztery gemy i całe spotkanie 7:5 7:5. Dziś w walce o finał Nikołaj Dawidienko / Fot. Piotr Drozdowiczzmierzy się z czwartym tenisistą świata, Nikołajem Dawidienką, który grał z rodakiem, Koroliewem.

Także i w tym pojedynku nie brakowało emocji. Na prowadzenie 4:1 wyszedł bowiem... Koroliew. Wtedy jednak najwyżej rozstawiony w turnieju Dawidienko wygrał siedem gemów z rzędu. Koroliew próbował nawiązać walkę, ale nie miał zbyt wiele do powiedzenia. Różnica klas obu zawodników była wyraźnie widoczna. Po 1 h i 38 minutach faworyt zwyciężył 6:4 6:2.

Tommy Robredo / Fot. Piotr DrozdowiczUbiegłoroczny triumfator sopockiego turnieju Orange Prokom Open, Hiszpan Tommy Robredo, miał pozornie łatwe zadanie - wygrać z 30-letnim rodakiem Oscarem Hernandezem, 86. w rankingu ATP. Ku zdumieniu (wreszcie) licznie zgromadzonej publiczności, przegrał pierwszy set 4:6. Oklaski zagrzewające do lepszej gry pomogły i następne dwa sety kończyły się na jego korzyść (6:2 6:2), choć poszczególne gemy były długie i zacięte. Dzięki temu kibice mogli podziwiać piękno hiszpańskiego tenisa: akcje, podczas których piłeczka czasem nawet ponad 20 razy przelatywała nad siatką, niezbyt mocne odbicia, ślizganie się po Juan Monaco / Fot. Piotr Drozdowicznawierzchni kortu. Robredo nie zawiódł i nie sprawił niespodzianki swoją porażką. Dziś spotka się z Argentyńczykiem Juanem Monaco (nr 3 w turnieju), który w swoim ćwierćfinale pokonał Hiszpana Grannolersa 6:4 6:3. Mecz rozgrywano na bocznym korcie, lecz także i tam trybuny były niemal całkowicie zapełnione.

Niektórzy z ćwierćfinalistów rozegrali w piątek aż dwa mecze: w singlu i w deblu. W rywalizacji deblowej pewne zwycięstwo odniosła para Dawidienko/Schukin, gromiąc przeciwników (Hernandez/Montanes) 6:2 6:1. O ile Nikołaj sprawiał wrażenie niezmęczonego zakończonym kilka godzin wcześniej pojedynkiem, o tyle Hiszpan Hernandez opadł z sił i razem z kolegą nie stanowili żadnego zagrożenia dla Rosjan.

Fyrstenberg, Matkowski / Fot. Piotr DrozdowiczZgoła inny przebieg miał mecz dnia: najlepszy polski debel stanął naprzeciw Grannolersa i Ventury. Po dwóch łatwych spotkaniach Fyrstenberg i Matkowski stanęli przed trudniejszym zadaniem. W pierwszym secie przy siatce skutecznie grali... Hiszpanie i to oni prowadzili 6:2. W drugiej partii Polacy błyskawicznie wyrównali stan setów, bombardując rywali potężnymi serwisami, po których od razu następowały agresywne woleje. W supertiebreaku wykorzystali dopiero trzecią piłkę meczową i w sobotnim finale zagrają z Dawidienką i Schukinem.

Wyniki piątkowych meczów:
singiel:
Fognini - Canas 7:5 7:5
Dawidienko - Koroliew 6:4 6:2
Robredo - Hernandez 4:6 6:4 6:2
Monaco - Grannolers 6:4 6:3
debel:
Fyrstenberg / Matkowski - Grannolers / Ventura 2:6 6:1 10:8
Dawidienko / Schukin - Hernandez / Montanes 6:2 6:1

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.