Facebook Google+ Twitter

Orange Warsaw Open: Zwycięstwo Nikołaja Dawidienki

W finale warszawskiego turnieju tenisowego ATP, ubiegłoroczny zwycięzca sopockiego Orange Prokom Open, Tommy Robredo spotkał się z triumfatorem sprzed dwóch lat, Nikołajem Dawidienką.

Dotychczasowy bilans spotkań obu tenisistów jest bardziej korzystny dla Rosjanina. Z sześciu meczów, które ze sobą zagrali, wygrał cztery. Jednak ich ostatni pojedynek, miesiąc temu w turnieju w Rzymie zakończył się zwycięstwem Hiszpana. Wczoraj nadarzyła się okazja do rewanżu.

Spektakl jednego aktora


Dawidienko. / Fot. Maria KuźniarFinał rozpoczął się pomyślnie dla Dawidienki. Spokojnie wygrał gema przy własnym podaniu, a następnie bez większego problemu przełamał serwis Hiszpana. Robredo nie prezentował się tak dobrze, jak w sobotnim półfinale przeciwko Juanowi Monaco. Jego nieprecyzyjne uderzenia z głębi kortu przeplatały się z dokładnymi zagraniami Nikołaja, dzięki czemu przewaga czwartego zawodnika rankingu ATP szybko rosła.

Tommy popełniał proste, niewymuszone przez rywala błędy. W poprzednich rundach zaskakująco często, jak na hiszpańskiego tenisistę, ruszał do siatki i kończył akcje efektownymi wolejami. Wczoraj atakował znacznie rzadziej, między innymi dlatego, że przeciwnik uniemożliwiał mu to, posyłając długie piłki tuż pod końcową linię. Hiszpan, zepchnięty do defensywy, bronił się najlepiej, jak potrafił, ale przeważnie wymiana kończyła się na jego niekorzyść.

Kiedy tylko Dawidienko zagrał nieco krótszą piłkę, Robredo natychmiast to wykorzystywał i przechodził do ofensywy. Niestety, nie miał ku temu zbyt wielu okazji. Wprawdzie zdołał wygrać trzeciego W przerwach między gemami oczy kibiców spoglądały na wypełnioną trybunę z darmowymi miejscami dla VIP-ów. / Fot. Maria Kuźniargema, ale zaraz potem inicjatywę ponownie przejął Nikołaj. W tym meczu to właśnie Rosjanin „rozdawał karty”, zmuszając Tommy’ego do nieustannej pogoni za piłeczką. Robredo, świetnie poruszając się po korcie, dobiegał do większości zagrań, ale nie był w stanie skutecznie na nie odpowiedzieć. Przy stanie 4:1 dla Dawidienki rozpoczęła się walka o doprowadzenie do wyrównania. Intensywny doping publiczności pomógł Hiszpanowi podnieść poziom swojej gry i zminimalizować liczbę nieudanych zagrań. Kilka tysięcy kibiców na trybunach z pewnością chciało, żeby ten mecz nie skończył się szybko. Wynik 4:3 dał im nadzieje na oglądanie wyrównanego, długiego pojedynku. Ale Nikołaj pozbawił ich złudzeń. Trafiał idealnie w linie boczne, a coraz bardziej zmęczony przeciwnik był właściwie bez szans do dobiegnięcie do mocnych zagrań, nie mówiąc o przebiciu ich na drugą stronę kortu. Po 40 minutach było już 6:3. Najwyżej rozstawiony tenisista turnieju wykorzystał (po heroicznej obronie Robredo) drugą piłkę setową.

40:0 i…


Początek drugiego seta przeraził fanów Hiszpana. Jego przeciwnik w swoim gemie serwisowym doszedł do stanu 40:0 i wydawało się, że znów będzie to, używając terminologii piłkarskiej, mecz do jednej bramki. Nastąpiła jednak równowaga i cień szansy na przełamanie serwisu. Cień zniknął po dwóch krótkich akcjach Rosjanina. W drugim gemie raz jeszcze było 40:0, tym razem dla Robredo. Publiczność (która wyraźnie bardziej sprzyjała Tommy’emu niż Nikołajowi) nagrodziła owacją gem wygrany przez niego „na sucho”.

Walka nabiera rumieńców


Zrobiło się ciekawie, mecz stał się bardziej emocjonujący. Trzeci gem trwał aż dziesięć minut i wypełniony był zarówno pięknymi zagraniami, jak i prostymi błędami z obu stron. Hiszpan dobiegał do dobrze granych skrótów, niemal w ostatniej chwili wślizgiwał się pod piłkę i odbijał ją, zdobywając punkty. Po każdej krótszej piłce rywala natychmiast atakował przy siatce. Dawidienko natomiast m.in. zepsuł niezbyt trudny smecz. Rzucił rakietą w kort ze złości, co należy do rzadkości w jego zazwyczaj spokojnym zachowaniu. Pomimo walki Robredo przegrał gema, nie wykorzystując okazji do przełamania, a to wpłynęło negatywnie na dalszy przebieg spotkania.

Festiwal błędów


Piłka w siatkę, piłka na aut... Tym razem Tommy dał upust złości, krzycząc i rzucając rakietą. Nie odnosił również sukcesów w dłuższych wymianach. Przewaga przeciwnika rosła. Jak nie przebić powoli lecącej piłki na drugą stronę kortu, stojąc przy samej siatce ? Miesiąc temu tej sztuki dokonała na „Warszawiance” Kuzniecowa (zobacz). Wczoraj jej wyczyn powtórzył Tommy – chciał delikatnie przebić piłkę tuż za siatkę, ale dotknął jej rakietą zbyt lekko.

Smutny po porażce Tommy Robredo. / Fot. Maria Kuźniar

Zmiana rakiety


Przy stanie 4:2 Robredo zmienił rakietę. Zmiana prawie pomogła. Prawie wygrał gema. Prawie. Kiedy Dawidienko popełnił podwójny błąd serwisowy, pojawiły się dwie okazje na przełamanie jego podania. Walka na korcie wzbudzała gorący aplauz widowni, ale za każdym razem minimalnie lepszy okazywał się Rosjanin. Wygrał cztery punkty z rzędu. Hiszpan utrzymał swój serwis, na tablicy widniał wynik 5:3. I, jak się okazało, to Pomeczowa zabawa : kto złapie piłeczkę, dostaje telefon komórkowy. / Fot. Piotr Drozdowiczbył ostatni jego wygrany gem w finale. Po godzinie i 35 minutach precyzyjny smecz Dawidienki zakończył finał turnieju Orange Warsaw Open.

Wynik finału:
Nikołaj Dawidienko - Tommy Robredo 6:3 6:3

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

wg mnie finał był nudny, mogło być lepiej... ale jak najbardziej + za relacje :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.