
Koneserem muzyki, czy fanatyczną wyznawczynią jakiegoś gatunku muzycznego nie jestem, ale życia bez muzyki sobie nie wyobrażam. Okazję do obcowania z nią mam tylko w samochodzie, stojąc w korku w drodze do pracy. Jak skazaniec uwięziony między setkami innych skazańców nie mam wyjścia, muszę się czymś zająć.
Na większość ciekawych zjawisk muzycznych natykam się przypadkiem, banalnie zmieniając stacje radiowe. Tak było z muzyką System of a Down, którego wokalistą jest bohater wczorajszego wieczoru w Stodole - Serj Tankian.
Stacja Roxy Fm jakieś 2 lata temu lansowała utwór „Lost in Hollywood”. Zauroczył mnie kompletnie, do tego stopnia, że posunęłam się do wyszukania w internecie co to za muzyka, co to za zespół, co to z płyta i tak dźwięki z „Mezmerize” stały się wiodącymi dźwiękami, które towarzyszyły mi w dalekiej podróży samochodem. Zastępowały mi red bulla.
Od czasu zakupu płyty solowej Serja „Elect the Dead”, to jego piosenki rozładowują u mnie – nazwijmy to na użytek tego artykułu – napięcie. Na koncert 11 kwietnia do Stodoły szłam bez szczególnych oczekiwań jednak i bez entuzjazmu, po wyjątkowo trudnym tygodniu. Szczerze mówiąc bardziej byłam nastawiona na kwartet smyczkowy i szybki sen niż na studenckie klimaty Stodoły. No, ale poszłam. Nie żałuję.
Przypomniałam sobie opary dymu w studenckim klubie i lepkie od brudu blaty barów, młodzieńców z długimi włosami i dziewczyny w glanach i hot dogi w miękkich bułkach. Dawne dzieje.
Koncert się opóźniał. Najpierw grał support, stanowczo za długo, pan dawał z siebie wszystko, ale przy tak marnym głosie zostało mu tylko szarpanie gitary, co podejrzewam potrafi, co bardziej muzycznie ambitny nastolatek grywający w garażu swojego domu. Potem długie oczekiwanie na gwiazdę wieczoru, duszno, opary potu, tak średnio przyjemnie, zastanawiałam się czy się wycofać. No, ale w końcu po 21 zaczął się...
Teatr jednego aktora41 - letni Serj Tankian wystąpił w asyście muzyków, któryzy nazywają się Chaos, lecz wbrew nazwie grali nadzwyczaj równo i składnie. Panowie przybrani byli w czarne cylindry. Serj pojawił się na scenie w cylindrze białym i białej koszuli. Tak prezentował się publice przez cały koncert.
Obecność na scenie Serja to sprawa dość nietypowa dla gatunku muzycznego, który reprezentuje. Artysta ma w ofercie coś więcej niż tłuste, długie włosy i spoconą koszulkę z gotyckimi napisami. Widać, że lubi się popisywać. Śpiewając wyciąga rękę w teatralnym geście, robi miny, czaruje sobą publiczność. Ze świetnym skutkiem zresztą. Przestałam na palcach cały koncert, żeby się mu poprzyglądać. A Serj po ścięciu sprężynkowatych loków, z krzaczastymi brwiami układającymi się w charakterystyczną minę wyrażającą zdziwienie, wyglądał nad wyraz atrakcyjnie, jak na mój gust. Wypowiadał do publiczności słowa, które ocierały się o kicz. Mówił, np., że...
„Muzyka jest energią z kosmosu i płynie teraz przeze mnie do Was.”Ale można mu było wybaczyć, bo te patetyczne wstawki robiły klimat całemu show i dzięki temu nie był on nudny. Zresztą ta muzyka też ma w sobie elementy patosu. Serj śpiewając uwzniośla swoje przesłania do ludzi, teatralne gesty te wymowę wspomagają. Co lubię w utworach Serija to spokojne, ciche, melodyjne intro i późniejszy łomot perkusji i gitar, lubię element zaskoczenia i zmiany nastrojów.
Na szczęście moje ulubione kawałki artysta zaśpiewał na początku, kiedy byłam jeszcze w stanie sobie poskakać. Publiczność odśpiewała całe teksty „Empty Walls” oraz „Lie Lie Lie”, i ja także, zwłaszcza fragment „My baby, my baby, let me now, because you love me” i potem w refrenie: lalalallalalalala. Domyślam się, że ta piosenka to pastisz takich plastikowych popowych piosenek o miłości. Utwór ten Serj śpiewa charkterystycznym piskliwym głosem.
Zresztą jego głos to najlepszy instrument na tym koncercie, i na płycie też. Coś wyjątkowego. Rzewny, o różnej skali, mocny. Do tego świetna dykcja. Serj jest jednym z nielicznych artystów, których słuchałam na koncertach i wiedziałam od początku do końca, o czym mówi. Wypowiada bowiem słowa bardzo wyraźnie, z pięknym akcentem, trochę wschodnim. W Stanach mieszka od 7 roku życia i coś mu z ojczystego akcentu pozostało.
Politycznie zaangażowanyJuż w piosenkach System of a Down nietrudno dostrzec akcenty polityczne. Przeważnie jest mowa o pieniądzach, o blichtrze, o wojnie, o obecnym amerykańskim prezydencie. Tym razem Serj też dał wyraz temu, że jeśli idzie o sprawy polskie ignorantem nie jest. Powspominał "Solidarność", stwierdził, że nas podziwia za opór wobec ZSRR, że on jako Ormianin wie, jak to jest mieć Rosję za hegemona, no i poznęcał się nad Georgem W. Bushem. I zaśpiewał na bis. A potem jakiś fan wdarł się na scenę i wyciskał artystę i nawet wycałował, z czego Serj nie wydawał się być niezadowolony i kiedy ochrona z fanem się uporała, stwierdził, że tego typu zachowania to dla niego najlepsza zapłata.
A potem wszyscy rozeszli się ukontentowani. Z koncertu Rihanny na Torwarze wyszłam jak z herbatki u cioci, znietknięta fizjologią. Po tym koncercie byłam od potu mokra. Ale warto było:)