Facebook Google+ Twitter

Ormiański przyjaciel z Sewanu

Wybieram się do Sewanu, górskiego jeziora w Armenii. Noc spędzam u przypadkiem spotkanego mężczyzny, na którym ciąży trauma wydarzeń sprzed prawie 20 lat.

Plaża / Fot. Michał WójtowiczPo dwóch dniach w bijącym rekordy upałów Erewaniu mam dość. Biorę przykład z mieszkańców stolicy i w poszukiwaniu niższych temperatur udaję się nad położony na wysokości 2000 m n.p.m. Sewan, czyli armeńskie "morze", atak naprawdę zajmujące 5 proc. powierzchni kraju górskie jezioro, które rekompensuje Armenii brak dostępu do prawdziwego morza.

Wizytę w Sewanie zaczynam od poszukiwania noclegu. Niestety, liczne domki wczasowe wpisują się w postradziecki standard, oferując kiepskie warunki za wysoką cenę. Na szczęście zawsze mogę skorzystać z namiotu. Wędrując wzdłuż plaży, trafiam do hotelu, przed którym stoi znak z wymalowanym polem kempingowym. Co prawda, nie widzę żadnego w okolicy, ale nic nie szkodzi spytać. Trafiam do kierownika, który upewnia się, że podróżuję sam i przyjechałem nad Sewan tylko na jedną noc, po czym pozwala mi się za darmo rozbić przy jednym z budynków. Radzi jednak bym najpierw udał się nad jezioro, a jeśli nie znajdę tam odpowiedniego miejsca, to zawsze mogę wrócić do hotelu.

Czytaj także: Sewan - duma Ormian

Zakładam plecak i z całym dobytkiem ruszam na plażę. Woda jest chłodna i czysta. Po kąpieli myślę nad planem na resztę dnia. Wokół mnie jest kilka plaż, hoteli i barów, czyli nic, co by mnie interesowało. Przez chwilę rozważam powrót do Erewania. Przypominam sobie jednak rozpalone ulice tego milionowego miasta i postanawiam odpocząć jeden dzień nad rześkim Sewanem.

Rok 1991


Wyjmuję z plecaka karimatę i rozkładam się na ocienionej części plaży. Pół godziny później zauważam, że koło mnie kręci się pięćdziesięcioletni, wysportowany mężczyzna, który wyraźnie jest czymś zainteresowany. W końcu podchodzi do mnie i pyta się o materiał, na którym leżę. Wstaję z ziemi, zachęcam go, żeby dotknął karimaty i wyjaśniam do czego ona służy.

Mężczyzna zaspokaja swoją ciekawość i zaczyna opowiadać o sobie. Ma na imię Surik, na stałe mieszka z rodziną w Erewaniu, a latem przyjeżdża sam nad Sewan. Oprócz tego dużo czyta i gdy słyszy, że jestem z Polski, chwali się znajomością Henryka Sienkiewicza.

Pytam się Surika o dobre miejsce na rozbicie namiotu. Mężczyzna cieszy się, że może mi pomóc i prowadzi mnie na polanę, która już wcześniej wpadła mi w oko. Na miejscu zachęca żebym szybko się rozbił, bo za chwilę mogą się tu zjawić inni wczasowicze. Jest dopiero południe, więc najwyraźniej nie zrozumiał, że szukam miejsca na nocleg, a nie na plażowanie. Widzę jednak, że bardzo chce mi pomóc, dlatego, żeby sprawić mu przyjemność wyjmuję namiot i zaczynam go rozkładać. Mężczyzna bierze ode mnie część rzeczy i z przejęciem oznajmia, że nigdy wcześniej nie rozbijał namiotu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.