Facebook Google+ Twitter

Oscarowa noc. Czy "Spadkobiercy" otrzymają statuetkę?

„Spadkobiercy” dziedziczą zarówno pokrzepiający przekaz produkcji familijnych, jak i wdzięk kina drogi. Adaptacja powieści Kaui Hart Hemmings z Georgem Clooneyem w roli głównej to laureat kilku Złotych Globów i jeden z głównych kandydatów do Oscarów.

 / Fot. Plakat promujący filmPo kończącym się śpiączką wypadku żony, Matt King, członek tzw. trustu posiadającego wielkie posiadłości na Hawajach decyduje się na zmiany w swoim życiu. Do tej pory, zajmując się zarządzaniem, tracił kontakt ze swoimi dorastającymi córkami. Tragedia rodzinna jest dla niego paradoksalnie dobrą okazją do tego, by powrócić do roli ojca. Przed Mattem stoją trzy wyzwania: Po pierwsze - zmierzenie się z problemem, czy odciąć małżonkę od urządzeń sztucznie podtrzymujących ją przy życiu. Po drugie - rozliczenie się z przeszłością - Matt odkrywa dzięki córce, że żona od dłuższego czasu zdradzała go z nieznanym nikomu mężczyzną. Po trzecie - zadecydowanie o losach dużej części hawajskiej wyspy - czy przeznaczyć ją na budowę ekskluzywnego pensjonatu, czy pozostawić ją samą sobie.

Za każdym razem Matt musi zastanowić się co lepsze: czy natura, czy wytwory kultury. Sztucznie przedłużane życie, sztucznie atrakcyjny pensjonat, czy sztuczna rodzina w której żył. Matt zdejmie krawat i przez dłuższy czas filmu będzie paradował w hawajskiej (a jakże) koszuli i w sandałach, przez co Clooney grający bohatera odejdzie od wizerunku przystojniaka z magazynu (a propos plakatu równoległego filmu "Idy marcowe"). Jego poszukiwaniom towarzyszyć będzie starsza córka i jej irytujący chłopak.

Jeżeli powiedziałbym, że tematyka filmu jest odkrywcza, skłamałbym. Odkrywczy może być co najwyżej sposób opowiadania - postawienie na autentycznych bohaterów. Córki podejmują więcej decyzji niż sam Matt. Wspomniany dosyć prosty i denerwujący chłopaczek przypomina Nelsona lub Barta z "Simpsonów". Teść Matta to twardziel odchodzący na bok, by nikt nie dostrzegł łez w jego oczach. Wreszcie kochanek żony okaże się zwykłym przeciętniakiem, co wytrąci Matta ze złowrogich względem niego zamiarów.

Reżyser, Alexander Payne to piewca amerykańskich bezdroży. Obecnie prowincja amerykańska jest domeną kina alternatywnego a’la "Dróżnik", czy filmy z Sundance, ale należy pamiętać, że przecież kino jako takie wykluło się z opisywania bezdroży. Najbardziej amerykański z filmowych gatunków – western nie opisywał wszak wielkich miast, ale zapadłe prowincje w których wiatr hula po prerii przetaczając przez ekran teksańskie krzaczki. W ostatnim czasie jednak w Ameryce kino rozrywkowe uciekło ze wsi do miasta, sam western chwilowo znów zapadł w drzemkę, ale na prowincję powracają autorzy ambitnych dramatów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.