Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

52980 miejsce

Oscary 2007: Ameryka otwiera granice

Ogłoszone w Hollywood oscarowe nominacje wskazują na pewien zwrot i otwarcie Amerykańskiej Akademii Filmowej na twórców zagranicznych.

fot. AKPANajbardziej rzuca się w oczy grono aktorek rywalizujących o tytuł najlepszej. Są wśród nich trzy Brytyjki: Hellen Mirren, Judi Dench i Kate Winslet, a także Hiszpanka Penelope Cruz. Uzupełnia je jedyna tu Amerykanka - Meryl Streep.

W kategorii aktorka drugoplanowa sytuacja jest podobna, bo nominowane są chociażby znane z „Babel” Adriana Barraza z Meksyku i Rinko Kikuchi z Japonii.

O miano najlepszego reżysera zawalczy Meksykanin Alejandro Gonzalez Inarittu, sporo nominacji otrzymał także obraz „Pan’s Labyrinth”, nakręcony przez jego rodaka Guillermo del Toro. Czy nominacje dla Latynosów to uznanie dla nich czy tylko poprawność polityczna?W tym przypadku najprawdopodobniej uznanie, choć wcześniej bywało różnie.

Warto też zauważyć sporą liczbę nominacji dla czarnoskórych (głównie w kategoriach aktorskich). Wśród nich są m.in. Forest Whitaker, Will Smith czy występujący w „Krwawym Diamencie” Djimon Hounsou.

Najlepszym filmem może zostać „Babel” (współtworzony przez meksykańskich filmowców), Listy z Iwo Jimy" (współtwórcy z Japonii) czy brytyjska „Królowa”.

O czym to może świadczyć? Czy o braku kreatywności amerykańskich twórców filmowych? Za wcześnie orzekać w tej sprawie, jednak znamienne jest, że od kilku lat najlepszym reżyserem roku nie zostaje jakaś nowa (co ważne, amerykańska) postać hollywoodzkiej fabryki. Ostatnio wygrał Tajlandczyk Ang Lee, wcześniej nestor kina Clint Eastwood, Nowozelandczyk Peter Jackson czy Polak Roman Polański. To może wzbudzać zaniepokojenie wśród entuzjastów kina w USA.

W tym roku najwięcej szans na statuetkę otrzymał musical „Dreamgirls”, jednak nie będzie on walczył o tytuł najlepszego obrazu. Zadziwia mała ilość nominacji dla filmów o tragedii 11 września, choć wybór Paula Greengrassa wśród reżyserów według mnie jest jak najbardziej zasłużony.

Zaskoczeniem jest też brak nominacji dla „Volver”, czy przede wszystkim nowego filmu Zhanga Yimou (twórcy „Domu latających sztyletów”) dla filmu nieanglojęzycznego.

Warto jeszcze zaznaczyć, że znów naprzeciw siebie staną Martin Scorsese i wspomniany Eastwood. Rywalizację przed dwu laty wygrał ten drugi, którego „Za wszelką cenę” pokonało „Aviatora”. Teraz werdykt raczej będzie odwrotny - najlepszym reżyserem powinien w końcu zostać Scorsese. A to będzie w końcu oznaczać Oscara dla Amerykanina (choć włoskiego pochodzenia). Zresztą Oscara jak najbardziej zasłużonego, bo nowojorski artysta od lat jest mistrzem, jeśli idzie o prowadzenie fabuły i kierowanie dramaturgią. A ostatni jego film „Infiltracja”, tę opinię zdecydowanie potwierdza.

Co z innymi faworytami? Wśród aktorek zdecydowanie jest to Hellen Mirren (fantastycznie zagrana brytyjska monarchini w “Królowej”). Wspomnianemu Whitakerowi może chyba zagrozić tylko Peter O’Toole (niestety nie potrafię ocenić tych ról, bo obrazy z ich udziałem jeszcze nie miały polskiej premiery). Wśród filmów raczej zwycięży „Babel”, wielowątkowa, świetnie poprowadzona, choć trochę przeintelektualizowana opowieść, której akcja dzieje się na trzech kontynentach, w trzech różnych kulturach. I reżyserowi udało się pokazać te charakterystyczne kultury (Meksyk, Japonia, Maroko). Uhonorowany nagrodą Europejskiej Akademii Filmowej za najlepszy film ubiegłego roku „Życie na podsłuchu” ma największe szanse na tytuł w kategorii obrazu nieanglojęzycznego.

Wśród kandydatek na najlepszą piosenkę są aż trzy przedstawicielki „Dreamgirls” i niespodzianką będzie, jeśli któraś z nich nie otrzyma statuetki. Osobiście stawiam na Beyonce.



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.