Facebook Google+ Twitter

Oscary 2010. Wojna na dźwięki

Nie tylko aktor, scenariusz i scenograf tworzą Najlepszy Film. Za klimat w znacznej mierze odpowiada również muzka. Któremu z kompozytorów przypadkie dziś w nocy Oscar?

Oscary 2010
Muzyka - nominacje:

James Horner – “Avatar”
Alexandre Desplat – “The Fantastic Mr. Fox” (“Fantastyczny Pan Lis”)
Marco Beltrami, Buck Sanders – “The Hurt Locker” (“The Hurt Locker. W pułapce wojny”)
Hans Zimmer – „Sherlock Holmes“
Michael Giacchino – “Up” (“Odlot”)


To już dziś. Ta Noc. Gawiedź szaleje, krytycy z nerwów obgryzają pióra, gwiazdy zamykają się na długie godziny na kąpiele błotne dla urody a Steve Martin ćwiczy przed lustrem szarmanckie uśmiechy. Wszyscy zadają sobie pytania: Cameron czy Bieglow? Clooney czy może Renner? A dla mnie najbardziej interesującym pytaniem jest: kto dostanie Oscara za najlepszą muzykę?

Muzyka filmowa to worek bez dna – wielki melanż gatunków, od Archive przez Kilara aż do pianistów przygrywających Chaplinowi. Zespoły małe i wielkie, nazwiska lubiane i przeklinane a ponad nimi wszystkimi kompozytorzy, którzy nierzadko decydują o sukcesie czy porażce filmu.

W boju o Nagrodę Akademii liczą się w tym roku przede wszystkim trzej kompozytorzy: James Horner, Hans Zimmer i Michael Giacchino, przy czym ten ostatni dostał już Złotego Globa za muzykę do „Odlotu”. Każdy z nominowanych ma potencjalnie równe szanse, ale jakoś te trzy propozycje wydają mi się równiejsze w tym starciu.

 / Fot. Okładka płytyZacznijmy od Jamesa Hornera – między innymi dzięki niemu „Avatar” dostał aż 9 nominacji. „Avatar”, jak wszystkim wiadomo, to historia od początku do końca science fiction, osadzona w przepięknym, bajecznym świecie, gdzie żyją niesamowite zwierzęta, tubylcy są niebiescy a góry latają w powietrzu. Jaka do tego muzyka? Dokładnie taka, jaką James Horner stworzył.

Ścieżkę dźwiękową otwiera piękny, spokojny, kobiecy głos, napięcie budują bębny, w tle chóry, i tak to rozrasta się do pełnej orkiestry. Ciarki po plecach przechodzą i nie trzeba do tego oglądać filmu. Ten soundtrack ma dwie wady. Pierwsza, to dynamiczne „popadanie w skrajności”. Jest albo tak cicho, że ledwo co słychać albo tak głośno, że okna drżą. Takiej muzyki najlepiej słuchać w zaciszu domowej sali z dziesięcioma głośnikami, bo przy mp3 zaczynają się problemy.

Drugi minus jest znacznie poważniejszy – James Horner zdublował kilka motywów, które wykorzystał już, pisząc muzykę do „Troi” (2004). Oczywiście najlepsi kompozytorzy miewają swoje ulubione motywy, ale mnie takie zabiegi drażnią, nawet, jeśli da się je wytłumaczyć „charakterystycznym stylem”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.