Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

111256 miejsce

Osiedlowe getta

Nie interesuje ich życie poza tym ,które toczy się u nich na osiedlu. Młodzi ludzie z dużych miast, przyszłość narodu, nie wyruszają dalej niż poza teren swojego blokowiska.

Jedno z warszawskich osiedli, weekend, wieczór, piękna pogoda. Na ławkach przed blokami mnóstwo młodych ludzi. Popijają piwko, popalają, generalnie wyglądają na zadowolonych. Dziwi tylko fakt, że dla tych ludzi, to jest cały ich świat. Jeśli chodzi o przekrój wiekowy, to rozciąga się od 16 lat do prawie 40. Część z nich chodzi do szkoły, część pracuje, a inni kombinują, jak to w życiu.

Problem polega na tym, że ci "blokersi" będąc mieszkańcami stolicy, czują się z nią oczywiście związani w jakiś znany tylko sobie sposób, ale zupełnie nie interesują ich wydarzenia kulturalne, wernisaże, koncerty czy inne formy rozrywki jakie zapewnia im miasto. Na pytanie, czy widzieli nowy sklep czy klub w centrum, odpowiedź brzmi: "Nie bywam w centrum. Nie mam po co tam jeździć". Ich "pole działania" ogranicza się do jednego (mniejszego lub większego) osiedla i ewentualnie miejsca pracy, szkoły. Ci młodzi ludzie sami wybrali taką drogę, a przykład takiego swego rodzaju wyobcowania, będą przekazywać następnym pokoleniom.

Ironia polega na tym, że osoby spoza stolicy, mają większą chęć jej poznania. Interesują się wszelkimi przedsięwzięciami, czy imprezami organizowanymi przez miasto. "Bywają" w różnych miejscach, nie ograniczają się do znanych tylko miejsc. Warszawa, to wbrew niektórym opiniom, ładne i ciekawe miasto, z historią i z charakterem. Warto je poznać, by móc docenić jego walory, a tym samym czuć się jeszcze bardziej z nim związanym.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Wg "Encyklopedii głupoty" Matthijsa Van Boxsela, istnieje coś takiego jak paradoks Amsterdamczyka (przytaczam z głowy, czyli z niczego). Wszyscy przyjezdni prześcigają się w przyswajaniu informacji na temat Amsterdamu, aby wykazać się w towarzystwie, że są prawdziwymi amsterdamczykami, a nie przyjezdnymi. Natomiast rdzenni mieszkańcy są kompletnie obojętni na temat swojego miasta i ignorują takie "zawody" gdyż nie muszą nikomu nic udowadniać. Pytanie brzmi, kto jest rzeczywiście prawdziwym Amsterdamczykiem, ten kto aktywnie uczestniczy w jego życiu, zgłębia jego historię, czy ten, kto się tam jedynie urodził? Czy chcąc być prawdziwym amsterdamczykiem wypadałoby upodobnić się do jego rdzennych mieszkańców, czyli jak najmniej wiedzieć o tym mieście? Czy takim razie każdy z nas może się za takiego uważać?
W Paryżu, nieopodal którego aktualnie mieszkam, poznałem 22-letnią dziewczynę urodzoną tutaj i mieszkającą całe życie. Zapytana, czy była na Wieży Eiffela, odpowiadziała, że nie - to jest dla turystów, jest tam za tłoczno i nie chce się jej stać w kolejkach.
Ale po co szukać tak daleko. Mój rodzinny Koszalin leży 20km od morza. Marzenie całej rodziny i znajomych z południa Polski. Ja bywam na plaży góra 2 razy do roku. I to najczęściej zimą!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.