Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

106311 miejsce

Oskarżyciel popełnia błędy, a podatnik płaci miliony

Prokuratorzy popełniają coraz więcej błędów. A sądy według "Gazety Wyborczej" orzekają, co roku odszkodowania za bezprawne pozbawienie wolności. Za pomyłki płacą podatnicy. Zgodnie z prawem, powinni płacić konkretni policjanci, prokuratorzy lub sędziowie.

Z informacji Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że zadośćuczynienia za niesłuszne skazanie, aresztowanie, zatrzymanie, kosztują skarb państwa co roku więcej, i w 2011 było to aż 13,5 mln złotych. Nie mamy wiedzy, jaka łączna kwota odszkodowań była w 2011 roku. Obowiązkiem prokuratury jest badanie, czy po wypłacie odszkodowania nie należałoby obciążyć konkretnego funkcjonariusza, który ponosi winę za niesłuszne pozbawienia wolności obywatela. Owszem, prokuratury to robią. Takich procesów było sądowych było pięć. To informacja Prokuratury Generalnej. Brakuje w niej istotnego drobiazgu: kiedy (rok), gdzie i na jaką kwotę stwierdzono zaniedbania procesowe.

Za niesłuszne zatrzymanie, oskarżenie i pozbawienie wolności, pozostaje obywatelowi na własną rękę, walka z "wiatrakami" w dochodzeniu prawdy i odszkodowania. Sprawa może ciągnąć się latami. Trzeba mieć na to żelazne zdrowie i dużą kupę pieniędzy. Polskatimes pokazuje zaledwie jeden taki przykład. Otóż Stanisław Mączkowski, przedsiębiorca spod Grodziska Wielkopolskiego, nie mając zrozumienia dla swoich dowodów w sądach w kraju, pozwał Polskę do Strasburga. Prawie siedem lat musiał udowadniać swoją niewinność. Oskarżany został przez prokuraturę o kradzież... własnych pieniędzy. Traktowany jak przestępca – pisze polskatimes.pl - stracił dobrą reputację, a walka o sprawiedliwość pochłonęła jego oszczędności.

Mówi, że to był dla niego prawdziwy koszmar. Nigdy nie przypuszczał, że trafić na ławę oskarżonych. Zapewnia, iż zawsze był i jest uczciwym człowiekiem. A zrobiono z niego z dnia na dzień pospolitego przestępcę. Pozbawiono godności i upokorzono. Nawet po uniewinnieniu, wciąż nie ma zrozumienia ze strony władz organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości.

Polskatimes przypomina, że Stanisław Mączkowski, przed blisko siedmiu laty był przedsiębiorcą - pomysłodawcą i współzałożycielem spółki, która w latach 90. XX wieku należała do grupy regionalnych potentatów w imporcie słodyczy. Wszystko skończyło się, gdy zapadła w ciężką chorobę jego żona. Wtedy on zajął się żoną, a nim – policja i prokuratura. Zaczęły narastać kłopoty rodzinne i biznesowe. Padł ofiarą podejrzenia, że podczas opieki nad śmiertelnie chorą żoną, w firmie stworzono tzw. lewą kasę, do rozliczania lewych, czyli ukrytych dochodów. I tak potoczyła się lawina.

Rozpoczął się konkurs Dziennikarz obywatelski 2011 Roku.
Zgłoś swój materiał! Zostań najlepszym dziennikarzem 2011 roku. Wygraj jedną z ośmiu zagranicznych wycieczek.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

A czy nie pomyślano o tym, że celowe zagrania i wyłudzanie kapitałów ze skarbu państwa?! Kiedy wreszcie nieudacznicy i kombinatorzy zaczną odpowiadać za swoje czyny?! Ta profesja i jej spokrewnione "siostry" są szczelnie zamknięte w jednym mafijnym kręgu. Normalny obywatel nie ma tam wstępu, bo koryto jest zbyt małe a profity zbyt duże.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.