Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

41037 miejsce

Osobliwości kultury i promocji miasta w Gliwicach

W Gliwicach obywatelska troska o zieleń miejską to niebezpieczne zajęcie - grozi pobiciem albo skutkuje… urzędowym donosem na ekologa do jego pracodawcy. Pobiciem grożą pracownicy MZUK, a donosy pisze Wydział Kultury i Promocji Miasta.

Andrzej Pieczyrak i ja, małżeństwo biologów, od dawna prowadzimy w Gliwicach kampanię na rzecz ochrony miejskiego drzewostanu. Do naszej akcji przyłącza się coraz więcej gliwiczan zaniepokojonych masowymi wycinkami, wspomagają nas gliwickie stowarzyszenia i zwykli ludzie, którzy alarmują o kolejnych akcjach pilarzy. Robimy więc dokumentację zdjęciową z wycinek i przypadków nieprawidłowej pielęgnacji. Apelujemy o ochronę konserwatorską cennych okazów, o nasadzenia zastępcze, o odtwarzanie pasów ochronnej zieleni przydrożnej, o zaprzestanie ogławiania drzew. Pisaliśmy wnioski do prezydenta miasta, staraliśmy się nagłaśniać problem w lokalnej prasie i w naszym własnym Niezależnym Serwisie Informacyjnym Gliwice, a także w Wiadomościach24.pl. Nasze działania z ostatnich trzech lat można podsumować kolokwialnym określeniem - jak grochem o ścianę.

Dialog ze społeczeństwem za pomocą tuby


Ogłoszenie o przetargu na "pielęgnacyjną wycinkę" 1372 drzew w lesie komunalnym w Gliwicach. / Fot. ogłoszenie internetoweChociaż nie do końca, bo w odpowiedzi na nasze publikacje pojawia się zwykle riposta w MSI Gliwice - oficjalnej tubie propagandowej Urzędu Miasta. Z lektury tego pisma, które wydawane jest za nasze podatki, a którego łamy są zamknięte dla zwykłego obywatela dowiadujemy się wtedy, że „nie każdy powinien się widzieć w roli eksperta”. Ponadto, cierpimy zapewne na omamy wzrokowe, gdyż w Gliwicach co prawda wycina się drzewa, ale też sadzi się w zamian „tysiące sztuk”. Dokładniejsza analiza tych oficjalnych dementi oraz dokumentów MZUK wskazuje niestety, że te tysięczne „sztuki” to nie drzewa, tylko najpodlejsze krzaki ligustru, najtańszego krzewu żywopłotowego. Trudno także doszukać się w mieście tych pozostałych drzewek rzekomo posadzonych w zamian za wycięte okazy. I tutaj usłużnie oficjalne czynniki tłumaczą nam, że nie można posadzić drzew wszędzie tam, gdzie się je wycięło, bo… przeszkadzają. W zamian sadzi się podobno drzewa w lesie komunalnym. Cóż, z tego, kiedy ten las, zamiast być traktowany jako zielone płuca naszego przemysłowego miasta, jest w budżecie miejskim zwykłym przedsiębiorstwem produkcji drzewnej, gdzie odbywają się regularne zwózki drewna. Przetarg na „pielęgnację” lasu komunalnego opiewa m.in. na… wycinkę 1 372 szt. drzew i „zagospodarowanie pozyskanego drewna we własnym zakresie po zapłaceniu za pozyskane drewno (w cenie brutto 70,00 zł. /mp. niezależnie od sortymentu) w kasie MZUK lub przelewem”.
I cóż z tego, że dzięki wnikliwej analizie i naszej wiedzy biologicznej potrafimy zdemaskować propagandowe publikacje, kiedy w miasto idzie czytelny przekaz (wydawany w nakładzie 25 000 egzemplarzy): drzewa sadzimy, nie ogławiamy, a tylko jacyś malkontenci szukają dziury w całym.

Ekolog jak reporter wojenny


Korespondencja w sprawie groźby pobicia przez pracownika MZUK. / Fot. Andrzej PieczyrakMimo tej nierównowagi sił medialnych staramy się problem nagłaśniać jak najszerzej i jak najskuteczniej. Nie dajemy MZUK-owi spokoju i chcemy, aby decydenci wiedzieli, że jesteśmy w miejscu każdej wycinki i dokumentujemy nieprawidłowości. To niestety jest solą w oku naszych miłych włodarzy. Wygląda więc na to, że i oni wydali nam wojnę oraz… odpowiednie dyspozycje swoim podwładnym. Najpierw Andrzej, robiąc zdjęcia wycinki, został zwymyślany przez pilarza z MZUK-u, który groził mu pobiciem. Dlaczego? Ponieważ Andrzej „nie posiada zezwolenia MZUK na fotografowanie wycinek”. W odpowiedzi na swoją skargę do dyrektora MZUK, zamiast przeprosin otrzymał kuriozalną poradę: „w trosce o swoje bezpieczeństwo, ale również bezpieczeństwo pracowników MZUK i osób postronnych sugeruję więcej rozwagi i rozsądku w realizacji swoich ambicji zawodowych.” Niestety, pan dyrektor nie wyjaśnia, dlaczego fotografowanie drzew miałoby zagrażać bezpieczeństwu fotografa oraz pilarzy, ani jakie zawodowe ambicje realizuje Andrzej dokumentując wycinki.

Niedługo potem, kiedy fotografowałam ogłowione drzewa na terenie jednego z miejskich przedszkoli, zostałam wyproszona przez tamtejsze pracownice. Przypuszczam, że panie dostały odpowiednie dyspozycje, gdyż wykazały sporą determinację, aby nie dopuścić do wykonania dokumentacji zdjęciowej okaleczonych drzew.

Wydział kultury czy służby informacyjne?


Mój mail do radnych, władz miasta i prasy, który stał się podstawą donosu. / Fot. Katarzyna LisowskaTo jeszcze nie wszystko, cięższe działa zostały wytoczone 29 lutego. Tego dnia naczelnik Wydziału Kultury i Promocji Miasta uprzejmie doniósł mojemu pracodawcy, że „rozsyłam kłamliwe ulotki” z adresu mailowego mojej instytucji.

List, który stał się pretekstem donosu, skierowałam m.in. do radnych oraz do prezydenta miasta. Zawierał on krytyczne uwagi odnośnie ogławiania cennego przyrodniczo starodrzewu i link do galerii dokumentującej takie praktyki stosowane na terenach komunalnych. Pan naczelnik doskonale wie, i potrafię to bez trudu udowodnić, że wszystkie podane w tym liście fakty były prawdziwe (zdjęcia nie kłamią…). Zamiast odpowiedzieć na moje uwagi, Urząd Miasta wystosował pismo do mojej instytucji. Co ciekawe, pisma tego pan naczelnik nie skierował do mnie, ani nawet do mojej wiadomości.

Nie wiem jeszcze jak się odniosę do tego pomówienia i jak pan naczelnik ma zamiar udowodnić mi rzekome kłamstwo. Może udowodni mi fotomontaż na zdjęciach ogłowionych drzew? Albo cofnie urzędowe decyzje na wycinkę blisko 5 000 drzew wydane przez UM w 2007 roku, aby wykazać, że mijam się z prawdą podając takie liczby? Może odwoła decyzję o sprzedaży domu kultury w Żernikach, aby udowodnić, że miasto nie ogranicza wydatków na kulturę. A może odwoła przetargi na tzw. „pielęgnację” drzew aby wykazać, że miasto nie marnuje pieniędzy podatników na niepotrzebne i szkodliwe zabiegi?

Kto mija się z prawdą?


Pozyskiwanie drewna w lasach komunalnych w Gliwicach / Fot. Z. WędrychowiczJeżeli już ktoś mija się z prawdą, to nie ja, tylko pan naczelnik Wydziału Kultury i Promocji Miasta, który kilka tygodni temu, w liście do Nowin Gliwickich pisał kategorycznie: „MZUK nie ogławiał i nie ogławia drzew”, a w Miejskim Serwisie Informacyjnym: „Bywa niestety, że drzewa są okaleczane i z tym należy oczywiście walczyć. […] Osoby interesujące się tym tematem powinny zasięgnąć informacji do kogo należy teren z uszkodzonymi drzewami i żądać wyjaśnień czy nawet ukarania ewentualnych winowajców”. Święte słowa, panie naczelniku. Otóż uprzejmie informuję, że teren z uszkodzonymi drzewami należy do gminy Gliwice. Mam nadzieję, że posiadłszy taką wiedzę, włoży pan równie dużo wysiłku w ściganie winowajców, jak włożył pan dotąd w działania mające powstrzymać przedostanie się do mediów informacji o tym procederze.

Moja mała deklaracja niepodległości


Pan naczelnik może mieć satysfakcję, że muszę się wytłumaczyć przed moim pracodawcą z użycia firmowej skrzynki mailowej do wypełniania zadań nie związanych bezpośrednio z moim zakresem obowiązków. Obiecuję mu jednak solennie, że korzystając z prywatnej skrzynki mailowej będę interweniować w każdym podobnym przypadku, gdyż jako naukowiec i biolog poczuwam się do moralnego i obywatelskiego obowiązku, aby przeciwdziałać szkodom wyrządzanym środowisku . Jako obywatel mam też prawo i obowiązek informowania pochodzących z wyboru władz samorządowych, o zdarzeniach, które dotyczą mojego miasta i nie idą w zgodzie z poszanowaniem środowiska. I żaden Wydział Kultury i Promocji Miasta mi tego prawa nie odbierze.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

+ za tekst zgrabnie przedstawiający sprawę i konsekwencję w działaniu. Powodzenia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zauważyłem, że ręce Wladzy drżą gdy spoglądamy na nie uważnie. Bywa jednak że sięgają po pałę.
Często spaceruję z psem w lasku skąd pochodzi zamieszczona fotografia i mogę z cała odpowiedzialnością napisać, że wyrębem objęto głównie drzewa których drewno ma znaczenie gospodarcze. Dziesiątki wiatrołomów nikt nie usuwa, ponieważ takiej wartości już nie mają pozostając widocznym siedliskiem owadów i grzybów, w tym szkodliwych dla drzew. Park miejski to nie puszcza, a przemyśłane zabiegi pielęgnacyjne powinny służyć utrzymaniu go w dobrej kondycji przez możliwie długi okres czasu. Park miejski to nie las służący produkcji drewna a to właśnie zaobserwowałem. W tym "parciu na kasę" skończycie jak legendarny Midas, przy okazji niszcząc wszystko wokół siebie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawe co pan naczelnik Wydziału Kultury i Promocji Miasta zrobi teraz z wiedzą o okaleczanych drzewach i czy złoży odpowiedni donos ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Wydział Kultury i Promocji Miasta"...hmm...bez komentarza;-)

(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Powodzenia życzę, a za artykuł plus :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dzięki. Jesteśmy uparci i takie metody na pewno nas nie zniechęcą.
Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ za relacje z pola walki o nasze drzewa.
Trzeba mieć zezwolenie na fotografowanie wycinek -a to ci sobie wymyślili, śmiechu warte...

Komentarz został ukrytyrozwiń

bdb tekst. Podziwiam Wasz upór i konsekwencję. Niestety chwyty poniżej pasa i zbywanie rozmówcy to częste zagrywki urzędników, nie tylko w Gliwicach, którzy czują się jak udzielny pan na włościach.
Pozdrawiam Was serdecznie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.