Pozycja materiału w rankingach:
W Gliwicach obywatelska troska o zieleń miejską to niebezpieczne zajęcie - grozi pobiciem albo skutkuje… urzędowym donosem na ekologa do jego pracodawcy. Pobiciem grożą pracownicy MZUK, a donosy pisze Wydział Kultury i Promocji Miasta.
Chociaż nie do końca, bo w odpowiedzi na nasze publikacje pojawia się zwykle riposta w MSI Gliwice - oficjalnej tubie propagandowej Urzędu Miasta. Z lektury tego pisma, które wydawane jest za nasze podatki, a którego łamy są zamknięte dla zwykłego obywatela dowiadujemy się wtedy, że „nie każdy powinien się widzieć w roli eksperta”. Ponadto, cierpimy zapewne na omamy wzrokowe, gdyż w Gliwicach co prawda wycina się drzewa, ale też sadzi się w zamian „tysiące sztuk”. Dokładniejsza analiza tych oficjalnych dementi oraz dokumentów MZUK wskazuje niestety, że te tysięczne „sztuki” to nie drzewa, tylko najpodlejsze krzaki ligustru, najtańszego krzewu żywopłotowego. Trudno także doszukać się w mieście tych pozostałych drzewek rzekomo posadzonych w zamian za wycięte okazy. I tutaj usłużnie oficjalne czynniki tłumaczą nam, że nie można posadzić drzew wszędzie tam, gdzie się je wycięło, bo… przeszkadzają. W zamian sadzi się podobno drzewa w lesie komunalnym. Cóż, z tego, kiedy ten las, zamiast być traktowany jako zielone płuca naszego przemysłowego miasta, jest w budżecie miejskim zwykłym przedsiębiorstwem produkcji drzewnej, gdzie odbywają się regularne zwózki drewna. Przetarg na „pielęgnację” lasu komunalnego opiewa m.in. na… wycinkę 1 372 szt. drzew i „zagospodarowanie pozyskanego drewna we własnym zakresie po zapłaceniu za pozyskane drewno (w cenie brutto 70,00 zł. /mp. niezależnie od sortymentu) w kasie MZUK lub przelewem”.
Mimo tej nierównowagi sił medialnych staramy się problem nagłaśniać jak najszerzej i jak najskuteczniej. Nie dajemy MZUK-owi spokoju i chcemy, aby decydenci wiedzieli, że jesteśmy w miejscu każdej wycinki i dokumentujemy nieprawidłowości. To niestety jest solą w oku naszych miłych włodarzy. Wygląda więc na to, że i oni wydali nam wojnę oraz… odpowiednie dyspozycje swoim podwładnym. Najpierw Andrzej, robiąc zdjęcia wycinki, został zwymyślany przez pilarza z MZUK-u, który groził mu pobiciem. Dlaczego? Ponieważ Andrzej „nie posiada zezwolenia MZUK na fotografowanie wycinek”. W odpowiedzi na swoją skargę do dyrektora MZUK, zamiast przeprosin otrzymał kuriozalną poradę: „w trosce o swoje bezpieczeństwo, ale również bezpieczeństwo pracowników MZUK i osób postronnych sugeruję więcej rozwagi i rozsądku w realizacji swoich ambicji zawodowych.” Niestety, pan dyrektor nie wyjaśnia, dlaczego fotografowanie drzew miałoby zagrażać bezpieczeństwu fotografa oraz pilarzy, ani jakie zawodowe ambicje realizuje Andrzej dokumentując wycinki.
To jeszcze nie wszystko, cięższe działa zostały wytoczone 29 lutego. Tego dnia naczelnik Wydziału Kultury i Promocji Miasta uprzejmie doniósł mojemu pracodawcy, że „rozsyłam kłamliwe ulotki” z adresu mailowego mojej instytucji.
Jeżeli już ktoś mija się z prawdą, to nie ja, tylko pan naczelnik Wydziału Kultury i Promocji Miasta, który kilka tygodni temu, w liście do Nowin Gliwickich pisał kategorycznie: „MZUK nie ogławiał i nie ogławia drzew”, a w Miejskim Serwisie Informacyjnym: „Bywa niestety, że drzewa są okaleczane i z tym należy oczywiście walczyć. […] Osoby interesujące się tym tematem powinny zasięgnąć informacji do kogo należy teren z uszkodzonymi drzewami i żądać wyjaśnień czy nawet ukarania ewentualnych winowajców”. Święte słowa, panie naczelniku. Otóż uprzejmie informuję, że teren z uszkodzonymi drzewami należy do gminy Gliwice. Mam nadzieję, że posiadłszy taką wiedzę, włoży pan równie dużo wysiłku w ściganie winowajców, jak włożył pan dotąd w działania mające powstrzymać przedostanie się do mediów informacji o tym procederze. Zobacz także:
Artykuły
(22)
Galerie
(14)
Średnia ocen
(4.76)
Wiek: 48 | Miejscowość: Gliwice | Kraj: Polska
O mnie: Gliwiczanka z kresowymi korzeniami, z wykształcenia i zamiłowania biolog.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Mirosława Kasowska 28.03.2008 09:50
+ za tekst zgrabnie przedstawiający sprawę i konsekwencję w działaniu. Powodzenia.
Teodor WERBOWSKI 21.03.2008 08:17
Zauważyłem, że ręce Wladzy drżą gdy spoglądamy na nie uważnie. Bywa jednak że sięgają po pałę.
Często spaceruję z psem w lasku skąd pochodzi zamieszczona fotografia i mogę z cała odpowiedzialnością napisać, że wyrębem objęto głównie drzewa których drewno ma znaczenie gospodarcze. Dziesiątki wiatrołomów nikt nie usuwa, ponieważ takiej wartości już nie mają pozostając widocznym siedliskiem owadów i grzybów, w tym szkodliwych dla drzew. Park miejski to nie puszcza, a przemyśłane zabiegi pielęgnacyjne powinny służyć utrzymaniu go w dobrej kondycji przez możliwie długi okres czasu. Park miejski to nie las służący produkcji drewna a to właśnie zaobserwowałem. W tym "parciu na kasę" skończycie jak legendarny Midas, przy okazji niszcząc wszystko wokół siebie.
Tomasz Mazur 09.03.2008 11:51
"Wydział Kultury i Promocji Miasta"...hmm...bez komentarza;-)
(+)
Bartłomiej Graczak 08.03.2008 15:13
Powodzenia życzę, a za artykuł plus :)
Katarzyna Lisowska 08.03.2008 13:21
Dzięki. Jesteśmy uparci i takie metody na pewno nas nie zniechęcą.
Pozdrawiam.
Krystyna Wierzbicka 08.03.2008 09:12
+ za relacje z pola walki o nasze drzewa.
Trzeba mieć zezwolenie na fotografowanie wycinek -a to ci sobie wymyślili, śmiechu warte...
Marek Bonarski 08.03.2008 08:23
bdb tekst. Podziwiam Wasz upór i konsekwencję. Niestety chwyty poniżej pasa i zbywanie rozmówcy to częste zagrywki urzędników, nie tylko w Gliwicach, którzy czują się jak udzielny pan na włościach.
Pozdrawiam Was serdecznie.
"Kościół naszym domem" - Piekary Śląskie - 27 maja 2012 r.
(odsłon: +545)