Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

16318 miejsce

Ośrodek serca

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-11-16 17:27

Jest godz. 16.50. Pan z białą brodą, zadbany, w ciemnych okularach wchodzi do ośrodka. Niepewny, nie odzywa się, ktoś w jego towarzystwie mówi: „Kolega na odtrucie…”

Ośrodek z zewnątrz / Fot. www.wolmed.plSzpital na peryferiach - można by rzec. Na Dubiu położonymi 30 km od Bełchatowa Sławomir Wolniak wraz z żoną otworzyli Wolmed, czyli Ośrodek Terapii Uzależnień i Odział Psychiatryczny. Pojawiają się tu ludzie z całego świata. Tym, którzy tego potrzebują pomożemy – deklarują założyciele. Rodzinna atmosfera, chęć niesienia pomocy – to główne cechy Ośrodka.

Szukając siebie
„Tylko twa wiara pomoże ci; Wiara i siła, by wygrać z tym; Z czym tylu ludzi przegrywa co dzień” – śpiewał Riedel.

Na końcu świata próbują znaleźć to, co już dawno zgubili – siebie. Już po pierwszym dniu wstyd znika, a problem jest dla nich jasny. Kolejne dni przynoszą widoczne efekty. Pani z depresją przyjaźnie się uśmiecha. Dotąd zamknięta w sobie Pani Ania rozmawia. O kawie.

Siedzimy naprzeciw siebie i jak starzy znajomi rozmawiamy. Z tą tylko różnicą, że nie o brydżu, najnowszych filmach czy samochodach. Rozmawiamy o problemie, który trzeba zlikwidować.
- Jest taki piękny cytat – mówi Pan Michał. - Nie przyszedłem tutaj dlatego, że jestem zły i mam się poprawić. Tylko dlatego, że jestem chory i mam się wyleczyć.
Pan Michał jest tu z własnej woli. Jak mówi - to nie pierwszy ośrodek. Jest już tu ponad dwa tygodnie i, jak sam stwierdza, nie wie kiedy to minęło. Dobrze się tutaj czuje. Poznał ludzi z takim samym problemem.
- Jestem alkoholikiem. Ja nie ukrywam tego, kim jestem. Ja gram w otwarte karty - tłumaczy.
To wielka sprawa, chowając dumę do kieszeni przyznać przed samym sobą, że jest się chorym.

Drugi dom, druga rodzina
- My nie jesteśmy tu tylko pacjentami – mówią zgodnie. – To tak, jakbyśmy tu mieszkali.
Na stronie internetowej Wolmedu czytamy: „Staramy się żeby przebywający u nas pacjenci wyczuwali wyjątkowo rodzinną i serdeczną atmosferę.” Udało się. Ludzie czują się tu jak w drugiej rodzinie. Pan Wolniak nie tylko jest dla nich lekarzem, jest również przyjacielem.

Pani Irena jest tu dopiero jeden dzień, a już dogaduje się ze wszystkimi, jakby znali się od lat.
- Tu nie trzeba się nikomu przypodobać, tu każdy jest akceptowany. Oczywiście, jak ktoś jest szczególnie upierdliwy to się go tam… - kończy uśmiechem jeden z Panów.
Na Wielkanoc było jedynie sześć osób, ale była Święconka, uroczyste śniadanie. Jak w domu…
Pacjenci nie siedzą bezczynnie. Jeżdżą na wycieczki rowerowe, chodzą na ryby, spacery. Zimną organizowane są kuligi.
- W sobotę był grill z byłymi pacjentami. Alkoholicy, narkomani, Ci po depresji. Wszystkim, którzy byli, terapia pomogła – mówi pan Edward.
Mają nawet psa, wabi się Setka. Swego czasu był też kot Promil.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 18.11.2008 06:07

Natalio, bardzo dobrze napisany artykuł i na czasie, gdyż coraz więcej ludzi ma problemy, które w nim poruszyłaś!!!!Brawo!!!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Artykuł ciekawy miło się czytało

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 16.11.2008 20:20

(+) Ciekawy debiut...

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Siedzimy naprzeciw siebie i jak starzy znajomi rozmawiamy. Z tą tylko różnicą, że nie o brydżu, najnowszych filmach czy samochodach. Rozmawiamy o problemie, który trzeba zlikwidować."

Jest problem, bo nie wiadomo kto jest tu narratorem ? na pewno nie jest to pan doktor z żoną... więc kto ? http://www.sciaga.pl/tekst/24566-25-narrator

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.