Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

36026 miejsce

Ostatni dzień okna transferowego, czyli koniec spekulacji

Dwa miesiące przepychanek na rynku transferowym nie tyle pochłaniają, co odwracają uwagę publiczności od boiska i redukują futbol do dziedziny handlu. Skutecznie. I chyba coraz bardziej prawdziwie.

 / Fot. EPA/EMILIO NARANJOZ samego rana potwierdziła się informacja o najgłośniejszej przeprowadzce lata. Punkt 13 Gareth Bale został zaprezentowany jako piłkarz Realu. Najdroższy piłkarz świata. Tottenham za wszelką cenę nie chciał się go pozbyć, Real za wszelką cenę chciał go mieć u siebie. 100 mln euro to bariera, której przekroczenie wydawało się niedorzeczne, nierealne. Nie ma piłkarza poza Leo Messim, który byłby tyle wart - mówiono. A już na pewno nie Bale, który wystąpił ledwie w jednej edycji Ligi Mistrzów, nie zdobył żadnego krajowego trofeum, tak jak Ryan Giggs nie przeniósł w pojedynkę swojej mizernej reprezentacji na szczebel wyżej. Dyrektorzy "Królewskich" (m.in. inny były naj Zinedine Zidane), którzy wiedzą więcej i na piłkarskiej sztuce znają się nieco lepiej niż opinia publiczna, byli innego zdania.

Zainteresowanie prezentacją było tak duże, że żadna ze stacji telewizyjnych nie mogła akredytować więcej niż jednego kamerzystę. Gdzie jak gdzie, ale na Santiago Bernabeu potrafią zarządzać emocjami i mimo niezadowalających wyników ostatnimi laty, podsyłać widowni kolejne perełki. Kwestią dni jest podanie do publicznej wiadomości o ile wzbogacił się budżet klubu ze sprzedaży koszulek z nr 11 i nazwiskiem Bale. "Marca" już zawczasu przywitała nowego lewoskrzydłowego na okładce.

Dla socjalistów wydawanie takich pieniędzy w czasie kryzysu jest świętokradztwem, dla liberałów dowodem na triumf wolnego, nieskrępowanego rynku, który nawet w trudnych dla siebie okolicznościach generuje wysokie obroty. Za każdym razem, gdy już niby cenowy balon nadmuchano do granicy możliwości, okazuje się, że można do niego wtłoczyć jeszcze trochę powietrza. Rekord Cristiano Ronaldo przetrwał ledwie cztery lata. Chyba już nikogo nie zdziwi, jeśli rekord Bale'a tyle nie przetrwa. Futbol bez wielkich pieniędzy straciłby wiele ze swojego uroku, blichtru - powiedzą chłodni pragmatycy. Z nimi - traci swojego ducha, odpowiedzą romantycy. Oba stanowiska może z konieczności pogodzić pęknięcie owego balonu. Tego jeszcze w świecie piłki nie przerabiano.

Okna transferowe, obok posunięć zwiastujących dla co bogatszych obfitsze czasy, to dużego zasięgu kampanie dezinformacji i medialnych gierek piłkarzy, menadżerów, klubów. Słowne przepychanki, niespełnione obietnice, zapowiedzi, które nie doszły do skutku. Jego ostatni dzień (niektóre portale prowadzą na żywo całodobową (!) relację) to z kolei największa liczba transakcji na godzinę. Do obleganego supermarketu z piłkarzami ruszają ci, którzy przed startem sezonu przeszacowali swoje szanse, a po kilku kolejkach dostrzegli wcześniej skrywane ułomności lub przeliczyli się z kosztami i szukają finansowego oddechu. Czasu na negocjacje już nie ma, pozostało zaakceptowanie lub odrzucenie kwoty położonej na stole. Wóz albo przewóz.

Kogo jeszcze w finalnym akcie obsadzono w rolach głównych? Kaka, którego Walijczyk zrzucił na trzecie miejsce w transferowej klasyfikacji, wraca na San Siro po czterech latach. Wraca słabszy piłkarsko, z obcięto o połowę pensją, tylko ze złudzeniami co do gry w kadrze na mistrzostwach świata przed swoją publicznością. Ten sam piłkarz, ale nie ta szybkość, nie ten zmysł, nie ta pewność. Skoro nie odbudował go Carlo Ancelotii, pod okiem którego wybrano go najlepszym piłkarzem świata, trudno spodziewać się nagle eksplozji formy.

Najszybciej zarobione 4 mln euro w historii futbolu było dziełem Atletico. W czerwcu przyjęło w spadku po ubożejącej Maladze Martina Demichelisa, który wczoraj porozumiał się z Manchesterem City i złożył podpis na dwuletniej umowie.

Niezadowolony z roli zmiennika Thiago Silvy i Alexa w PSG Mamadou Sakho, podobnie jak niemający szans na grę w Chelsea Victor Moses, trafili na Anfield. Nie zanosi się na zmianę barw klubowych rezerwowego u Jose Mourinho Juana Maty.

David Moyes, po umiarkowanym początku sezonu rusza na ostatnią bitwę ze swoim byłym klubem o Marouane'a Fellainiego i Leightona Baines'a. Poprzednia propozycja, opiewająca na kwotę 28 mln funtów, została wyśmiana na Goodison Park. Szkot podobno rozważa jeszcze sprowadzenie Deniele de Rossiego z Romy.

Największe znaki zapytania stawia się przy nazwiskach Mesuta Oezila i Luisa Suareza. Po pierwszego zgłasza się Arsenal i jeśli oferta w wysokości 45-50 mln funtów nie jest dziennikarską kaczką, Arsene Wenger pozyska nowego rozgrywającego. Real, który teraz potrzebuje bardziej napastnika niż pomocnika, uzbierałby za to środki na wicekróla strzelców Premier League.

Jeśli kogoś jeszcze to interesuje, Liverpool wygrał wczoraj z Manchesterem Utd po bramce świetnego Daniela Sturridge'a, a Arsenal "w derbach północnego Londynu", co usilnie powtarza się w każdej relacji, z Tottenhamem. Na marginesie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.