Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

12177 miejsce

Ostatni felieton prof. Wiktora Zina

A dziś zamierzam przyznać się do winy, jeśli to jest winą. Otóż od pół roku każdej soboty o godz. 15.00 nagrywam przez telefon komórkowy audycję do Nowego Jorku.

Zaczęło się od tego, że ktoś zadzwonił do mnie i powiedział: - Tu Nowy Jork, audycje w polskim języku. Proszę nie odmawiać. Za chwilę będzie pan na antenie, my znamy pana. Proszę mówić. I tak to się zaczęło.  / Fot. Rys. Wiktor Zin

O czymże mówić? Coś, co jest mi dobrze znane. Kapliczki. Patrzę na zegarek. Mam 7 minut czasu. Zaczynam więc. Drodzy słuchacze, podobno znacie mnie z moich książek i pobytów w Stanach. Chcę wam dziś opowiedzieć o kapliczce ustawionej nad wodą, o tej porze roku zjawiły się tu tłumy wiernych, by świętą wodą przetrzeć oczy, a i napić się chociaż jeden łyk, bo takie były zwyczaje jeszcze praojców i dziadów. To był jedyny dzień w roku, kiedy ginęły podziały i duchowni greckokatoliccy i łacińscy spotykali się. Pamiętam, że grała pułkowa orkiestra, a po nabraniu wody wszyscy się całowali. I tu wypadła siódma minuta. Czas kończyć.

A tak w ogóle to miałem sporo audycji o Krakowie, jego fortyfikacjach, zabudowie. A jednej soboty nie udało się zyskać połączenia. I wtedy ten zza oceanu zadzwonił w niedzielę. Co się stało? Gdzie pan był w sobotę? Byłem w Warszawie i czekałem na połączenie, a o piętnastej pięć miałem wykład, ale dla naszych ludzi, to było w Muzeum Porczyńskich. I tu się zaczęło, bo nieznani ludzie zza oceanu zaczęli dzwonić, pytać o zdrowie i prosić, żeby następnej soboty spotkać się wedle przyjętego obyczaju. I znów minęło parę sobót, a ja mówiłem o Krakowie, o Wadowicach. Aż tu kwiecień kończy się i pan zza oceanu dzwoni i mówi, że ma zamówienie specjalne, przecie dobrze wiem, że tu 4 maja wypada uroczystość św. Floriana, prosimy coś o tym świętym, ale na pewno, bo już zapowiedzieliśmy. Trochę zapomnienia.

Sobota godz. 15.00. W torebce żony aparat komórkowy, maleńki. Dzwoni. Och! Zapomniałem, to Nowy Jork! Dobrze, że nie tak dawno miałem audycję z kościoła kolegiaty na Kleparzu. Włączyłem "trzeci układ" i powiedziałem wszystko, co wiedziałem o rzymskim rycerzu, o jego obecności. W końcu dlaczego właśnie on jest patronem strażaków, hutników, a nawet garncarzy. Głos z tamtej strony oceanu: - Serdecznie dziękujemy. A to dla pana. Śpiewał właśnie mój student, to ten z Zamościa, co u mnie dyplom robił.

I nastała sobota następna, godz. 15.00. Słyszę w swym telefonie znajomy głos: A dziś profesor opowie o św. Stanisławie ze Szczepanowa. Przepraszam tych z Nowego Jorku, że moje audycje są gloryfikacją imion, że uprawiam coś, co można nazwać katalogiem świętych, ale to Kraków, a ja po prostu działam wedle kalendarza i na sobotę następną mogę ukazać wam następnego świętego, który właśnie ma świętym zostać - to bernardyn Szymon, spowiednik króla Kazimierza Jagiellończyka, ten z Lipnicy.

A później opowiadam swoim słuchaczom o Szczepanowie, że jest, że trwa i o wsi Piotrowin. Mówię też o Wincentym Kadłubku i o królu Bolesławie II Śmiałym. Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o Gallu Anonimie i o jego szczerości i określeniu traditor. A stąd jakże blisko do prof. Olbrichta. Przypominam, jak późniejszy kardynał Macharski dał mi wydawnictwo okolicznościowe. To nasz późniejszy Papież przekazał prof. Olbrichtowi relikwiarz św. Stanisława z prośbą o ekspertyzę.

I cóż orzekła ekspertyza? Dorosły mężczyzna a na czaszce ślady po uderzeniu? Sprawa jasna, zwyczajna. Patrzę na zegarek - to już ósma minuta. Kończę o wawelskiej konfesji i srebrnej trumnie. A w niedzielę, 13 maja jest uroczysta procesja z katedry na Skałkę. Przypominam jeszcze, że w tym miesiącu nasz metropolita Stanisław ma imieniny. Słyszę podziękowanie i melodię poloneza Chopina. Mój Boże, Kraków w tym roku ma jubileusz lokacji. Dlaczego to te podniosłe uroczystości nie zostały wprowadzone do kalendarza wielkich dla Krakowa dni? Bo oni sami "bez historii" postanowili i będą działać. Czym zilustrować to moje pisanie? Sam nie wiem. Narysuję komórkowy telefon i Wawel wedle dawnego rysunku.
www.gk.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Data artykułu: "Wiktor Zin Dzisiaj 15:11, ostatnia modyfikacja: 2007-05-21 15:11:50" --- to chyba głos zza grobu..., bo... "Wiktor Zin - znany architekt i rysownik zmarł 17 maja w Rzeszowie."

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.