Facebook Google+ Twitter

Ostatni lot

Nikt z nas nie może tego pojąć. Nikt nie może tego zrozumieć. Nikt nie jest w stanie objąć tego własnym umysłem. Tym bardziej, nikt nie myśli, jak mogło to wyglądać z bezpośredniej perspektywy. A może jednak warto. Choć to nic nie zmieni.

Wyobraź sobie, że…

Nerwowy alarm budzika, dosłownie przeszywający głowę, wyrywa cię ze snu. Jeszcze na długo przed wschodem słońca. Kiedy za oknami noc powoli dobiega końca, a na niebie nadal widać blaknące gwiazdy, bezsilny wstajesz z łóżka. Niedospany, zmęczony i nieco zniechęcony, bierzesz prysznic.

Wróć do materiału: 10 kwietnia 2010 roku. Reakcje i relacje dziennikarzy obywatelskich



Twoja przebudzona małżonka (lub twój przebudzony mąż), mimo wyjątkowo wczesnej pory, również podnosi się i szykuje dla ciebie kawę. O tej godzinie żołądek nie jest w stanie przyjąć żadnego posiłku - śniadanie jest wykluczone - ale zbawienny kofeinowy napój pozwoli na nabranie odrobiny energii.

A później szybko sprawdzasz bagaż. Otwierasz pokrowiec i kontrolujesz pieczołowicie przygotowany poprzedniego wieczoru garnitur czy kostium. Ostatni pocałunek, ostatnie spojrzenia. Nawet małżeńska więź nie jest na tyle silna, by o tak wręcz nieludzkiej porze dnia partnerka lub partner odwiózł cię własnym autem na lotnisko. A zresztą po co? To tylko dzień, dwa rozłąki. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Już sam wyruszasz zamówioną wcześniej taksówką na lotnisko.

A potem krótka odprawa i zajęcie miejsc.

O godzinie 7.23 prezydencki samolot Tupolew (model Tu-154M Lux – numer 101) wystartował z warszawskiego lotniska Okęcie

W chwili oderwania się od ziemi ostatecznie znikają resztki senności czy porannego zmęczenia. Wszyscy są w dobrych humorach, chociaż nastrój nie jest radosny. W końcu nie wypada. Lecicie na obchody 70. rocznicy mordu katyńskiego. Odpinasz pasy i poprawiasz się w fotelu, by zająć wygodą pozycję.

Stewardesy chodzą po pokładzie, proponując poranną kawę lub herbatę albo weekendową prasę. Powoli powstaje ogólny harmider i lekkie zamieszanie. Jest was prawie setka. Ktoś rozmawia przez telefon, ktoś słucha radia, ktoś z kimś głośno debatuje. A jeszcze inny, nie zważając na hałasy, postanowił jeszcze podrzemać, bo w trakcie dnia nie będzie na to czasu.

Lot nie trwa długo i przebiega bez zakłóceń. Na wysokości 8 km najczęściej nie dochodzi do przykrych turbulencji lub nieprzyjemnych zdarzeń. Patrzysz na zegarek i wiesz, że zgodnie z planem powinniście zaraz lądować.

Obsługa prosi wszystkich zajęcie swoich miejsc. Zbierają opróżnione szklanki i rozłożone gazety. Każą zapiąć pasy.

Kiedy to robisz, spoglądasz za okno. Właściwie nic nie widzisz i przez chwilę jesteś tym zdziwiony. Wydawało ci się, że już zniżyliście pułap, ale ziemia nadal przykryta jest chmurami. Dopiero po chwili dociera do ciebie myśl, że to mgła. Jesteś zaniepokojony, ale szybko odrzucasz od siebie tę myśl. Piloci to doświadczona załoga, a na pokładzie przecież nie jesteś sam - wśród innych pasażerów, są najważniejsi obywatele, którym nic nie może się stać.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.