Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

173817 miejsce

Ostatni wyborczy Mohikanie

Współautorzy: Lucyna Rozlatowska

Cała Polska czekała na zakończenie głosowania w warszawskiej Obwodowej Komisji Wyborczej nr 619 na stołecznym Natolinie. O 22:55 zamknęły się drzwi tej ostatniej czynnej w naszym kraju komisji wyborczej.

Ostatnia otwarta komisja wyborcza. / Fot. Lucyna RozlatowskaGodzina 22:15 - komisja w szkole przy ul. Lokajskiego na warszawskim Natolinie. Przed wejściem do lokalu znajdującego się w środku blokowiska z końca lat 80. ekipy telewizyjne, dziennikarze, ale także okoliczni mieszkańcy i przygodni gapie. Wewnątrz lokalu tłum fotoreporterów i jeden wyborca. Dwudziestokilkulatek odbiera karty do głosowania i na dłuższy czas znika za kotarą. Kiedy wychodzi, by wrzucić swoją kartę do jednej z dwóch znajdujących się w lokalu urn, trzaskają migawki aparatów jakby głosował nie anonimowy wyborca, ale polityk z pierwszych stron gazet. Skąd takie zainteresowanie?

W ostatnich godzinach głosowania w kilkunastu komisjach wyborczych w największych miastach zabrakło kart do głosowania. Konieczność ich dowiezienia spowodowała przedłużenie pracy tych komisji i tym samym wydłużenie ciszy wyborczej o blisko trzy godziny. Wszystkie media pod groźbą nawet milionowych kar musiały wstrzymać się z publikacją pierwszych powyborczych sondaży. Tymczasem w komisji pojawiali się pojedynczy wyborcy.
Tym obfotografowanym był Bartosz Szczęsny, student SGGW z Janowa Lubelskiego. - Nie jestem z Warszawy, ale wziąłem zaświadczenie o prawie do głosowania. Cały dzień byłem w pracy i myślałem, że nie zdążę zagłosować. Kiedy usłyszałem w telewizji w relacji z konferencji Państwowej Komisji Wyborczej, że można jeszcze głosować i zorientowałem się, że wiem, która to komisja, postanowiłem jeszcze pójść na wybory - mówi Szczęsny. - Czy wie Pan, że cała Polska czeka między innymi na Pana głos, żeby dowiedzieć się, kto wygrał wybory? - pytają dziennikarze. Bartosz Szczęsny nie odpowiada, nie chce też zdradzić, na kogo głosował.

Godzina 22:20 - członkowie komisji wyborczej nie rozmawiają z mediami, zasłaniając się trwającymi wciąż wyborami, ale jednocześnie nie utrudniają dziennikarzom i fotoreporterom pracy. Także wśród nich daje się zauważyć podniecenie całą sytuacją. - To TVN? - pytają się nawzajem. - Tak, TVN 24. - A tamci z TVP. - Są też z radia.

Skąd sytuacja z brakiem kart? Przedstawiciele PKW tłumaczyli, że na te wybory wydrukowano 80 proc. wszystkich kart. Do komisji trafiło trzy czwarte, pozostałe pięć procent stanowiło rezerwę. Rezerwowe karty były składowane w siedzibach okręgowych komisji wyborczych (zazwyczaj w urzędach miast i dzielnic) i były w miarę potrzeby dowożone przez straż miejską. Do niektórych komisji - jak tej przy Lokajskiego - nawet dwa razy.

Godzina 22:25 - ekipy telewizyjne i radiowe powoli opuszczają siedzibę komisji wyborczej. Na korytarzu mija ich kobieta, która właśnie wyjmuje z portmonetki dowód osobisty, żeby odebrać swoją kartę do głosowania.



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.