Pozycja materiału w rankingach:
Dr Andrzej Rostocki, socjolog: - Polska na pewno nie opustoszeje, a ostatni ją opuszczający nie zgasi światła. Z pewnością większość wróci. Bogatsza o nowe doświadczenia kulturowe, bardziej wierząca we własne siły. I nieco zamożniejsza.

Zobacz także:
Artykuły
(37)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.75)
Miejscowość: Łódź | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Jan Kot 08.08.2007 11:51
Pan Rostocki zabiera głos w sprawie, którą chyba słabo zna i której zupełnie nie rozumie. Wiem, że studenci przygotowujący się do wyjazdu za granicę marzą o „sytuacji komfortowej”, chcą „poznawać inną kulturę”, doskonalić język, „I nie mniej ważne” - zarabić „pieniądze, które pozwalają potem opłacić dalsze studia, zwiedzać świat, kupić mieszkanie lub przynajmniej samochód.” Wiem, że studenci spodziewają się zyskać „podniecające doświadczenie, szczególnie, kiedy wyjeżdża się z chłopcem lub dziewczyną” – to wszystko wiem - dlatego bardzo mi straszno, kiedy takie koszałki-opałki powtarza ich nauczyciel. Straszno mi nie tylko dlatego, że młodzi ludzie wyruszają w podróż zupełnie nieswiadomi realiow. Straszno mi przede wszystkim dlatego, że tych realiow najwyrazniej nie rozumie dr Andrzej Rostocki, socjolog!
Socjolog, który uważa, że więzi rodzinne zapewnic może internet i telefon komórkowy?
Socjolog, który nie rozumie, że jego studenci stając przed wyborem wyjazd czasowy czy pobyt na stałe, wybierają w gruncie rzeczy pomiędzy losem guest worker’ow a życiem pełnoprawnych obywateli?.....i że to drugie własnie, czyli życie w obcym kraju jako pełnoprawny obywatel, jest możliwe dzięki tym politycznym zmianom, które słusznie nazwał „cywilizacyjną szansa”? ....i że TO znowu stanowi powód do niepokoju i jest głównym tematem toczącej się debaty, bo czasowy wyjazd zarobkowy nie jest "upustem polskiej krwi"?
Paryż (ach ten Paryż!) bardzo się zmienił od 1973 roku ale nadal kipi tysiącem możliwosci – dlaczego socjologowi przeszkadza, że rząd, niechby nawet i brzydki, podejmuje debate w celu stworzenia taki samych możliwosci w Warszawie?
Michał Strzelczuk 14.09.2006 18:04
Moja opinia jest taka, że około 65% młodych ludzi (do 35 lat) zostanie za granicą i tam założy rodzinę lub będzie podtrzymywać ognisko domowe rozpalone jeszcze w Polsce. Rozmawiam z wieloma młodymi ludźmi, moimi rówieśnikami, którzy są zdecydowani na egzystencję na obczyźnie. Bardzo mnie to smuci, gdyż jestem zwolennikiem mieszkania i pracowania w kraju. Zaraz ktoś odpowie, że u nas nie ma warunków np. do prac naukowych w laboratoriach, itp. To my, młodzi musimy stworzyć sobie takie warunki a nie tylko czekać i liczyć na pomoc osób, które działalność naukową rozpoczęły w mniej lub bardziej głębokim peerelu. Sami musimy wydeptać ścieżki ażeby coś osiągnąć - trudno, takie czasy nas dosięgły, że to my powinniśmy wziąć odpowiedzialność za kształtowanie przyszłości tak, by następne pokolenia nie musiały mieć dylematu: wyjechać czy nie? Jak wszyscy odpowiedzialni, wykształceni młodzi ludzie wyjadą, to kto zostanie? Nieudacznicy, którzy nie wyjadą z Polski bo nie potrafią się dogadać, boją się postawić nogę poza wieś/podwórko/dzielnicę? Czy tacy ludzie mają wziąć odpowiedzialność za kraj? Oczywiście, pozostaną starsi - tzw. mędrcy narodu, którzy będą próbowali nakierować młodych na właściwy tor. Ale kto ich posłucha? Kto posłucha "starego" człowieka, pewnie "komucha" czy innego "mohera"? Nadzieja jest w odważnych młodych ludziach, którzy tak jak ja, student socjologii UŁ podejmą się szukania godnej pracy w Polsce. Nie jestem zwolennikiem mniej czy bardziej skrajnej prawicy, nie truję jak "giertychowcy", ani nie tęsknię za poprzednim systemem, którego de facto zbytnio nie pamiętam, ale który jest znany chyba każdemu z różnych źródeł. Chciałbym po prostu żyć w moim kraju. Na szczęście prócz tych, którzy planują wyjazd na stałe, są wśród moich znajomych tacy, co zdecydowani są pozostać. I mam nadzieję, że to właśnie tacy jak my będziemy przyszłością Polski i udowodnimy niedowiarkom żądnym zagranicznego sukcesu, że u nas można wiele osiągnąć.
rafal wolski 14.09.2006 17:43
Z jednym się jednak nie zgadzam-większość na pewno nie wroci! Jeśli tylko ktoś dobrze się "ustawi" ( a większość pewnie tak) szczerze wątpię, aby ktoś chciał wracać. Bo do czego? Wiadomo, że w Polsce za 5 lat sytuacja nie poprawi się na tyle, abyśmy mogli konkurować z państwami Europy Zachodniej. Ja jako jeden z niewielu moich znajomych nie zamierzam opuszzcać tego kraju, gdyz liczę na to, że uda się godnie żyć w Polsce. A jak się nie uda to tez wyjadę i na pewno nie po to, żeby za kilka lat wrócić...Ciągle jednak wierzę, że uda się tutaj...Niewielu zostało, którzy myślą podobnie...
Oliwia Piotrowska 22.06.2006 18:23
Nie wierzę, że większość wróci. Część na pewno tak, być może ci, którzy nie potrafią zasymilować się za granicą. Jest wiele różnic pomiędzy poprzednimi emicgracjami a tą, która dzieje się teraz. W czasach Solidarności wyjeżdżający mieli nadzieję na powrót do kraju po zmianie ustrojowej; pracowali i żyli za granicą, ale ich dom był tam, gdzie ich serce - Polsce. Sprawą drugorzędną była sytuacja ekonomiczna. Sytuacja zmieniła się wraz z pokoleniem - teraz nie myślimy o demokracji, teraz myślimy o tym, aby dobrze przeżyć życie, a wspólna idea jaką były modlitwy o zmiany ustroju nie jest rzecz jasna - bo nie musi być - obecna u wyjeżdżających osób.
Stawiam tezę, że większość nie wróci. Bo wyjeżdżający nie są współnotą, nie łączą ich 'obozy uchodźców' ani słuchanie "Wolnej Europy" - są samotni lub w gronie przyjaciół poznanych za granicami. Większość nie zamyka się wśród polonii. Polacy wyjeżdeżają teraz naczej niż 30 lat temu - znają język, są otwarci na inne kultury - bo przywikli do nich - nie różnią się aż tak od rodzimych mieszkańców innych krajów, czują się Europejczykami, obywatelami świata - bardziej niż Polakami. Nie wrócą, bo nie będą chcieli zamieniać zdobytych ciężką pracą mieszkań i samochodów, na zdobywane ciężką pracą w Polsce 1200 brutto...
Krzysztof Studziński 21.06.2006 10:55
Czy jednak na pewno większość z nich wróci? W sytuacji gdy "ustawią się" za granicą, będą zarabiać pieniądze, na które w Polsce jeszcze długo nie będą mieli szans, w pewien (lepszy lub gorszy) sposób zasymilują się z innym społeczeństwem? Myślę, że bez głebokich reform istotnie może dojść do sporego "upustu polskiej krwi" - duża część wyjeżdżających nie będzie miała po co i do czego wracać - jak słusznie Pan zauważył w dobie dzisiejszego postępu w telekomunikacji, wyjazd nie oznacza przecież zerwania więzi z rodziną i przyjaciółmi...
Pozdrawiam serdecznie!
Tomaszewski zawieszony ! Teraz:"Hulaj dusza piekła nie ma"!
(odsłon: +2202)