Facebook Google+ Twitter

Ostatnia szansa Dalajlamy

Duchowy przywódca Tybetu przyznał w niedzielę (13.04), w Seattle, że od kilku dni prowadzone są nieoficjalne rozmowy z Chinami. Dla XIV Dalajlamy i jego narodu jest to ostatnia okazja na szybkie rozwiązanie konfliktu.

XIV Dalajlama w Białym Domu, licencja CC / Fot. Executive Office of the President of the United States, http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Dalai_Lama_at_WhiteHouse_(cropped).jpgTenzin Gyatso nie sprecyzował na jakim szczeblu toczą się rozmowy i jak bardzo są zaawansowane. Być może informacja o negocjacjach jest desperacką formą nacisku na rząd chiński, po to aby obecna runda rozmów nie zakończyła się fiaskiem. Tak jak wiele poprzednich.

Historia kontaktów obu stron sięga połowy lat 50., kiedy XIV Dalajlama spotkał się z Mao Zedongiem. Efektem spotkania była jednak ucieczka Żywego Buddy do Indii. Na początku lat 80., następca Mao, Deng Xiaoping zaproponował powrót uchodźców do Tybetu oraz symboliczne stanowisko dla dalajlamów w Pekinie. W pakiecie Dalajlama miał otrzymać także nieograniczone prawo do odwiedzin Tybetu oraz wolność wypowiedzi dla prasy. Oferta złożona przez politbiuro została odrzucona, co według komentatorów było największym politycznym błędem Tenzina Gyatso. Następne lata to usztywnienie stanowiska Chin, w partii do głosu dochodzi frakcja twardogłowych, czego wyrazem była brutalna pacyfikacja studentów na placu Tiananmen oraz fala represji w Tybecie.

Mówimy Dalajlama, myślimy Tybet


W tym czasie, za sprawą charyzmatycznego lidera, sytuacja Tybetu staje się głośna na Zachodzie. Powstają dziesiątki organizacji wspierających Tybetańczyków, tłumaczy się tysiące tekstów buddyjskich. Zwalczana przez Chiny kultura małego narodu zostaje uratowana.

Dzięki zachodnim dotacjom rząd tybetański krzepnie w indyjskiej Dharamsali i jak to zwykle bywa z rządem emigracyjnym - traci rozeznanie w sytuacji kraju. Popełnia błędy i nie wykorzystuje szans na porozumienie domagając się np. autonomii w granicach tzw. Wielkiego Tybetu, dwa razy większego niż obecny Tybetański Region Autonomiczny. Patrick French, znany dziennikarz i były działacz organizacji na rzecz wolnego Tybetu, twierdzi, że niesłusznie: „...ogromna część tych terenów – zwłaszcza na północy i wschodzie – nigdy nie znajdowała się pod panowaniem Lhasy.”

Potala, siedziba dalajlamów w Lhasie, licencja CC / Fot. Anita Seiberl, http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Potala.JPGOstatnio widać jednak sporą zmianę w polityce 73-letniego Tenzina Gyatso. Zaczął się spieszyć. W listopadzie ogłosił, że kolejny dalajlama może zostać wybrany jeszcze za jego życia, w demokratycznych wyborach lub poprzez buddyjskie konklawe. Nie wyklucza też wyboru kobiety lub nawet zakończenia linii dalajlamów. Niewątpliwie są to pojednawcze gesty wobec Chińczyków, którzy zarzucają jego rządom brak demokracji (sic!) i wstecznictwo religijne.

Dalajlama ma jednak większy problem - nie wychował następcy, a wszystkie próby zdemokratyzowania ruchu tybetańskiego są torpedowane przez samych Tybetańczyków, dla których pozostaje jedynym autorytetem.
„Jest jak wielkie drzewo banianowe. Daje schronienie ale nic pod nim nie rośnie” – tak mówiło się kiedyś o premierze Jawaharlalu Nehru. Te same słowa doskonale opisują teraz sytuację XIV Dalajlamy. Kto na Zachodzie będzie pamiętał o Tybecie, kiedy zabraknie lidera? Czy Tybetańczycy na emigracji zachowają jedność?

Chińskie wróżby


Plac Tiananmen, licencja CC / Fot. Paul Louis, http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Tiananmen_Square.JPGŻeby negocjować, trzeba mieć z kim. Nie bardzo wiadomo, czy strona chińska w ogóle rozważa jakieś ustępstwa i która frakcja w partii bierze górę. Obecnie prowadzone rozmowy mogą być tylko zasłoną dymną ale też równie dobrze zapowiedzią przełomu. Kolejne wypowiedzi i gesty czyta się jak wróżby z chińskich ciasteczek – są całkowicie sprzeczne.

Na październikowym zjeździe partii, prezydent Hu Jintao, zapewniał o rozwoju socjalistycznej demokracji, ale jednocześnie przypomniał o polityce Jednych Chin. Ostrzegł przy tym Tajwan, że ChRL nigdy nie zaakceptuje niepodległości wyspy. O Tybecie nawet się nie zająknął, bo dla politbiura sprawy po prostu nie ma, a Tajwan jest o niebo ważniejszy. Z drugiej strony w ostatni weekend doszło do historycznego spotkania prezydenta Chin i przyszłego wiceprezydenta Tajwanu! Czyżby jednak ocieplenie?

Nie w sprawie Tybetu. Pacyfikacja zamieszek była wyjątkowo brutalna i świadczy o wzmocnieniu twardego kursu partii. Co więcej sami Chińczycy traktują igrzyska bardzo ambicjonalnie i każdy głos domagający się bojkotu uznawany jest za przejaw agresji wobec Państwa Środka. W wywiadzie dla Gazety Wyborczej Jean-Luc Domenach, francuski sinolog, nie pozostawia co do tego złudzeń: „Chiny ogarnęło nacjonalistyczne delirium. To przerażające również dla mnie - człowieka, który mieszkał tam wiele lat i widział pozytywne zmiany, jakie zachodzą w tym kraju. Chińczycy, również ci za granicą, mówią jednym głosem - skrzywdzonej i rozwścieczonej ofiary Zachodu”

Partia zdecyduje


Kilka miesięcy jakie pozostały do rozpoczęcia igrzysk są ostatnią szansa na udane negocjacje z Chinami. Następca Tenzina Gyatso nie będzie miał ani jego charyzmy ani takiego autorytetu na Zachodzie. Na to liczą twardogłowi w chińskiej partii. Pozostaje nam tylko kibicować frakcji bardziej otwartej, reformatorom gospodarczym, którym zależy na dobrym wizerunku Chin na świecie. W biznesie wizerunek jest przecież bezcenny.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Już teraz w szkole Kagju jest poważny rozłam, a wśród tybetańskiej hierarchów można znależć i takich co się rozbijają drogimi samochodami. Ole Nydhal nie może być żadnym autorytetm dla Tybetańczyków - jest kontrowersyjny nie tylko dlatego, że pochodzi z Zachodu. Konia z rzędem tez temu, kto wymieni jakiegoś znanego uchodźcę tybetańskiego.

Zgadzam się, że sam buddyzm moze nie ucierpi tak bardzo ale politycznie Tybetańczycy na pewno sporo stracą.

pozdr

p.s. reformy religjne zapowiadane przez Dalajlamę są b. nowczesne - trudno je krytykować.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie byłabym bym taka czarnowidząca. Nawet po "bezpotomnej" smierci Dalajlamy mamy buddyzm tybetanski od kilkudziesieciu lat na Zachodzie za sprawą wielu wybitnych nauczycieli, uchodzców politycznych, a i zachodni lamowie (Ole Nydhal) wspomagają, więc duchowa kultura Tybetu nie pójdzie wniwecz...to my, ludzie Zachodu niejako "korzystamy" teraz z uchodzctwa Tybetanczykow, nie przychodzą do nas z pustymi rekami.
A Dalajlama nie Papiez, demokratyzowac sie moze, to mu nie zaszkodzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.