Facebook Google+ Twitter

Oswoić miasto, czyli Trzebnica inaczej

Czy można krzewić lokalny patriotyzm za pomocą "brzydoty"? I czy w tejże "niedoskonałości" nie znajdzie się jakiś skrawek przestrzeni na namiętność i umiłowanie? Próbuję scalić to jakoś w jedno, za pomocą eklektyzmu.

"Czas ucieka - wieczność czeka"... - z trzebnickiej fontanny / Fot. Anna JełłaczycTrzebnica. Moje miasto. Rozmiłowana w nim jestem do cna. A kiedy mamy na oczach klapki miłości - wtenczas nawet błędy, potknięcia i rozmaite zaniedbania oplatamy nadziei pajęczyną. Znaczy się: wierzymy (mniej lub bardziej skrycie), że wszelkie niedociągnięcia da się przekuć w ogrom pozytywów.

Czasem wierzymy - i na tym poprzestajemy, a czasami do wiary dokładamy coś jeszcze. Jedni powiedzą: wierzymy - ALE działamy, inni: wierzymy - I działamy. Zresztą nieważne - no gdzieś tam pośród tego wszystkiego lokujemy się...

Pręgierz na trzebnickim Rynku / Fot. Anna JełłaczycOstatnio Moje Miasto zagnieździło się we mnie filuternie, i króluje niepodzielnie. Przejawia się w każdym działaniu, zakrada w każdą myśl. Trzebnica - i trzeba nic, chciałoby się dodać.

Ale trzeba jeszcze czegoś... Działania, werwy, energii, rozwoju i dynamizmu jest tutaj ostatnio sporo. Dużo się dzieje. Dużo naprawdę dobrego. Potrzeba jednak "wejrzenia głębiej", bowiem "to, co najważniejsze, jest dla oczu niewidoczne". Niektóre oczęta "widzą głębiej", a niektóre kroki tętnią nie tylko wyznaczonymi szlakami. Książkę poznajemy nie po okładce, a po treści, człowieka nie po szacie, a po wartościach drzemiących głębiej - jeśli zatem miasto oceniać mielibyśmy nie po fasadach, a po tym, co wstydliwie skrywają podwórza...

Wierzę, że gdy kochamy kogoś bezwarunkowo - on czerpie z tego siłę do stawania się lepszym. Wierzę, że przełożyć można to także na relacje: ja - najbliższe otoczenie. A tym, co otacza mnie najbliżej, co otula mnie z każdej strony, co wdycham każdym oddechem i rejestruję każdym mrugnięciem powieki - jest Trzebnica właśnie. Moje miasto. Może nie do końca idealne, ale idealnie nadające się do tego, by pomaczać w jego magii swoje zmysły.

Latarnie przy ulicy Leśnej / Fot. Anna JełłaczycGdyby "lokalną miłością" dało się zarażać - chętnie popełniałabym to na każdym kroku. Ale to, po prostu, trzeba czuć. Ja poczułam. I uwielbiam ten stan.

Postscriptum. Gdyby ktoś zechciał kliknąć na poszczególne linki, przeniesie się w wirtualny spacer po trzebnickich zakamarkach. Szlakiem zanurzonym w otchłani zapomnienia. Czy na swoje miasta także potraficie spojrzeć z innej perspektywy? Jeśli tak: czy ujęło im to wartości - w Waszym odczuciu - czy przeciwnie? Wydaje mi się, że jeśli poznamy coś pełniej i głębiej - nawet jeśli okaże się mniej atrakcyjne - to i tak sporo zyskuje. Staje się "bardziej nasze", swojskie, rodzime, oswojone.

Oswojone, właśnie. A jak rzekł niegdyś pewien inteligentny lis: "Na zawsze ponosisz odpowiedzialność za to, co oswoiłeś."

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.