Facebook Google+ Twitter

Otwarta rana Ameryki - ku przestrodze i pamięci pokoleń

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-03-29 10:21

Aż dziw bierze, jak była sekretarka Mistrza Wańkowicza może się przejmować takimi sprawami. Los Indian został dawno przesądzony i szlus! Sęk w tym, że po drodze doszło do zbrodni i nieprawości.

Aleksandra Ziółkowska - Boehm / Fot. Aleksandra ZiółkowskaKiedy przed laty zanosiłem do telewizyjnej redakcji kulturalnej stos wydanych książek Aleksandry Ziółkowskiej, panujący tam podówczas szef z pewną nieufnością brał do je ręki. Z pewnością wszechwiedzącego dygnitarza poddawał po chwili w wątpliwość sens emitowania programu na temat jej twórczości. Moja wiara pozostała jednak niezachwiana.

Popularna w warszawskim środowisku literackim pani Ola występuje w mediach, udziela się w wielu filmowych produkcjach dokumentalnych od nestora Wańkowicza, (którego archiwum jest w jej dyspozycji), po współczesnych pisarzy polskich. W jubileuszowym roku stulecia lotnictwa przekonałem się o jej niezwykłych talentach dyplomatycznych i organizacyjnych, godnej mistrza reportażu następczyni, gdy realizowałem film w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.

Pani Aleksandra Ziółkowska-Boehm udziela się społecznie, pisze, dokumentując ważne zjawiska w kulturze polskiej, europejskiej i te, za Oceanem. Ostatnio wydała monografię Indian - "Otwarta rana Ameryki". Właściwie od razu powinienem to zdanie sprostować, bowiem jest w tej książce wiele o pierwotnie zamieszkującej tereny Stanów Zjednoczonych ludności, ale przede wszystkim czuje się troskę autorki o relacje między Indianami a potomkami pionierów zasiedlających Amerykę.

Opowiada ona o swoim przodku, który wyrzeźbił w skale portrety czterech prezydentów Stanów Zjednoczonych. Indianie zwrócili się do niego z prośbą o wyrzeźbienie w skale monumentalnego pomnika ich wodza - Szalonego Konia. Korczak Ziółkowski już nie żyje, ale to jego ostatnie dzieło jest kontynuowane przez rodzinę. Niemały wkład w to dzieło ma Aleksandra Ziółkowska - Boehm i jej mąż Norman. Oboje wspomagają fundację, która powstała w celu zrealizowania szlachetnej misji Korczaka - Ziółkowskiego. Taka jest ich filozofia życia, aby dzielić się tym, co mamy z ludźmi potrzebującymi wsparcia. Na pewno godną wsparcia inicjatywą jest niesamowity projekt parku popularyzującego kulturę indiańską w miejscu, gdzie powstaje pomnik Wodza. Powstał już nawet film dokumentalny poświęcony postaci słynnego za Oceanem autora monumentu i jego pozostałym dziełom.

Skan z okładki książki / Fot. ZW KowalewskiAutorka wychodzi poza krąg spraw rodzinnych, prowadząc rozmowy z Indianami, a także autorom innych książek poświęconych plemionom zamieszkującym pierwotnie kontynent amerykański. Nie ogranicza się do wspomnień o wspaniałym przodku, wiele miejsca w książce poświęca analizie szans, jakie daje Indianom współczesna cywilizacja. Wiedziałem, że mają oni pewne przywileje, żyją w rezerwatach, ale nie miałem pojęcia, że prowadzone tam kasyno może wspomagać szkoły, przedszkola i inne instytucje publiczne. To tylko jeden z faktów i opinii przytoczonych przez autorkę niezwykle barwnej monografii. Niezwykle ciekawie przedstawione kulisy historii pokazują, jak zakłamywano ją, gloryfikując np postać gen. Custera.

Pisarka z werwą reportażystki prezentuje bitwy przybyszów, najemników i pionierów z perspektywy Indian. To całkiem inna historia. Jest też sporo nieznanych epizodów i tematów poświęconych mnie osobiście nieznanym, Indiańskim "księżniczkom". Warto sięgnąć po tę książkę, choćby z tej przyczyny, że do tej pory tkwi w nas stereotyp biednych Indian, którzy upojeni "wodą ognistą" wywijają tomahawkami, tańcząc w rezerwacie wokół ogniska. Jest to obraz sprzed kilkudziesięciu lat i na życzenie turystów inscenizuje się takie sytuacje.

A przecież dopiero od niedawna ujawniono ściśle okryty tajemnicą fakt szyfrowania przez Indian meldunków i rozkazów przesyłanych w armii amerykańskiej podczas drugiej wojny światowej. Zapewne też niewielu wie o "czerwonoskórym kosmonaucie". Są to oczywiście wybrane, wyraziste przykłady nietuzinkowego uczestnictwa Indian w historii Stanów Zjednoczonych. Nazwa większości stanów jest pochodzenia indiańskiego. Kto wie na przykład, że Texas oznacza w miejscowym narzeczu "przyjaciele", zaś Dakota - "sprzymierzeńcy"? To są dowody pokojowego nastawienia Indian do otaczającego ich świata. Jakże się zawiedli...

Gloryfikowani w westernach pionierzy przynieśli im zagładę. Owszem, wraz z nimi pojawiła się na tych ziemiach cywilizacja, ale za jaką cenę?... Wszystko to przykrywa ogromną hańbę białych ludzi, którzy dokonali na ludności tubylczej potwornej zbrodni. Cisną się tu na usta najgorsze słowa. Nie użyję ich, bo po drugiej wojnie światowej wszelkie naukowe terminy dotyczące eksterminacji zdewaluowały się emocjonalnie. W każdym razie jest to wielkie, zbiorowe poczucie winy.

Współczesna Ameryka jest ogromnym tyglem ras, narodów i plemion. Ich cywilizacyjny awans został okupiony daniną potu, łez i krwi. Hekatomba ofiar tkwi w pamięci obywateli Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej i jest prawdziwie przez nich odczuwaną, zbiorową winą. Bardzo dobrze się stało, że w końcu zostało to w amerykańskim społeczeństwie odkryte, uświadomione i rozpowszechnione. Zanim do tego doszło był to poważny, wstydliwy kompleks, który przeszkadzał Amerykanom razem spokojnie żyć. Brzmi to dokładnie tak, jak zatytułowała swoją książkę autorka: "Otwarta rana Ameryki".

Ta niezwykle barwna monografia nie zamyka jednak kwestii amerykańskich Indian. Przeciwnie, ten temat otwiera perspektywy szans potomków Szalonego Konia i generała Custera w tym wspaniałym kraju, gdzie wspólnie żyją i pracują ludzie chyba wszystkich ras i nacji współczesnego świata.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Jeżeli "hekatomba ofiar tkwi w pamięci obywateli Stanów Zjedn. AP i jest prawdziwie przez nich odczuwaną" to dlaczego rezolucja składająca wyrazy ubolewania nad tym co przybysze z Europy wyrządzili rodzimym mieszkańcom odkrytego przez siebie kontynentu (celowo nie używam słów Indianie i Ameryka) wciąż czeka na uchwalenie. Od kilku lat sen. Brownback stara się o to bezskutecznie, a statystyki mówią, że takie próby wyrażenia żalu mają tylko 30 procent poparcia społecznego. Kanada pod tym względem wyprzedziła USA i autentycznie czy nie, ale próbuje coś zrobić. Sami pokrzywdzeni, wielu z nich, też uważają, że rezolucja nie ma sensu, gdyż wciąż spotykają ich akty wrogiej postawy potomków grabieżców. Wystarczy porównać średnią życia w rezerwatach i poza nimi, Mówienie o "pionierach" i "tubylcach" jest starą kolonialną mową służącą indoktrynowaniu dzieci. Ciekawy artykuł zepsuty przez dziennikarską nieuczciwość.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zaciekawiłeś mnie tą recenzją, jeśli spotkam tą książkę to po nią sięgnę

Swego czasu zastanawiałem się nad "wyskrobaniem" artykułu przybliżającego postać Korczaka Ziółkowskiego, postaci bardzo interesującej, o niebanalnym życiorysie (był np. bokserem a potem rzeźbił góry). Teraz znów będę się nad tym zastanawiał.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 17.04.2008 18:20

Dowiedziałem się ostatnio, że "Otwarta rana Ameryki" kandyduje w tym roku do nagrody ANGELUS

Komentarz został ukrytyrozwiń

+;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.