Tymczasem bez wizji prac nie zakończy specjalna komisja powołana do zbadania przyczyn katastrofy przez Wyższy Urząd Górniczy. Oględziny na dole chcą też przeprowadzić prokuratorzy.
- To nie jest wyścig z czasem. To są skomplikowane i obarczone ryzykiem prace. Nie wiemy, co zastaniemy w zamkniętym od prawie pięciu miesięcy rejonie - mówi Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii Węglowej.

21 listopada 2006 roku w Halembie, 1030 metrów pod ziemią zginęło 23 górników. Zabił ich wybuch metanu. Po nim doszło do eksplozji pyłu kamiennego. Wczoraj zaczęto demontować tam tamę izolacyjną, oddzielającą miejsce katastrofy od reszty kopalni. Następnie przez mniej więcej dobę odpompowywana będzie woda z jednego ze zbiorników w wyrobisku. Następnie z niższego poziomu zostanie dokonany 46-metrowy odwiert o nachyleniu 8 stopni. Nim reszta wody spłynie na niższe poziomy. To potrwa około dwóch tygodni.
Potem zostaną zamontowane urządzenia wentylacyjne, następnie - otwarte tamy przeciwwybuchowe. - Nie jesteśmy w stanie powiedzieć jak długo to potrwa. Będzie to zależało od składu atmosfery, temperatury - podkreśla Zbigniew Madej.
Plan otwierania i przewietrzania rejonu katastrofy został pozytywnie zaopiniowany przez WUG. Większość robót wykonają służby ratownicze Halemby. Odwiert - Przedsiębiorstwo Robót Górniczych z Bytomia.
Śledczy z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach w tej sprawie zatrzymali już dwie osoby: nadsztygara z MARD-u (firmy wykonującej prace na zlecenie Halemby) oraz sztygara wentylacji z kopalni. Odpowiedzą za sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia ludzi. Obaj wiedzieli o przekroczonych stężeniach metanu. Nie zareagowali. Efektem była śmierć 23 osób. Następne zatrzymania to kwestia najbliższych tygodni.
(amc)