Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

37932 miejsce

P jak potencjał - schronisko może być inne

Chcę Wam pokazać moją przystań, moje natchnienie. Chcę pokazać miejsce wyjątkowe – dom zwierząt i ludzi. Jestem zaszczycona, będąc częścią korabiewickiej historii.

 / Fot. IKPierwsza wizyta w schronisku - odkupienie

Do schroniska w Korabiewicach przyjechałam pierwszy raz we wrześniu 2012 roku. W sobotę, z samego rana, wraz z Pauliną i Kasią wyruszyłyśmy z Warszawy. Podróż zajęła nam około godziny. Ucieszyło nas niskie spalanie na trasie. Po drodze w Mszczonowie odkryłyśmy rewelacyjną piekarnię. Do dziś wpadamy tam co sobotę zaopatrzyć się w prowiant.

Pamiętam te emocje. Wielkie wow! Ileż przestrzeni! Jakie wielkie boksy dla psów, bez ścisku, z trawą, najwyżej po trzy psy w boksie, choć z reguły tylko po dwa. A psy ładne, w większości takie regularne - bez dramatu, bez śladów walk, pogryzień, czyste, błyszcząca sierść. Ale jak to, w schronisku? To jest możliwe?

Miałam porównanie do warunków innego podwarszawskiego schroniska, zresztą niejednego. Zapytałyśmy Gosię, która nas wprowadzała, co mamy robić. Nie chciałyśmy wychodzić na spacery z psami, bo miałyśmy pewność, że w tym momencie jest coś ważniejszego do zrobienia. Gosia zapytała, czy będzie w porządku, jeśli posprzątamy kupy w boksach na tzw. górkach, ponieważ jest mało rąk do pracy. Byłyśmy nastawione na każdego rodzaju pomoc. Zaczęłyśmy.

Trawa nie pomagała. A boksy tak wielkie, że „odkupienie” przypominało trochę szukanie trufli… Żart. Gosia towarzyszyła nam przez jakiś czas, ale potem musiała zająć się adopcjami. Przyszedł nam pomóc Rafał, opiekun stajni oraz schroniskowa złota rączka. Zadawałyśmy wiele pytań: o historię (znałyśmy temat przeszłości Korabiewic wyłącznie z TV, internetu), jak to działa teraz, czego potrzeba, co się dzieje z byłą kierowniczą Magdą. Słuchałam z niedowierzaniem.

Rozmowa utwierdziła mnie w przekonaniu, że ludzie, którzy gromadzą zbyt dużo zwierząt, w pewnym momencie bardzo się gubią. Tyle już w historii było kobiet, które chciały dobrze, ale przerosło je życie. Problem jednak jest taki, że tego typu ludzie nie akceptują pomocy z zewnątrz, zamykają się, czują, że ich wizja jest jedyną właściwą, a otoczenie traktują jak wrogów numer jeden. Brak chęci dialogu. I zawsze cierpią na tym zwierzęta. Nazywam to zwierzęcym mesjanizmem. Niestety, takie zachowanie nadal jest widoczne w postaci przebywającej na terenie schroniska Magdaleny Sz. Jakież było moje zdziwienie, gdy Rafał powiedział, że ona tu nadal mieszka i będzie mieszkać. Wiedziałam już wtedy, że to nie wróży nic dobrego. Ale to jest inny wątek.

Cały swój pierwszy dzień spędziłyśmy na sprzątaniu, a zdołałyśmy posprzątać tylko jeden pas. Miałyśmy niedosyt, że mogłyśmy więcej. Podczas pierwszej wizyty zrobiłam tylko kilka zdjęć, w tym pamiętne zdjęcie Kasi i Pepy. Kiedy wywoływałam zdjęcie, wiedziałam już, że wrócę. I że mogę pomóc nie tylko sprzątaniem.

Wróciłam

I wróciłam, z nowymi pomysłami, z nowymi ludźmi, kolejnymi wolontariuszami. Nie było trudno ich przekonać. Powiedziałam, że warto pojechać choć raz, aby zobaczyć na własne oczy, że może być inaczej, że schronisko dla zwierząt nie musi być miejscem zwierzęcego dramatu, podłym, obskurnym. Że pracownicy mogą być życzliwi, kompetentni, ba, z wyższym wykształceniem, i do tego z niezwykłą pasją, zaangażowaniem, chęcią pracy przy zwierzętach i dla zwierząt.
W jedną z kolejnych sobót poznałam Agatę, obecną kierowniczkę schroniska. Tak, tu też Korabiewice mnie zadziwiły. Agata okazała się osobą młodą, do tego normalnie z nami rozmawiała, bez napięcia, otwarcie. Nie patrzyła na nas jak na wichrzycieli, niemiłą konieczność. Aha! Agata pracuje tak samo ciężko jak inni pracownicy czy wolontariusze. Nie tylko „zajmuje stanowisko kierownicze” i istnieje w papierach. Pamiętam kolejny obraz. Agata pracuje z szuflą w stajni, bo Rafał musiał akurat pilnie zająć się czymś innym, sama karmi i poi, bo zabrakło rąk do pracy. To wszystko było dla mnie takie niewyobrażalne.

Adopcje - można inaczej

Potem poznawałam schronisko coraz lepiej i coraz bardziej pozytywnie mnie zadziwiało. Okazało się, że adopcje ze schroniska mają swoją własny proces, który uwzględnia wizytę przedadopcyjną. „Ale jak to? Naprawdę, nie wydajecie psów, bo akurat ktoś przyjechał i chce psa?”- znów oniemiałam. Byłam przyzwyczajona do standardu „podejdź no do płotu”. A tu, w Korabiewicach sprawdza się zainteresowanych psami, czy okażą się odpowiednimi opiekunami. Schronisko ma do tego współpracownika (wspomnianą już Gosię, która pełni tę odpowiedzialną rolę, ale też proces adopcji wspierany jest przez zaangażowanych wolontariuszy), który również zajmuje się socjalizacją psów i innymi tematami okołoadopcyjnymi. Gosia uczy też opiekunów opieki nad psem adoptowanym, doradza, rozwiązuje ewentualne problemy. Jest dla tych ludzi dostępna. Od Gosi nauczyłam się m.in., po co i jak robi się pętle ze smyczy (w skrócie: pętla pozwala na dodatkową kontrolę/bezpieczeństwo nad psem, który wymaga jeszcze nauki chodzenia na smyczy/socjalizacji).

Najpierw wydawało mi się pewnego rodzaju finansową fanaberią, że schronisko ma swojego człowieka od adopcji, ale potem zaczęłam kalkulować: sprawdzona, dobra adopcja, czyli bezpieczny pies - nie na łańcuchu, nie do zabawy, nie do innych celów, na jakie tylko człowiek potrafi wpaść, czyli mniej zwrotów psów, czyli mniej kosztów, nie trzeba po psa jechać. I nie będzie psich dramatów. A tym umęczonym korabiewickim psom naprawdę należą się dobre domy, nie można im serwować kolejnych stresów. To wszystko zaczęło mieć sens.


Dalsza część artykułu znajduje się na stronie internetowej:
http://www.schronisko.info.pl/wolontariat/nasze-artykuly/item/123-p-jak-potencjal-schronisko-moze-byc-inne

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Schroniska to zapewne los wszystkich zwierząt... oczywiście w przyszłości.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.