Facebook Google+ Twitter

Pacjent nie wybacza arogancji

Kryzys w relacjach pomiędzy pacjentem, a lekarzem odznacza się postępującym brakiem zaufania. Medycy odczuwają lęk i pozostają pod presją dyktafonów, ukrytych kamer i innych pomysłów jakie codziennie pojawiają się w ich gabinetach.

Reminiscencja dietetyczna stock.xchng/public domain/Image ID: 291573 / Fot. Bubbels Sobotnie wydanie Gazety Wyborczej.pl (30.03.2013) szeroko rozpisuje się w kwestii zanikających więzi normalności w kontaktach pacjenta z lekarzem. Judyta Watoła w artykule "Lekarze coraz częściej boją się rodzin pacjentów" przybliża problem jaki zwraca uwagę w środowisku lekarskim. Daleko idąca ostrożność z jaką traktują się lekarze i pacjenci nie jest przemijającym zjawiskiem. Ten pewien brak zaufania zdaje się rozpleniać w najlepsze. W dużej mierze dotyczy lekarzy, którzy są poddawani surowym ocenom przez diagnozowanych i leczonych podopiecznych. Spotykają się z coraz większym niezrozumieniem. Pacjenci bezwzględnie i z przekonaniem o własnej nieomylności starają się egzekwować błahe niedopatrzenia o jakich trudno mówić w kategoriach przewin i uchybień wbrew etyce wykonywanego zawodu lekarza, wbrew prawom pacjenta, wbrew prawom człowieka. Zbytnia otwartość i ludzki odruch zrozumienia bywa odczytywany zupełnie inaczej z chwilą kiedy rokowania biorą w łeb, kiedy następuje kolejne wyznaczenie daty zabiegu czy operacji, a tym bardziej z chwilą śmierci osoby bliskiej. Rodzina pacjenta potrafi przeistoczyć się w potwora namnażającego kolejne pretensje przemieszane z podejrzeniami. "Ten pacjent trafił do nas w bardzo ciężkim stanie, we wstrząsie (...) Pozwoliłem na odwiedziny, bo przyjąłem, że bliscy chcą się z nim pożegnać. Starałem się traktować ich tak, jak sam chciałbym być traktowany. (...) W prokuraturze, a teraz w sądach muszę się tłumaczyć" - opowiada z pewnym rozżaleniem jeden z lekarzy. Tak jak wielu w jego profesji podszedł do pacjenta i jego rodziny z sercem. Zgodne to było z jego sumieniem, doświadczeniem, przekonaniami i rzetelną oceną sytuacji w danym czasie. Stało się zarzewiem kłopotów.

Lekarze narzekają na pacjentów i ich rodziny, którzy ich nagrywają i filmują nawet jawnie, wręcz demonstracyjnie. Taka nieufność potęguje atmosferę nacechowaną presją, a to wymaga większej czujności też i od personelu. "Mówiąc o stanie chorego (...) nie powiedzieć o jedno słówko dające nadzieję za dużo. Bo jeśli potem ta nadzieja by się nie spełniła, będzie lawina pretensji i skargi gdzie tylko się da" - mówi prof. Hanna Misiołek, wojewódzki konsultant w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii na Śląsku. Nagrywanie rozmów z lekarzem czy fotografowanie ukradkiem powoduje pytania czy podobne dowody sporządzają lub będą takich dokonywać ludzie pozostający w służbie Eskulapa. Czy potrzebne jest jakieś wyrównanie szans wobec specyficznego naporu jakiemu poddają się codziennie lekarze? Anna Knysok będąca wicedyrektorem w Zespole Szpitali Miejskich w Chorzowie jest bogata w takie doświadczenia: "Pstrykać zdjęcia choremu przy przyjęciu, żeby potem też mieć dowód? Dokąd nas to zaprowadzi? Przecież to paranoja!"

Spirala nieufności nie jest jednak zjawiskiem jednostronnym. Spora ilość doniesień o zaniedbaniach i wybiórczym traktowaniu pacjenta skłania do zabezpieczania się poprzez rejestrowanie każdego kontaktu z lekarzem. Skrupulatniejsi konsultują udzielone im porady i inne świadczenia u kolejnych lekarzy. Taką ostrożność zalecają prawnicy. Gwoli uczciwości, pacjent też może czuć się niezbyt pewnie, być zalęknionym, a nawet zażenowanym. Pacjenci obawiają się będąc nauczeni poprzednimi wizytami, że porada lekarza, której właściwie brak to żaden powód by słać skargę czy procesować się. Od biedy stanie na problematycznym dowodzeniu racji co do jakości usługi, zaś samego braku porady właściwie nie można udowodnić. Tak utrzymują specjaliści w dziedzinie prawa, którzy specjalizują się w przypadkach medycznych. Pacjenci wolą dmuchać na zimne i starają się kontrolować lekarzy. Nierzadko posuwają się do granic absurdu żądając niemożliwego.

Lekarz zmęczony tak bardzo, że przypominający swym wyglądem osobę nietrzeźwą to obrazek zapadający w pamięć na bardzo długo. Świadom swojej kondycji lekarz popada w stres przyjmując kolejnego pacjenta. Ukryte nagranie może być przedstawiane jako zapis popełnianego błędu. Ocena takiego "dowodu" pozostaje w gestii sądu. Lekarze odczuwają strach przed spreparowanym lub źle odczytanym materiałem, który może stanowić o kłopotach lub nagle zakończyć karierę. Kiedy indziej pacjenci wskazują na swoisty koszmar jakim jest buta połączona z przekonaniem o własnej nieomylności i nadużywaniem zajmowanego stanowiska. Same narzekania na długie oczekiwanie na przyjazd karetki lub brak zainteresowania ze strony personelu Izby Przyjęć mogłyby zapełnić nośnik danych, którego pojemność nie wiadomo w jakich jednostkach wyrażać, gdyż skarg przybywa.

Osobiście doświadczyłem wcale szybkiej obdukcji w miejscowym SOR-ze (Szpitalny Oddział Ratunkowy). Wydedukowano tam z odniesionej rany głowy i grymasu twarzy, że powoduje moją mimiką jakiś środek psychostymulujący po czym wpisano takie rozpoznanie w stosowny dokument.

Odmówiono zarazem przebadania alkomatem czy narkotestem o badaniu krwi nie wspominając. Mogłem jedynie udać się do miejscowej komendy policji by skorzystać z urządzeń wykrywających to i owo w organizmie. Nie znajdując uzasadnienia dla podejrzeń lekarza złożyłem skargę, która gdzieś utknęła. Wyniki badań laboratoryjnych nie wskazywały by w moim przypadku można było pochopnie osądzać o jakimś "dodatku". Facet, który chciał rozwalić moją głowę wyszedł na tym wszystkim chyba lepiej ode mnie. Jako pacjent stałem się niczym skatalogowany w obiegowej pamięci. Rozpoznawany jestem w takim szpitalu ze szczególnego rodzaju pajacowaniem. Kilkakrotnie gościłem w owej placówce i co najmniej trzy razy poprosiłem o alkomat i narkotest, gdyż ponownie zwracano uwagę na moją mimikę. Ponoć szpital nie posiada takich udogodnień ale można się dopytywać na najbliższej stacji benzynowej.

Judyta Watoł potwierdziła zatem w jakiejś mierze uzasadnione obawy pacjentów o tych kilka minut kiedy pozostają w Zdjęcie ilustracyjne. stock.xchng/public domain/Image ID: 230991 / Fot. wax115cudzych rękach. Strach pomyśleć, że nawet realizacja recepty w przyszpitalnej aptece wymagałaby wsparcia audiowizualnych urządzeń rejestrujących. Pomyłki wynikające z takich czy innych przyczyn bywają tragiczne w skutkach dla pacjenta. Oczywiście, popełniając pomyłkę można się z niej tłumaczyć na wiele sposobów. W momencie kiedy zaistniał faktyczny błąd w sztuce lekarskiej nie można już tak swobodnie podchodzić do kwestii odpowiedzialności. "Życie mnie nauczyło, że pacjent może wybaczyć lekarzowi każdy błąd, ale nie wybaczy arogancji" - stwierdza dr Ludwik Stołtny z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach.

article by Paweł Jankowski

utwór udostępniany na licencji CC3.0

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Nie ma już pacjentów i lekarzy... Są już tylko "świadczeniobiorcy" i "świadczeniodawcy"...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Płacimy składki i nie możemy się dostać do lekarzy w ramach NFZ, lekarze są nieuprzejmi...zdecydowanie jednak zmienia się ich postawa do pacjenta, jeżeli pójdziemy do nich prywatnie..są mili, uprzejmi i gotowi nieść wszelką pomóc.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.